Bunt owiec – fragment

97 dzień protestu – informuje plakat przed kościołem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Miasteczku Śląskim. Obrońcy księdza Dewora każdego ranka go uaktualniają.

16 sierpnia na schodach kościoła pobili się zwolennicy i przeciwnicy ks. Grzegorza Dewora, byłego administratora parafii, odwołanego w maju br. przez Jana Wieczorka, biskupa gliwickiego. Polała się krew. Był to 88 i najdramatyczniejszy dzień protestu w jego obronie. Sprawy mordobicia – kiedy sąsiad szarpał sąsiada, a znajomy znajomemu zagradzał drogę do kościoła – są już w prokuraturze i sądzie. To jednak błahostka wobec zasadniczego problemu: sam Dewor i duża część wiernych domagają się cofnięcia dekretu nakazującego opuszczenie parafii. To bunt i wypowiedzenie posłuszeństwa biskupowi.

– Nigdy nie pozwolimy Grzesiowi odejść i tylko jego widzimy na probostwie – mówi Witold Norman, aktywista buntowników. Deworianie, bo tak już ich ochrzczono, proszą o zmianę nazwisk. Po tym, jak Norman wypowiedział się w telewizji w obronie księdza, szwagierka wyzwała go na rynku publicznie od ch… – Mało nie doszło do bijatyki – przyznaje. – Zaczynamy obawiać się urzędników, bo burmistrz trzyma stronę biskupa.

Diecezja gliwicka ma 13 lat. Liczy ok. 300 księży. Jak w całym kraju, tak i tu co kilka lat wikariusze przenoszeni są z parafii na parafię. Proboszczów trudniej ruszyć, ale i oni nie korzystają już z takiej ochrony prawnej, jaką dawał stary kodeks kanoniczny, który gwarantował im w zasadzie nieusuwalność aż do emerytury.

W tym roku biskup gliwicki podjął około 60 decyzji co do wikariuszy i proboszczów związanych z awansami, degradacjami, przenosinami i zastępstwem duszpasterskim. – Mniej więcej przy połowie przenosin parafianie próbują bronić swoich księży – mówi ks. Bernard Koj, kanclerz kurii. – To naturalne, spotykamy się, rozmawiamy, czasami biskup przychyla się do prośby, aby jeszcze księdza na rok, dwa zostawić, ale dekretów nie zmienia. Ludzie przyjmują racje rządzące decyzjami kadrowymi – informuje kanclerz. Miasteczko to dla trzydziestoośmioletniego ks. Dewora, który pochodzi z pobliskich Bobrownik pod Tarnowskimi Górami, czwarta parafia. Przyszedł tu pięć lat temu na wikariusza. Po dwóch latach, po śmierci proboszcza, został administratorem parafii. – Administrator ma wszelkie uprawnienia proboszcza, ale nie ma takiej solidnej ochrony prawnej – wyjaśnia znajomy ksiądz z kurii katowickiej. – To funkcja tymczasowa, najczęściej powierzana po to, żeby sprawdzić kandydata na proboszcza. Nieoficjalnie mówi się, że awans Dewora na proboszcza w Miasteczku był brany pod uwagę, ale początkowo na przeszkodzie stał młody wiek, a potem to, co skrywane jest teraz za zasłoną, sprawy obyczajowe.

– Administrator jest łatwiejszy do odwołania, z takich decyzji biskup nie musi się tłumaczyć – zauważa z przekąsem Dewor.

– Biskup w zasadzie nie musi się tłumaczyć z żadnej decyzji – mówi katowicki ksiądz. – Ślubujemy mu posłuszeństwo, w naszą misję wpisana jest dyspozycyjność. A posłuszeństwo to nie jest tylko sprawa kościelnej dyscypliny, ale coś więcej – to kwestia wiary.

Piwo i nic więcej

W połowie maja biskup Wieczorek rozmawiał z ks. Deworem o przenosinach. Uzgodniono swoisty okres wypowiedzenia – miał zostać w Miasteczku do 16 sierpnia. I ta data została zapisana w dekrecie wydanym 19 maja. Nie było w nim jednak wskazanej parafii, w której miałby zacząć kolejną pracę. Pojawił się za to punkt, który wywołał w Miasteczku burzę: „Jednocześnie, w trosce o zdrowie, zobowiązuję Księdza do podjęcia, od 26 sierpnia br., leczenia w miejscu wskazanym w osobnym piśmie. Po ukończeniu leczenia i powrocie do zdrowia zostanie podjęta decyzja o dalszej posłudze na terenie diecezji gliwickiej”.

– Kontekst jest jednoznaczny, alkoholika z ks. Grzegorza zrobili, a to nieprawda – mówi Norman. – My go pijanego nie widzieliśmy. Piwo, owszem, wypije, ale nic więcej.

Kanclerz Koj mówi, że to czwarte w historii diecezji zobowiązanie do leczenia. – W tym jedno dotyczyło zdrowia psychicznego – dodaje. Takie pisma do tej pory traktowane były jako poufne, ale ks. Dewor złamał tę regułę. Skopiował dekret i rozdał parafianom: – To był zupełnie zaskakujący krok, w tym momencie zaczęły się problemy – przyznaje kanclerz.

Do kurii, w obronie dobrego imienia księdza, ruszyły delegacje wiernych. W gazetce parafialnej pojawił się apel o poparcie dla Dewora. W rezultacie zebrano ponad 2300 podpisów. – To powinno wszystkim dać do myślenia: mamy 5200 mieszkańców, z tego 2600 dorosłych, dzieci w to nie wciągaliśmy – wylicza Wiesława Mistrzyk (nazwisko zmienione) z komitetu broniącego księdza. Podpisy dołączono do żądania pozostawienia Dewora w Miasteczku.

Ale za treści zamieszczone w gazetce odpowiada administrator. W kurii potraktowano to jako przekroczenie kompetencji, ponieważ nie …

Całość w linku niżej.

[2005.09.10] Polityka.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: