FiM – Sutan-nowy wątek zbrodni

Warto mieć w parafii jakiegoś dyżurnego zboczeńca. To prawdziwy skarb, szczególnie wtedy, gdy pojawi się problem w postaci zwłok nastolatki odnalezionych na plebanii.

Za kilka dni rozpocznie się w Kielcach ponowny proces w sprawie zabójstwa 14-letniej Joanny K. Pięć lat temu nie wróciła po lekcjach do domu. Jeszcze 23 września 1998 r. około godziny 14 była widziana w pobliżu plebanii kościoła pw. św. Jana Chrzciciela w Pawłowie. Jej ciało, owinięte w stare koce i wciśnięte pod łóżko, znaleziono dwa dni później w położonej na terenie zabudowań parafialnych, niezamieszkanej wikariatce.

W poszukiwaniach uczestniczyli szkolni koledzy dziewczynki. Przeszukali opuszczony budynek, ale jej nie znaleźli. Nie zaglądali pod łóżko. Proboszcz – ks. Bogdan N. – namówił ich, żeby zrobili to jeszcze raz. „Trzeba dokładniej przeszukać ten obiekt” – powiedział niczym wizjoner…

Oględziny zwłok wykazały, że dziewczyna została uduszona, a mord miał podłoże seksualne, choć – jak stwierdziła Krystyna Boroń z Prokuratury Rejonowej w Starachowicach – Joanna nie została zgwałcona!

O zbrodnię oskarżony został mieszkający w tej samej wsi Jarosław H. Ojciec dwojga dzieci, pomocnik murarski z zawodu, w 1997 r. skazany na 1,5 roku więzienia za publiczne obnażenie się. Od chwili aresztowania konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Ostatecznie skazano go na 4 lata więzienia, gdyż – zdaniem kieleckiego sądu – H. jedynie utrudniał postępowanie karne, ukrywając prawdziwego sprawcę. Uratowała go opinia prof. Ryszarda Pawłowskiego, biegłego genetyka: „Badanie DNA włosów zabezpieczonych na garderobie dziewczynki wyklucza pochodzenie od oskarżonego. Także w materiale pobranym z jej dróg rodnych nie stwierdzono DNA Jarosława H.”.

Decyzją Sądu Apelacyjnego w Krakowie proces zostanie powtórzony. Prokuratura upiera się, bowiem: „Nie znaleziono innej osoby, której można by postawić zarzut”. Takie curiosum znalazło się w argumentacji oskarżyciela, żądającego dla H. 25 lat pozbawienia wolności.

Jarosława H. bronił znany kryminolog prof. Jan Widacki (jeden z droższych adwokatów w Polsce) oraz mec. Jerzy Siwonia. Są zgodni: „Faktyczny sprawca zbrodni wciąż pozostaje na wolności. Już w śledztwie pojawiły się osoby, od których powinny zostać pobrane ślady do badań DNA, a tego nie uczyniono”. Kogo mają na myśli?

Choć większość mieszkańców wsi zarzekała się w trakcie śledztwa, że nic nie widzieli i nic nie słyszeli (ba!, nawet nie rozmawiali o zbrodni), to z czasem mur solidarnego milczenia zaczął pękać.

Jeden ze świadków zeznał (zarówno w prokuraturze, jak i w toku procesu), że tuż przed pogrzebem dziewczynki ksiądz N. wyznał mu: „Nawet nie podejrzewacie, kto to zrobił. Wkrótce się dowiecie. Będziecie tym wszyscy zaskoczeni, całe społeczeństwo”. Jeszcze w trakcie egzekwii podszedł do świadka organista. Miał wiadomość od proboszcza: „Błagam, nikomu nie powtarzaj tego, co przed chwilą usłyszałeś”.

Organista potwierdził w prokuraturze, że również jemu proboszcz sugerował, że wie, kto jest mordercą. „Gdy społeczeństwo pozna, kto to zrobił, będzie w szoku” – cytował swojego chlebodawcę. Przed sądem wycofał się z wcześniejszych zeznań. Usiłował bagatelizować, twierdził, że chyba „ksiądz szokiem nazwał jedynie reakcję na to tragiczne wydarzenie”.

Sąd zapytał księdza N., skąd powziął przekonanie o społecznym wstrząsie, jaki wywoła ujawnienie nazwiska sprawcy. „Już wtedy policja mówiła mi, że podejrzewają mieszkańca Pawłowa, wcześniej karanego za podobne przestępstwa” – odparł proboszcz. Skoro tak, to gdzie tu miejsce na szok?

Inny ze świadków twierdził, że dzień przed zabójstwem zauważył dziewczynkę spacerującą z wikariuszem – ks. Piotrem O. – w okolicach miejscowego cmentarza: „Wyglądało to tak, jakby ksiądz przygadał sobie jakąś”…

Charakterystyczne były zeznania dwóch koleżanek Joanny K.: „Półtora miesiąca po tragedii zaprosił nas do siebie ksiądz wikariusz. »Wiem, że niektórzy mieszkańcy Pawłowa oskarżają mnie o to morderstwo« – powiedział. – Pytał, czy nie boimy się, że nas zabije i podrzuci do wikariatki”. Inna z dziewcząt ujawniła, że też była na plebanii: „Ksiądz O. nagle zaczął mówić coś o Joasi, a potem, gdy napomknęłam o jego związku ze sprawą, krzyczał, by z niego nie żartować, bo zarżnie”.

Wikary nie przyznał się do przypisywanych mu wypowiedzi: „Takie żarty w stosunku do dzieci byłyby niestosowne. A zresztą, z wszelkich podejrzeń oczyściły mnie wyniki badań DNA”. Sędzia Adam Kabziński dociekał, czy ksiądz przyjmował na plebanii dziewczynki ze szkoły w Pawłowie. „Tak, ale to jest ogólnie przyjęte” – odpowiedział ksiądz O.

Gminny listonosz opowiedział sądowi o kartce, którą tydzień po zabójstwie znalazł w skrzynce na listy. Anonim dokładnie opisywał samochód widziany we wsi w dniu zaginięcia dziecka. Nawiązujące do tego faktu zeznanie złożył 14-letni szkolny kolega Joanny: „Widziałem w tym dniu w pobliżu plebanii czarnego lub ciemnogranatowego sedana, a tuż obok stał czerwony tico lub uno. Przy samochodach rozmawiali dwaj mężczyźni, których nigdy wcześniej nie widziałem. Zachowywali się bardzo dziwnie. Usłyszałem tylko: »Dobra, a teraz spierdalamy«. Na mój widok zamilkli”.

Sensacją procesu było ujawnienie związków rodzinnych Jarosława H. z księdzem Stanisławem H. (brat ojca oskarżonego), proboszczem jednej z podradomskich parafii. Dlaczego? Otóż, jak oświadczył przed sądem prof. Pawłowski, „istnieje duże prawdopodobieństwo, że ślady pobrane z plamy krwi zabezpieczonej na miejscu zbrodni pochodzą od osoby spokrewnionej z oskarżonym bądź jego ojcem”.

Sam ks. H. (niżej fragment jego zeznań) kategorycznie odciął się od sprawy:

Sędzia: – W materiałach śledztwa są informacje, że kilkanaście razy wraz z oskarżonym wyjeżdżaliście na dyskoteki, a tam oskarżony przyprowadzał do samochodu dziewczęta.

Ksiądz Stanisław H.: – To absolutne oszczerstwa zrodzone w czyjejś chorej wyobraźni.

Oszczerstwa? Doprawdy, trudno znaleźć motyw do pomówień ze strony bratanka…

Chorej? Jest faktem, że po dwóch latach tymczasowego aresztowania Jarosław H. schudł ze 130 do 50 kg, co biegli skwitowali następująco: „…cierpi na silną depresję, która spowodowała utratę masy ciała, niewielki zanik mięśni, ogólne wyczerpanie i osłabienie”. W konsekwencji sąd zamienił areszt na przymusowy pobyt w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych w Krychnowicach koło Radomia. Jednak zeznania na temat wujka księdza, Jarosław H. złożył dużo, dużo wcześniej!

Tuż przed wydaniem wyroku ojciec zamordowanej dziewczynki oświadczył: „Jestem pewien, że to on (Jarosław H. – dop. A.T.) zabił moją córkę, a pomagał mu jego wujek ksiądz. Kiedy wyszedł z aresztu, kupił mu dom i samochód. Na pewno zapłacił ksiądz, bo skąd H. miałby na to pieniądze?”.

Z kolei Jarosław H. pyta: – Dlaczego do badań nie pobrano próbki DNA od księdza N.? Przecież to on zachowywał się w tych dniach najbardziej podejrzanie i wiedział o wiele więcej, niż miał prawo wiedzieć.

– Aśka była bardzo nieufna i nikt obcy nie namówiłby jej na spotkanie. To działo się w biały dzień. Niedaleko, na placu przed kościołem, stała grupa ludzi, więc kompletną bzdurą są wersje o jakimś podstępnym lub siłowym uprowadzeniu. Myślę, że była umówiona z księdzem – mówi mi jedna z jej szkolnych koleżanek.

Spotkanie? Z którym księdzem? Czy rozpoczynający się ponowny proces ujawni wreszcie role, jakie panowie w sutannach niewątpliwie w tej sprawie odegrali?

[2003] FaktyiMity.pl 45(192)/2003

Polecam przeczytać również kolejne artykuły:

  1. Zacierał œlady
  2. Dostał 15 lat za zabójstwo 14-latki, kasacji wyroku nie będzie
  3. Sprawa Jarosława H. – nieprofesjonalne prowadzenie śledztwa
  4. Kto zabił Joasię?

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: