FiM – Anatomia zbrodni

Seryjny zabójca ma na sumieniu trzy ofiary i przyznaje się do winy. W kształtowaniu sumienia seryjnego zabójcy absolutnie pierwszorzędną rolę odegrali funkcjonariusze Kościoła. Oczywiście, niewinni…

Podczas styczniowych napadów rabunkowych na plebanie parafii w Ciosańcu i Serbach (diecezja zielonogórsko-gorzowska) 24-letni Marcin M. zamordował wszystkich, którzy stanęli mu na drodze do łupu. Ludzi spokojnych i nikomu niewadzących. W Ciosańcu zginęła Krystyna W. – gospodyni księdza proboszcza Remigiusza Króla, który chodził akurat tego wieczoru po kolędzie. W Serbach stracił życie ks. Władysław Polak wraz ze swoją gospodynią Heleną R.

Zabójcy ani na jotę nie usprawiedliwia fakt, że miał powody, aby nienawidzić księży. Chore powody. Niemniej jednak, ku przestrodze, warto je ujawnić…

###

Marcin M. pochodzi z biednej wielodzietnej rodziny mieszkającej w maleńkiej wsi Warszkówko (woj. zachodniopomorskie, diecezja koszalińsko-kołobrzeska). Tubylcy pamiętają go jako pilnego ucznia oraz grzecznego, spokojnego i silnie związanego z Kościołem młodzieńca, w którego wstąpiło jakieś licho, odkąd – nastolatkiem jeszcze będąc  – zaczął wieczorami spotykać się z ks. Edwardem S., ówczesnym proboszczem parafii św. Antoniego Padewskiego w pobliskim Sławnie.

W 2002 r. Marcin dopuścił się kilku drobnych kradzieży, za co trafił na krótko do aresztu. Po uwolnieniu nie kontynuował już nauki w zawodówce, bowiem ks. Edward zaproponował mu świetnie płatne zajęcie, niewymagające specjalistycznego wykształcenia.

Robota była lekka i łatwa, aczkolwiek nie dla każdego przyjemna. Polegała z grubsza na tym, że Marcin musiał chlać z plebanem drinki oraz towarzyszyć mu w oglądaniu filmów pornograficznych z wartką akcją homoseksualną (częstokroć też pedofilską), w trakcie których kapłan rozbierał się i onanizował oraz molestował nastolatka.

Imprezy odbywały się kilka razy w miesiącu, a umówionym znakiem wzywającym chłopaka na plebanię była odsłonięta w jednym z jej okien firanka. Honorarium nie było z góry ustalone, ale że parafia św. Antoniego liczy sobie prawie 5 tys. ofiarnych owieczek, toteż ich pasterz nie żałował Marcinowi pieniędzy, wypłacając mu śliską ręką po 400–600 zł za seans.

###

Zdarzyło się to w lipcu 2003 r. Młodzieniec postanowił zerwać upokarzający związek i w trakcie wyjątkowo ekscytującego filmu, którego tytułu już nikt nie pamięta, wyjął z portfela podpitego, zaaferowanego duchownego kilka banknotów, a że nocną porą nie miał czym wrócić do domu, „wypożyczył” też jego samochód. Miał to być – w mniemaniu Marcina M. – ekwiwalent za wszystkie upodlenia. Gdy ks. Edward ochłonął, zgłosił kradzież policji i złodziej został niezwłocznie aresztowany.

Wspomina policjant z Komendy Powiatowej Policji w Sławnie:
– Miał o to ogromny żal do księdza. Musiał być wyjątkowo zdesperowany, bo dobrze wiedział, że wdepnięcie w jakiś wątek homoseksualny uczyni jego życie w więzieniu koszmarem, a jednak siedząc w areszcie, z detalami opowiadał, jak był deprawowany. Wspominał też o skłonnościach proboszcza do znacznie młodszych chłopców. Panował u nas wówczas wyjątkowy urodzaj na pedofilów w sutannach (por. „Boże dzieci” – „FiM” 30/2003), zaś w śledztwie dotyczącym schwytanego w maju księdza Jerzego U. wychodziły rozmaite paskudztwa wobec ministrantów. Dlatego bardzo poważnie podeszliśmy do zeznań Marcina M. i starannie je weryfikowaliśmy.

Podczas przeszukania plebanii funkcjonariusze znaleźli u ks. Edwarda S. zdjęcia nagich chłopców i kolekcję filmów pornograficznych.

„To wszystko podrzucił mi z zemsty Marcin” – zarzekał się kapłan. Zmienił zdanie dopiero po kilku miesiącach, gdy policjanci dotarli do zidentyfikowanych na rozbieranych zdjęciach byłych ministrantów parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Dygowie (w latach 1989–1998 ks. Edward był tam proboszczem), którzy opowiedzieli, jak fotografował ich podstępnie lub płacąc po kilkadziesiąt złotych za pozowany akt.
– Przyznał wówczas, że w seminarium duchownym odkrył swoje skłonności homoseksualne, ale nigdy nikogo nie zmuszał do seksu, a jeśli chodzi o fotografowanie, to był przekonany, że jego „modele” mają znacznie więcej niż 15 lat. Prokuratura ostatecznie umorzyła śledztwo, uznawszy, że sprawa z dziećmi już się przedawniła, a pełnoletniego Marcina M. nikt na plebanię siłą nie zaciągał – wyjaśnia policjant.

Marcin M. składał później dramatyczne w treści zażalenia na umorzenie śledztwa („Zostałem bardzo skrzywdzony przez ks. Edwarda S (…). Nie mogę znieść myśli, że ten człowiek nie zostanie ukarany i dalej będzie mógł uprawiać swój proceder”– pisał), ale sąd utrzymał w mocy wcześniejsze decyzje prokuratury. We wrześniu 2003 r. chłopak wyszedł z aresztu po złożeniu zeznań, podczas których przyznał się do ograbienia księdza.
– Miał odpowiadać z wolnej stopy, ale niemal prosił się, żeby go wsadzić z powrotem, gdy w ciągu 48 godzin od uwolnienia ukradł dwa samochody i – strasząc nożem – zrabował przypadkowemu przechodniowi portfel – zauważa policjant.

Dostał za całokształt 4 lata. Opuścił więzienie latem 2007 r., po czym wyjechał w Lubuskie, do rodziny mieszkającej w pobliżu Ciosańca i Serbów. Dorywczo pracował w Niemczech, aż wreszcie nadszedł ten fatalny czas, że zaczął zabijać…

###

Przyjrzyjmy się teraz losom ks. Edwarda S.

Po wyświęceniu w 1979 r. pracował jako wikariusz w Połczynie-Zdroju, później w Miastku, a w 1986 r. otrzymał swoje pierwsze probostwo w parafii Niepokalanego Poczęcia N.M. Panny w Żydowie, którą zarządzał przez trzy lata i skąd trafił do wspominanego wcześniej Dygowa (niespełna 3 tys. wiernych), gdzie po raz pierwszy ujawniły się jego niebezpieczne dla dzieci zachowania. „Artystyczne” zamiłowania proboszcza fotografika wywołały w Dygowie skandal, ale nikt ich nie zgłosił policji. Gdy zaś wieści dotarły do kurii biskupiej w Koszalinie, ks. Edward S. został… awansowany przeniesieniem do znacznie większego Sławna.

Utrzymał się tam prawie 5 lat, bo gdy tylko Marcin M. zaczął składać zeznania o sekscesach na plebanii, ówczesny ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej biskup Marian Gołębiewski (obecnie arcybiskup metropolita wrocławski) natychmiast – w sierpniu 2003 r. – ewakuował swojego podwładnego do parafii Narodzenia N.M. Panny w Sypniewie (ok. 2 tys. „dusz”). Pozostawił tam ks. Edwarda proboszczem, choć policja udokumentowała pedofilskie zachowania i skłonności wielebnego, a sprawa wałkowała się w prokuraturze nie z braku winy, lecz w oczekiwaniu na przedawnienie.

„Owszem, pamiętam, że była jakaś historia z księdzem Edwardem S (…), ale stała się zupełnie bezprzedmiotowa, gdy umorzono śledztwo w sprawie rzekomego molestowania seksualnego. Zdjęcia nagich chłopców fotografowanych na plebanii? Nic mi o tym nie wiadomo” – obojętnieje abp Gołębiewski.

W Sypniewie ks. Edward szybko otrząsnął się z niepowodzeń. Otrzymał posadę nauczyciela religii w miejscowym Zespole Szkół Samorządowych (podstawówka i gimnazjum), a w 2006 r. został wyróżniony nagrodą powiatu złotowskiego za działalność oświatowo-kulturalną. Był cenionym rekolekcjonistą zapraszanym przez parafie Trójmiasta (przyjeżdżał tam z grupą młodzieży na wieczory poetyckie), odprawiał w swojej gminie liczne msze „ku czci” oraz wygłaszał kazania przy okazji rozmaitych „uroczystości patriotycznych” (m.in. w Jastrowiu przy Krzyżu Katyńskim). Dał się też poznać jako wybitny specjalista od homiletyki (we wrześniu 2006 r. podczas ogólnopolskiego sympozjum z udziałem metropolity poznańskiego abp. Stanisława Gądeckiego i biskupa Jana Szkodonia z Krakowa), a nawet jako… artysta estradowy (na zdjęciu).

„Teatr Zespołu Szkół Samorządowych w Sypniewie ma znakomitą obsadę aktorską, a niekwestionowaną gwiazdą jest tamtejszy proboszcz parafii ks. Edward S(…), który zawsze występuje w pierwszoplanowych rolach, wywiązując się z nich wyśmienicie” – tak katolicki tygodnik „Gość Niedzielny” recenzował jeden ze spektakli 23 marca 2008 r.

###

Gdy schwytany dzięki genialnej sprawności lubelskiej policji zabójca Marcin M. zaczął mówić o swojej przeszłości, ks. Edward zniknął z Sypniewa.

– Decyzją biskupa (Edward Dajczak, obecny ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej – dop. red.) został odsunięty od zajęć duszpasterskich i przebywa na bezterminowym urlopie – dowiedzieliśmy się w kurii.

„To za sprawą wojujących ateistów kapłani oraz osoby świeckie pomagające duchownym narażone się na przejawy nienawiści, napady i rabunki” – podjudzał wiernych biskup pomocniczy diecezji zielonogórsko-gorzowskiej Paweł Socha podczas uroczystości żałobnych w Serbach.

[2008] FaktyiMity.pl Nr 16(424)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: