FiM – Jak śliwa w kompot

Wreszcie wpadł nasz ulubiony biskup Andrzej Śliwiński (na zdjęciu). Najpierw dosłownie wpadł, jadąc swoim passatem, na inne auto i spowodował karambol, a potem wpadł w ręce policji. Miał 0,8 promila alkoholu.

A jeszcze niedawno do wiernych diecezji elbląskiej pisał: „Trzeźwość jest nam potrzebna jak chleb i woda dla ratowania życia… Zawsze jest na nią zapotrzebowanie w życiu osobistym i rodzinnym, w pracy i nauce, w rolnictwie i w produkcji przemysłowej (…) w kierowaniu samochodami…”. Policjanci, nie zważając na immunitet biskupi, zabrali dostojnikowi prawo jazdy. Natychmiast próbował wytłumaczyć go rzecznik kurii elbląskiej, który wyraził zdziwienie, że biskup sam prowadził samochód, bo przecież „od dawna choruje, także na cukrzycę”. Na nic jednak się to zdało. We wtorek, 13 maja, Nuncjatura Apostolska w Polsce zdecydowała o zawieszeniu Śliwińskiego w pełnieniu funkcji biskupich. To pierwszy taki przypadek w historii polskiego Kościoła. Jakby tego było mało, policja nie wyklucza zmiany kwalifikacji czynu z wykroczenia drogowego na przestępstwo. Do szpitala, w wyniku kraksy, trafiły bowiem dwie osoby: ojciec i jego 6-letnia córka. Za spowodowanie wypadku po pijanemu biskupowi może grozić do 8 lat więzienia. W ogóle ubiegły tydzień miał Śliwiński bardzo ciężki. Nie udało mu się dłużej nabierać sądu na rzekomą chorobę (sprawa prałata naciągacza Jana Halberdy). Lekarz sądowy wystawił mu świadectwo zdrowia i biskup musiał pofatygować się do sądu jak jakiś oprych. Śliwę kryją jego podwładni, którzy kłamali do kamery jak z nut, że szef jest chorowity. Podobnie było, gdy ksiądz biskup balował przez trzy dni w Moskwie. O jego odnalezienie modliło się wówczas pół Polski. Poskutkowało! Dzięki Bogu nie zachlał się na śmierć.

[2003] FaktyiMity.pl 20(167)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: