FiM – Skazane na miłosierdzie (2)

Sprawiające kłopot dziewczęta nasze państwo kieruje na wychowanie do zakonnic.

Najczęstsze statystycznie przyczyny kierowania dziewcząt do Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych to: nierealizowanie obowiązku szkolnego (prawie 34 proc. orzeczeń sądów rodzinnych), przejawy demoralizacji polegające na piciu alkoholu, odurzaniu się lub uprawianiu prostytucji (31 proc.), popełnienie czynu karalnego (20 proc.), agresja i przemoc wobec rówieśników (14 proc.). W Polsce istnieje 16 takich ośrodków, a trzema z nich (przy sanktuarium w Krakowie-Łagiewnikach, w Kaliszu i Wrocławiu wraz z funkcjonującymi tam szkołami) zarządzają zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, spadkobierczynie św. Faustyny. Czy mentalność mniszek sprzyja wyprowadzaniu ich wychowanek na prostą?

W ubiegłym tygodniu opisaliśmy, jak ok. 15-letnia podopieczna (nazwaliśmy ją umownie Pauliną) krakowskiego ośrodka w tajemnicy przed zakonnicami przekazała nam dramatyczne wezwanie: „Prosimy o pomoc. Jesteśmy więźniami – tu jest piekło”. Mając świadomość, że dziewczyna raczej nie trafiła tam przez przypadek, podeszliśmy do sprawy bardzo ostrożnie. Nabraliśmy przekonania, że w jej prośbie jest coś na rzeczy, gdy kobieta mieszkająca w sąsiedztwie klasztoru opowiedziała o skargach od uciekinierek na stosowaną wobec nich tresurę, a pewna niewiasta w habicie spotkana w sanktuarium przyznała, że nie chodzi o żadną tresurę, lecz zwykłe „wypędzanie diabła”.

Próbowaliśmy później uzyskać jakieś wyjaśnienia od przełożonej klasztoru s. Łukaszy Mędrali i dyrektorki usytuowanego przy nim MOW-u, s. Ewy Kwiecińskiej, ale usłyszeliśmy niemal jednobrzmiące odpowiedzi, że o losie dziewcząt opinia publiczna nie ma prawa niczego się dowiedzieć. Dlaczego? Nie, bo nie!

O sytuacji w MOW-ie niewiele też wiedział rzecznik krakowskiego Sądu Okręgowego, zaś przedstawiciel kuratorium nie miał bladego pojęcia o tym, co dzieje się w działających tam szkołach, ponieważ nigdy nie przeprowadzano w nich wizytacji. Obowiązujące rozporządzenia pozwalają jedynie na kontrole planowe w ośrodkach wskazanych przez Ministerstwo Edukacji, a tylko w wyjątkowych okolicznościach dopuszczalne są sprawdzenia doraźne.

###

MOW w Łagiewnikach mieści się w trzykondygnacyjnym budynku z ogrodem. Całość otoczona jest wysokim murem. 84 dziewczyny mieszkają na poddaszu, więc latem mają nieziemsko gorąco. W maleńkich oknach ich pokoików – kraty. Ozdobne, ale mocne. Nikt tamtędy nie ucieknie. Na niższych kondygnacjach (odizolowanych od zamykanego na klucz poddasza) są pomieszczenia szkolne, socjalne i gospodarcze oraz biura klasztorne. Spoza murów widać jedynie górne piętra budynku. Tylko z kilku okien przyległego do ogrodu dwugwiazdkowego hotelu nazwanego Domem Duszpasterskim można zobaczyć kawałek ogrodu, ale…
– Te pokoje są zazwyczaj rezerwowane wyłącznie dla osób duchownych – ujawnia pracownica hotelu.

Choć nie należymy do kasty uprzywilejowanych, zdołaliśmy podpatrzeć, jak podopieczne zakonnic wypoczywają po lekcjach. Okazuje się, że mimo upałów cały boży dzień siedziały pod kluczem i dopiero po zachodzie słońca, gdy okolice sanktuarium już opustoszały, kilka najstarszych dziewcząt (17-, 18-lat-ki) wypuszczono do ogrodu, gdzie pod okiem świeckiej opiekunki przez ok. pół godziny odbijały we wskazanym miejscu piłkę lub pryskały wodą z węża do podlewania rabatek (fot. obok), czyli „bawiły się i obdarowywały radością”, jak przekonują zakonnice w informatorze objaśniającym zalety przyklasztornego MOW.

W pokoikach na poddaszu zapalono już światła, ale w otwartych na oścież oknach ani żywej duszy. Z oddali widzimy, że jakaś dziewczynka próbuje wyjrzeć, ale sprawia jej to wyraźny kłopot (fot. górna). Powód?
– Okna są wysoko, prawie pod sufitem, więc można przez nie popatrzeć tylko w niebo. Żeby zerknąć na ogród i zieleń, trzeba podciągnąć się na kracie – tłumaczy 20-letnia dziś M., była wychowanka panien od Miłosierdzia Bożego.

Młoda kobieta ze zgrozą wspomina miesiące spędzone pod kuratelą zakonnic:
– Pozornie wszystko wygląda w miarę normalnie, choć w drylu koszarowym. Pobudka, pacierze, toaleta, modlitwa przed jedzeniem, śniadanie, modlitwa przed lekcjami, lekcje, modlitwa przed obiadem, obiad, nauka własna, praca, rekreacja bądź dodatkowe karne obowiązki, modlitwa przed kolacją, kolacja, gaszenie świateł, spanie… Do tego oczywiście rozmaite rekolekcje i czuwania. Chodzisz jak w zegarku, bo całe życie regulują dzwonki. Nikogo tam nie obchodzi, czy masz jakieś odmienne zapatrywania religijne bądź indywidualne upodobania. Nie chcąc narazić się na kary i złą opinię dla sądu, musisz demonstrować, że jesteś gorliwą katoliczką. Nie spowiadasz się, to znaczy, że coś knujesz. Gdy narzekasz, usłyszysz, że „nadajesz się tylko pod latarnię”. Tak wykrzyczała mi siostra… (tu imię zakonne – dop. red), gdy w prywatnym liście nieopatrznie napisałam o niej bardzo źle…
– Cenzurują listy?
– Może tak, może nie. W każdym razie o cenzurze dziewczyny ostrzegają się wzajemnie już na dzień dobry. Na inny kontakt ze światem nie ma szans, bo internet i poczta elektroniczna są niedostępne, a telefon komórkowy zakazany.
– Jak tam trafiłaś?
– Wdałam się w nieciekawe towarzystwo… Sama w końcu oprzytomniałam, ale było już za późno.
W okolicy Krakowa nie ma żadnego innego ośrodka dla dziewczyn, więc wpadłam w łapy zakonnic. Gdyby nie babcia, gniłabym u nich do pełnoletności, ale na szczęście skończyło się na kilku miesiącach. Po wyjściu dokończyłam liceum, studiuję i omijam szerokim łukiem wszystko, co kościelne…

A. (notoryczna wagarowiczka) ma nieco świeższe wspomnienia:
– Najgorzej mają najmłodsze. Tęsknią, płaczą za mamą… Siostry, choćby nie wiem jak się starały, to nawet z uśmiechem na twarzy są zimne. Za najdrobniejsze przewinienie pokuta i zero jakiegoś ciepła czy wyrozumiałości. Liczy się jedynie święta Faustyna i jej dzienniczek, czyli modlitwa, praca, modlitwa i jeszcze raz modlitwa. Gdy nie umiałam wyrecytować fragmentu, dostałam od siostry… (tu imię zakonne – dop. red.) w ramach wypędzania ze mnie diabła całe pięć dni dodatkowego sprzątania. W czwartym ledwie się powstrzymałam przed pokusą zepchnięcia jej ze schodów…

###

25 czerwca w Wydziale Rodzinnym i Nieletnich Sądu Rejonowego dla Krakowa-Podgórza rozstrzygnie się los dwóch 15-latek i jednej 17-latki, które w placówce opiekuńczo-wychowawczej prowadzonej przez krakowski Caritas oczekiwały na decyzję o ewentualnym umieszczeniu w MOW-ie, czyli w Łagiewnikach. Dziewczęta podejrzewane są o próbę – na szczęście nieudaną – zabójstwa opiekuna.
– Najbardziej zaskoczony był ten wychowawca, bo nawet się nie zorientował, że coś mu groziło. Wszczęliśmy śledztwo po donosie złożonym przez jedną z dziewczyn na samą siebie. Wyglądało na to, że w jakimś szalonym akcie desperacji wybrała poprawczak zamiast pobytu u zakonnic– zauważa policjant.
– Mam dyspozycję od księdza dyrektora Caritasu (ks. Bogdan Kordula – dop. red.), żeby w ogóle nie rozmawiać o tej sprawie – tłumaczy nam odmowę udzielenia jakiejkolwiek informacji Joanna Jaworowska-Sroczyńska, szefowa przykościelnego ośrodka.

I tak trzymajcie, a kiedyś z pewnością dojdzie wreszcie do tragedii!

PS Po pierwszym odcinku „Skazanych na miłosierdzie” zakon postanowił wreszcie nieco się otworzyć, przysyłając nam sprostowanie. Opublikujemy je za tydzień

Część dalsza Skazane na miłosierdzie – epilog

[2010] FaktyiMity.pl 26(538)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: