FiM – Nie będę uciekał

W oblężonej plebanii z księdzem Grzegorzem Deworem rozmawia Jarosław Rudzki

– A jednak biskup Wieczorek zemścił się na księdzu za bunt parafian, którzy nie zgodzili się z jego dekretem.
– Nie patrzę na to jak na zemstę biskupa wobec mnie, bo mścić się można w momencie, kiedy jest wina. A ja tu nie odnalazłem żadnej swojej winy. Zostałem suspendowany wbrew oczekiwaniu wiernych. Powiedziałem jednak ordynariuszowi, że jeśli ma być kara, to proszę, żeby ukarał mnie, a nie protestujących parafian. Tym bardziej że groził im interdyktem, czyli zakazem przystępowania do sakramentów świętych.

– Na razie groźby biskupa i kanclerza kurii spełniły się w stosunku do księdza – zakaz udzielania sakramentów, spowiadania, odprawiania mszy, uczenia w szkole i kierowania parafią. Czy nie czuje się ksiądz obco w roli zwykłego parafianina?
– Codziennie rano uczestniczę we mszy o 6.30 razem z ludźmi, stojąc nie przy ołtarzu, ale z tyłu kościoła. Celebransi podczas kazań nawiązują do sytuacji w parafii. Pojawiają się aluzje do mnie i zaistniałej sytuacji. Reakcja ludzi jest wówczas ta sama – połowa wiernych wychodzi z kościoła i przychodzi dopiero na następną część mszy. Czuję się bardzo dobrze w roli zwykłego katolika. Ludzie też, bo jestem z nimi cały czas. Uważam, że z każdego miejsca można być bliskim Bogu. Przypomina mi się ewangeliczna historia z faryzeuszem i celnikiem. Ten pierwszy pchał się do przodu, ale to ten z tyłu był wysłuchany…

– Parafianie chyba rzeczywiście są zdesperowani, skoro mimo biskupich dekretów i kar wciąż okupują plebanię i pilnują księdza.
– Oni są wszędzie. Pilnują plebanii, domu katechetycznego, obstawili wszystkie wyjścia. Kiedy wychodzę pod wieczór, pilnuje mnie nawet do 70 osób. Jestem ciągle pod obstrzałem, choć ludzie wiedzą, że wytrzymuję to dzięki temu, że jestem domatorem.

– Z czego ksiądz żyje? Przecież nie ma ksiądz pieniędzy, bo nie sprawuje żadnej posługi duszpasterskiej.
– Zgadza się. Parafianie jednak zadbali, żebym miał wszystko. Regulują nawet rachunki za utrzymanie probostwa i domu katechetycznego. Płacą za gaz i wodę, a równocześnie dają mi pieniądze. Mówię, że mi wstyd i czuję się jak pasożyt. Oni jednak twierdzą, że teraz jestem ich gościem.

– Czy oprócz straszenia księdza pozbawieniem święceń i wyrzuceniem z grona duchownych kuria podejmowała inne próby mediacji?
– Proponowano mi zorganizowanie ucieczki z okupowanej plebanii. Pamiętam taką sytuację: godz. 22.30, dzwoni telefon, odbieram. Jeden z hierarchów mówi: „Jeśli nie możesz wyjść główną bramą, bo ludzie cię pilnują, to przeskoczysz w nocy przez mur, a my będziemy na ciebie czekali i wywieziemy cię w bezpieczne miejsce”. Nie zgodziłem się. „Nie mam nic na sumieniu, by uciekać jak złodziej” – odparłem wówczas. Kilka dni temu, już po suspensie, otrzymałem prywatny list od biskupa Wieczorka. Pisze on, że gotów jest udostępnić mi odpowiednie miejsce z dala od parafii i emocji, bym mógł w ciszy i bez stresu przemyśleć wiele spraw. Ja jednak nie mogę opuścić parafii. Nie zrobię tego ludziom, z którymi zawsze grałem w otwarte karty. Jeśli mam się przeprowadzić, to oni jeszcze pomogą, ale nie będę uciekał.

– Czy zatem powstanie nowy odłam Kościoła rzymskokatolickiego w Miasteczku Śląskim? A może przejdzie ksiądz wraz z parafianami do innej wspólnoty chrześcijańskiej? Bo sytuacja jest patowa.
– Nawet bardzo patowa. Inne kościoły zwracały się już do mnie z różnymi propozycjami. Najbardziej konkretna była ta od Kościoła polskokatolickiego z USA. Sekty też sobie pozwalają. Ja jednak każdego dnia podczas Apelu jasnogórskiego przypominam sobie hasło: „Boga nie zostawimy”. Jak ludzie chcieli zabić kościół dechami i zamknąć go oraz nie wpuszczać innych księży, prosiłem: Tylko nie dotykajcie tej świętości. Mur, który oddziela kościół, to jest granica złości. Nie przenoście tego na tamtą stronę – apelowałem. Choć zdarzyło się, że jednego z księży z tutejszego miasteczka, który ostro występował przeciwko mnie, nie wpuścili.

– Biskup Wieczorek pisał w specjalnym liście do wszystkich diecezjan, że wasza wizja Kościoła i kapłaństwa jest błędna. Jednak jego postępowanie wobec buntu jest raczej dalekie od biblijnego przykładu Jezusa – dobrego pasterza…
– Gdyby Kościół był taki święty, to skąd wzięłyby się konfesjonały? Kościół to sacrum i profanum. To, co święte i nieświęte. Idealnego Kościoła nie będzie. Biskup zabiera mnie tym, którzy chcą, żebym tu był. Może jestem trochę nieskromny, ale to jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy ludzie chcą, aby ksiądz był na parafii, a nie odwrotnie. Im to wszystko nie pasuje. Do tej pory Kościół był dla nich uosobieniem wszystkiego, co mądre, a teraz spotkali się z głupotą biskupów i kurialistów. Ci ludzie przeżyli zawód.

– Hierarchowie oskarżają księdza i protestujących parafian o wstrzymanie rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego ks. Christopha, który kiedyś tu duszpasterzował. To prawda?
– Nie, to obraźliwy zarzut. Życzyłbym sobie, aby któryś z hierarchów powiedział mi to w oczy. Obwinianie parafii i mnie o to, że proces beatyfikacyjny się nie rozpocznie, jest przerzucaniem winy i kolejnym szantażem.

– Biskup suspendował księdza za brak posłuszeństwa. Może ma rację,skoro purpuraci wciąż powtarzają, że dzięki hierarchicznej strukturze udało się przetrwać wiele burz w Kościele?
– Kościół może się chwalić, że jest hierarchia, posłuszeństwo. Jednak sami byliśmy uczeni, że jest różnica między posłuszeństwem a ślepym posłuszeństwem. Postępowanie człowieka ma być rozumne. Święty Tomasz mówił, że roztropność jest kierowniczką cnót. Roztropność, której tu, moim zdaniem, zabrakło.

– Parafianie interweniowali już wszędzie: u abp. Nossola, abp. Zimonia, prymasa Glempa, nuncjusza apostolskiego, a nawet w Watykanie i na razie nikt nie kiwnął palcem, aby rozwiązać wasz konflikt z gliwickim hierarchą. Czy nie obawia się ksiądz, że w końcu kuria siłą wyrzuci księdza z plebanii?
– Nie boję się siłowego rozwiązania. Choć jeśli tak się stanie, to zbić się nie pozwolę. Podporządkuję się jednak, jeśli to będzie sprawa cywilna: sąd, komornik i eksmisja. Tylko nie wyobrażam sobie, co wówczas powiedzą i zrobią ludzie. Bo moja postawa musi być zgodna z prawem, jeśli to będzie nakaz eksmisji. Ale jaka będzie reakcja zdesperowanych parafian? Trudno mi przewidzieć, do czego może dojść.

Nie pomogły delegacje w kurii, tysiące podpisów w obronie księdza, a w końcu pikieta i okupacja plebanii w Miasteczku Śląskim („FiM” 24/2005). W odpowiedzi bp Jan Wieczorek suspendował ks. Grzegorza Dewora, a na jego miejsce mianował nowego administratora parafii. Wiernych to jednak nie przestraszyło. Minął już drugi miesiąc, a oni wciąż dniem i nocą pilnują swojego duszpasterza. To chyba najdłuższa w Polsce okupacja parafii w obronie księdza.

[2005] FaktyiMity.pl 30(282)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: