FiM – Miliony w szambie

Kuria biskupia w Bydgoszczy długo przyglądała się, jak wykonawca miejskiej przepompowni ścieków przez pomyłkę geodetów włazi im z robotami w szkodę. Dopiero gdy inwestycja była na ukończeniu, przedstawili żądanie: pieniądze albo równać z ziemią! I wyrównano…

Dokładnie rok temu rozpoczęto przy ul. Żabiej w Bydgoszczy budowę przepompowni, która miała dostarczać ścieki do oczyszczalni w Fordonie. Unia Europejska wyłożyła kasę (na cały projekt o nazwie „Bydgoski System Wodny i Kanalizacyjny II” miasto dostało ok. 100 mln euro), a inwestor, czyli komunalna spółka Miejskie Wodociągi i Kanalizacja, powierzyły wykonawstwo przedsięwzięcia konsorcjum kierowanemu przez renomowaną firmę Hydrobudowa 6 SA.

Wszystko szło pięknie aż do wiosny 2005 r., kiedy to na finiszu robót okazało się, że budowlańcy weszli w szkodę sąsiadowi przepompowni. Weszli na całe… 14 metrów, grzesząc w ten sposób przeciwko samej Kurii Biskupiej w Bydgoszczy, która parcelę w rejonie ul. Żabiej dostała kiedyś w prezencie od państwa.

Jak doszło do pomyłki?
– Obiekty zostały wytyczone przez geodetów z Okręgowego Przedsiębiorstwa Geodezji i Kartografii w Bydgoszczy. Hydrobudowa otrzymała od Wodociągów dokumentację i rozpoczęła prace budowlane. Zarówno wytyczenie obiektów, jak i roboty zostały odebrane bez zastrzeżeń przez nadzór inwestorski zatrudniony przez Wodociągi, na co znajdują się odpowiednie zapisy w dzienniku budowy. Po wykonaniu robót konstrukcyjnych, zaczęliśmy tyczenie linii kablowych doprowadzających prąd. I właśnie wtedy geodeta odkrył, że dostarczone nam przez Wodociągi dwa odrębne plany lokalizacji przepompowni i linii zasilających nie pokrywają się – tłumaczy „FiM” Krystyna Twardowska, dyrektor ds. administracji i public relations Hydrobudowy 6.

Wówczas jeszcze nikt nie wątpił, że kuria to podmiot przyjazny i można się z nią dogadać.
– Trzeba podkreślić, że w trakcie budowy ksiądz proboszcz z pobliskiej parafii wielokrotnie ostrzegał wykonawców, że pracują na naszym terenie. Późniejsza oferta, którą przedłożył prawnik Hydrobudowy, była dla nas nie do przyjęcia, gdyż zadeklarowali jedynie gotowość odkupienia tych 14 metrów gruntu. My postawiliśmy warunek, że możemy sprzedać działkę tylko w całości i po cenie wolnorynkowej, bo to jest duża, doskonale zlokalizowana nieruchomość i uszczknięcie jej części drastycznie obniżyłoby wartość parceli – powiedział nam ksiądz Mariusz Kuciński, rzecznik prasowy kurii.

Gdy Hydrobudowa wypięła się na tę propozycję, a Wodociągi schowały głowę w piasek, udając, że to nie ich problem, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Bydgoszczy nakazał wykonawcy zburzyć wzniesioną na kościelnym terytorium część przepompowni. I tak się też stało, choć zapewne będzie jeszcze ciąg dalszy:
– Zmiana lokalizacji spowoduje konieczność zniszczenia infrastruktury podziemnej, którą wybudowano w poprzednich etapach realizacji programu poprawy gospodarki wodnościekowej w Bydgoszczy, dostosowując do obecnej lokalizacji – twierdzi Krystyna Twardowska.

Zapewnia też, że Hydrobudowa próbowała nakłonić bydgoskie MWiK do wypracowania wspólnego stanowiska i podjęcia działań (czytaj: negocjacji z kurią), które mogłyby zniwelować skutki pomyłek w dostarczonej wykonawcy dokumentacji projektowej – pomyłek ewidentnie zawinionych przez inwestora. Wobec braku konsensusu sprawa trafiła do sądu.

Z innego źródła, pragnącego zachować anonimowość, dowiedzieliśmy się ponadto, że Hydrobudowa – zapłaciwszy podwykonawcom oraz sfinansowawszy wyburzenie przepompowni – utopiła w gównianym interesie około 5 mln zł, gdyż Wodociągi w ogóle nie chcą słyszeć o uregulowaniu zobowiązań. Oto ich stanowisko:

„Nieprawdą są doniesienia, jakoby na skutek rozebrania przepompowni MWiK lub gmina poniosły jakiekolwiek straty finansowe. Do chwili obecnej nasza Spółka nie wydała na tę inwestycję żadnych środków, a o koszty wadliwej budowy (łącznie z rozbiórką) toczy się spór z wykonawcą. (…) Rozbiórka powyższej przepompowni nastąpiła z winy wykonawcy po wykryciu wad i usterek przez nadzór inwestorski MWiK, które zostały potwierdzone decyzją Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, nakazującą rozbiórkę obiektów. (…) Informujemy w tym miejscu, że koszt naprawy błędów byłby wyższy niż koszt rozbiórki i ponownej budowy”– czytamy w specjalnym oświadczeniu zarządu spółki.

Opisana historia byłaby jeszcze jednym z dowodów urzędniczego cymbalstwa (sąd rozstrzygnie, czy wina leży po stronie Wodociągów, czy… Hydrobudowy), gdyby nie unoszący się wokół ścieków smrodek kadzidła…

– Kuria od samego początku dobrze wiedziała, że przez pomyłkę weszliśmy na ich grunt. Od czasu do czasu kręcił się w pobliżu robotników jakiś księżulo, ale tylko obserwował. Jeśli dzisiaj twierdzą, że głośno protestowali, to normalnie łżą. Przecież jedno pierdnięcie biskupa spowodowałoby natychmiastowe wstrzymanie prac przy przepompowni i weryfikację dokumentacji geodezyjnej. Ich kalkulacja była prosta: pozwólmy skończyć inwestycję, a jak sprawca pomyłki będzie miał nóż na gardle, zapłaci za działkę każdą cenę.Przeliczyli się, ale przez tę pazerność miasto prawdopodobnie zapłaci Hydrobudowie wielomilionowe odszkodowanie, bo niespecjalnie wyobrażam sobie, żeby wyrok mógł być inny – mówi nam jeden z pracowników MWiK.

Rozumiemy jego wzburzenie, ale dlaczego zaraz pazerność… Może kuria chciała przeznaczyć te pieniądze na wspomożenie ubogich…?

[2005] FaktyiMity.pl 37(289)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: