FiM – Za mordę

Biskup łowicki Andrzej Dziuba (od roku następca niesławnego bp. Alojzego Orszulika) szybko wszedł w buty swojego poprzednika.

Dawno obiecał parafianom, że rozprawi się z proboszczem z Żychlina – ks. Franciszkiem Śliwonikiem – ale na słowach się skończyło.

Śliwonik od 27 lat rządzi w żychlińskiej parafii niczym wielkorządca niewolnikami. Swoich oponentów goni gdzie pieprz rośnie. A ma ich sporo, bo ludziska nie mogą patrzeć na pazerność i chamstwo. Trzyma się jednak, bo jest mocno umocowany w kurialnej wierchuszce i ma więcej tytułów niż włosów na głowie, m.in.: szef kurialnej rady ekonomicznej, Kapelan Honorowy Jego Świątobliwości, kanonik gremialny, a ponadto obrońca – a jakże! – węzła małżeńskiego i rzecznik sprawiedliwości Sądu Biskupiego Łowickiego!

Żychliński proboszcz oprócz zaszczytów kocha też mamonę; wszyscy wiedzą też o jego hulaszczym trybie życia, umiłowaniu panienek, a nawet hazardziku.

A że te upodobania wymagają bezustannego zasilania kasą, biedaczysko musi dzień i noc główkować, jak zapewnić sobie dopływ gotówki.

Ostatnio potężny cios w dobrotliwe serce księdza dziekana zadał Sąd Pracy w Kutnie. Nie uląkł się on bowiem ani sutanny Śliwonika, ani argumentów aż dwóch wynajętych prawników. Wyrok (nieprawomocny) brzmiał okrutnie: wielebny musi zapłacić Tadeuszowi K. 24 tys. zł (poszkodowany domagał się 70 tys. zł) należnego za pracę wynagrodzenia, uregulować w ZUS zaległe składki za 6 lat i wydać świadectwo pracy za 13 lat harówy w charakterze kościelnego, a właściwie służącego i parobka do wszystkiego.

Pan Tadeusz przed laty przejął robotę kościelnego po swoich rodzicach, którzy przez pół wieku tyrali dla parafii („FiM” 37/2004). On też nie liczył czasu pracy i harował od świtu do wieczora. Był kościelnym, stróżem, robotnikiem. Pan ksiądz czasami tylko rzucał kościelnemu parę złotych, żeby nie umarł z głodu i miał siły do pracy. O stałej pensji, umowie i ubezpieczeniu pana Tadeusza nie było nawet mowy. Ale i te, jak się okazuje, skromne datki raniły serce wielebnego, dlatego któregoś dnia nakazał kościelnemu, by zarejestrował działalność gospodarczą i przeszedł na własny rozrachunek. Gdy chłopina nic takiego nie zrobił, bo przecież musiałby upaść na głowę, by zakładać firmę, nie mając właściwie żadnych dochodów, pazerny proboszcz powiedział: „Precz!” i rozkazał wynosić się z zajmowanego na plebanii pokoju.

W obronie pana Tadeusza stanęła niemal cała żychlińska społeczność, pamiętająca jeszcze ofiarną pracę jego rodziców na rzecz kościoła. Sutannowy jednak nie ustąpił, zaparł się nawet wtedy, gdy ludziska pojechali ze skargą do biskupa. Panu Tadeuszowi pozostało więc dochodzenie sprawiedliwości w sądzie. Śliwonik odwołał się od wyroku do Sądu Okręgowego. – W najgorszym przypadku i tak przecież nie zapłaci ze swoich pieniędzy – mówi jeden z parafian. – Stratę odbije sobie na nas, jak to zresztą robi od prawie 30 lat. No cóż, nikt żychlinian nie zmusza, żeby trzymali się takiego „pasterza”, chyba że ktoś lubi być trzymany krótko…

[2005] FaktyiMity.pl 24(276)/2005

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: