FiM – Chwasty proboszcza

Proboszcz zapowiedział „odchwaszczenie” parafii ze szkodników. Wybrał do tego celu takie środki, że sam ma poważny problem ze skutkami ubocznymi…

Wolbrom, urocze miasteczko w powiecie olkuskim, dwie parafie, około 10 tys. mieszkańców. Ci wierzący podlegają ordynariuszowi diecezji sosnowieckiej biskupowi Grzegorzowi Kaszakowi, który uczynił swoimi plenipotentami księży Zbigniewa Lutego (na zdjęciu) i Tadeusza Maja. Obaj są tam proboszczami i dziekanami, przy czym znaczenie Lutego jest większe z racji posiadania bardzo dochodowego cmentarza, liczby „dusz” zapisanych do parafii św. Katarzyny (6,5 tys.) oraz jej usytuowania w samym centrum miasteczka. Dzięki temu kapłan może patrzeć władzy na ręce, nie ruszając się z plebanii.

Luty awansował do Wolbromia w czerwcu 2011 r. z położonej nieopodal wsi Poręba Górna, gdzie strzygł około tysiąca owiec. Od początku miał ostro pod górkę, bo już w sierpniu były radny miejski Stanisław Starzyk ściągnął mu na głowę Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, domagając się postępowania antymonopolowego wobec parafii dyktującej zabójcze ceny cmentarne. Niedługo później do gry włączył się jeszcze zakład pogrzebowy rywalizujący z „ulubioną” firmą nowego plebana i bezceremonialnie oskarżający władzę duchową o podstępne działania eliminujące z rynku konkurencję. Efektem postępowania była decyzja UOKiK z 25 maja 2012 r. nakazująca m.in. upublicznienie cenników opłat, a nawet – o zgrozo! – wystawianie faktur na wszystkie roboty związane z pochówkiem.

W kłopoty zdecydowanie poważniejsze, bo zagrażające – jak czas pokazał – dalszej karierze, pleban wpadł 3 czerwca 2012 r., gdy podczas przedpołudniowych niedzielnych mszy ostro przejechał się z ambony po organiście Maksymilianie Pasierbie oraz jego synu Grzegorzu, który kultywując tradycję, chciał przejął instrument po ojcu i wielokrotnie już akompaniował u św. Katarzyny, aczkolwiek na „czarno”.

„Od września 2011 roku wszelkie kontakty z ks. Lutym odnośnie mojego ewentualnego zatrudnienia kończyły się zbywaniem, że »póki co organistą jest (…) ojciec«. Od połowy maja zintensyfikowałem próby nawiązania stosunku prawnego z parafią. Trwały rozmowy pomiędzy mną a księdzem proboszczem. Nie przynosiły one jednak żadnego rezultatu. Przed niedzielą 3 czerwca byliśmy z księdzem umówieni kontynuować rozmowy po moim powrocie z Irlandii” – wyjaśnia Pasierb junior.

W takich właśnie okolicznościach Luty wygłosił publicznie oświadczenie (wywieszone później w przykościelnej gablocie), że Pasierb senior zadowalał się połówką etatu, podczas gdy nowy muzyk chce całego i usiłuje doprowadzić parafię do bankructwa, żądając 4 tys. zł (brutto) nie wiadomo za co, bo „często na Mszach Świętych, codziennych czy też niedzielnych nie grał nikt”. Traf chciał, że złożonego ciężką chorobą nowotworową pana Maksymiliana zastępowała tym razem przy organach jego córka Marta, na co dzień nauczycielka w Skawinie, okazjonalnie organistka w parafii św. Michała Archanioła w Łazach, a całkiem prywatnie… skoczek spadochronowy. Słuchając Lutego, ręce jej z nerwów zadrżały, ale ani razu nie sfałszowała. Dopiero po zakończeniu mszy publicznie zwróciła wielebnemu uwagę, żeby przestał „grać nikczemnie i obłudnie”. Miała zresztą ku temu szczególne powody, o których za chwilę…

Grzegorz, choć chwilowo w Irlandii, jeszcze tego samego dnia zamieścił na portalu społecznościowym Facebook oświadczenie, że Luty łże jak z nut, bowiem prosił go jedynie o „uczciwe opłacanie” składek ZUS i podatku (w sumie około 1150 zł), zaś o stałej pensji w ogóle nie rozmawiali, ponieważ nawet jej nie oczekiwał („To są ofiary ze ślubów, pogrzebów i opłatków, nigdy nie chciałem od nikogo nic więcej”). Wyjaśnił ponadto, że jego ojciec zawsze miał cały etat i dopiero po przejściu na emeryturę zaproponował ks. Mieczysławowi Raszewskiemu (poprzednik Lutego) zmianę umowy na „połówkę”, natomiast jeden dzień wolnego w tygodniu przysługuje pracownikowi jak psu buda. Tym bardziej że Pasierbowie własnym sumptem załatwiali wówczas zastępstwo i żadna msza nie obyła się bez stosownej oprawy muzycznej.

Incydent błyskawicznie stał się w mieście tematem numer jeden, więc wszyscy niecierpliwie oczekiwali wyniku dogrywki. Uzgodniono termin (wieczór 6 czerwca, przeddzień Bożego Ciała) i być może sprawa rozeszłaby się po kościach, gdyby Luty na porannej mszy nie obwieścił, że dokładnie „posprząta” swoją posiadłość („Wolbrom jest zachwaszczony, wszystkie chwasty trzeba wyrwać”), a do czasu zakończenia tej roboty zamyka działalność chóru kościelnego oraz kilku organizacji parafialnych.

W środę o godz. 19 na plebanii zebrali się: gospodarz i jego wezwany w trybie alarmowym rodzony brat ks. Marek Luty, proboszcz parafii św. Idziego w Tczycy (diec. kielecka), rodzina Pasierbów, wikariusze od św. Katarzyny i kilku członków rady parafialnej. Licznie przybyłych kibiców obu drużyn na salony nie wpuszczono.

Uczestnicy zaaprobowali złożoną przez proboszcza propozycję nagrywania przebiegu spotkania oraz zachowania szczegółów w ścisłej tajemnicy.

Po zakończeniu pertraktacji Marta zdradziła jedynie tyle, że Luty w ogóle nie chciał dyskutować o „zgodnych z prawem warunkach zatrudnienia” jej brata, a cała rodzina opuściła zebranie „z powodu ciągłych inwektyw rzucanych przez proboszcza”. Grzegorz nazwał atmosferę „nieustępliwą ofensywą” na ród Pasierbów. Zadeklarował, że nie mają nic przeciwko temu, żeby upublicznić całość nagrania, jeśli tylko druga strona wyrazi zgodę. Gdy mimo braku porozumienia próbował później przystąpić do swoich zajęć usłyszał od Lutego, że ma „zakaz grania”. Każda kolejna próba kontaktu kończyła się demonstracyjnym lekceważeniem okazywanym przez owładniętego katolickim miłosierdziem kapłana. Niedoszły organista podkreśla dzisiaj, że dziewięć miesięcy „współpracy” z Lutym uświadomiło mu, że to, co kocha, nie musi być źródłem utrzymania.

Kilkudziesięciu parafian wystosowało do biskupa sosnowieckiego petycję o „napomnienie lub przeniesienie proboszcza”. Ich naczelny pasterz milczy.

2 lipca pan Maksymilian udał się do kancelarii parafialnej, żeby zamówić i opłacić mszę za duszę zmarłej przed rokiem żony Marii. Poprosił Lutego, aby przy tej szczególnej okazji pozwolił mu usiąść przy organach i zaśpiewać choćby jedną pieśń. Uroczystość odbyła się 10 lipca. Pasierba seniora nie wpuszczono na chór, gdzie przepracował ponad 20 lat, bo ma już „zakaz grania”.

Nazajutrz Marta wysłała do plebana list. Polecony. Po miesiącu wrócił, ponieważ adresat nie chciał odebrać przesyłki. Na kopercie widnieją adnotacje poczty: pierwsze awizo – 13 lipca, drugie – 21 lipca, zwrot do nadawcy – 7 sierpnia. Postanowiła więc list upublicznić. Oto fragmenty:

„Zastanawia mnie, jak Ksiądz, duszpasterz, ktoś, kto powinien być przykładem i wzorem, może traktować drugiego człowieka tak podle, jak Ksiądz traktuje Tatę. Od sierpnia ubiegłego roku nie zapytał go Ksiądz ani razu »Jak się pan czuje?«, nie okazał w ogóle zainteresowania jego stanem zdrowia (…). Jest proboszcz tak zapatrzonym w pieniądze człowiekiem, że nie zwrócił nawet uwagi, gdy Tata – tuż po radioterapii – w Święta Bożego Narodzenia przyszedł do zakrystii złożyć życzenia. Ważniejsza w tym momencie była kwota »ofiary« złożonej podczas sprzedaży kalendarzy, którą Ksiądz akurat liczył. Zbył Ksiądz mojego Tatę słowami »Nie mam dziś czasu, proszę przyjść w tygodniu« (…). W czerwcu przysłał Ksiądz na nasz adres domowy papiery niezbędne do rozwiązania umowy z Tatą. Gdy dzień wcześniej pojawił się na terenie plebanii, nie zważając na upał i na to, że jest w trakcie chemioterapii, pozostawił go Ksiądz na zewnątrz i kazał czekać, nie zapraszając nawet do przedsionka, gdzie mógłby schronić się przed palącym słońcem (…). Poprzez swoje postępowanie i sposób traktowania bliźnich stał się Ksiądz główną przyczyną mojego oddalenia od Boga i wątpliwości dotyczących sensu wiary. Wierzyć w Boga mogę wszędzie i zawsze, ale wstydzę się tego, że Ksiądz proboszcz jest duszpasterzem w tym samym Kościele, do którego przynależę”.

###

Zdejmujemy czapkę z głowy przed lokalnym dwutygodnikiem „Wiadomości Wolbromskie”, który publikuje regularne sprawozdania z pola przykościelnej bitwy, co w klimatach małomiasteczkowych jest zjawiskiem niebywałym. Całkiem nam natomiast opadła szczęka, gdy przed kilkoma dniami gazeta zamieściła na swojej stronie internetowej treść 13 pytań wysłanych do „proboszcza Zbigniewa Lutego”, wyrażając nadzieję, że „podejdzie do nich ze zrozumieniem i udzieli wyczerpujących odpowiedzi, co przyczyni się do budowania lepszego klimatu w naszej lokalnej społeczności”. Dla ilustracji: „Czy dla przejrzystości życia publicznego mógłby Ksiądz przedstawić swój stan majątkowy? Czy zdaniem Księdza celibat wśród duchownych powinien zostać zniesiony? Czy Ksiądz ma własne dzieci? Jeśli tak, to czy utrzymywane są (były) z funduszu alimentacyjnego diecezji? Jak Ksiądz wyjaśni nagły spadek liczby parafian uczestniczących we Mszach Świętych niedzielnych w naszym kościele w ciągu ostatnich 2 miesięcy? Czy to prawda, że swój nowy motocykl (sportowy ścigacz – dop. „FiM”) kupił Ksiądz, będąc już proboszczem w naszej parafii, tj. w ciągu ostatniego roku? Proszę wyjaśnić warunki zatrudnienia gospodyni na plebanii. Czy pracuje ona na pełny etat, czy może jest to praca „na czarno”? Czy Księża wikariusze mają dostęp do kuchni i ugotowane obiady w każdy dzień? Dlaczego gospodynią na plebanii nie jest jedna z wielu bezrobotnych kobiet z naszego miasta?”.

Ot i mamy przykład dla innych, jak można wypunktować swojego proboszcza. Dodajmy, że te i pozostałe pytania nie wzięły się z sufitu, lecz z obserwacji, więc nikt raczej nie spodziewa się odpowiedzi, bo wszyscy zainteresowani życiem parafii je znają…

My chcieliśmy jedynie porozmawiać z duszpasterzem o perspektywach miłosiernego rozwiązania konfliktu z ludźmi oddanymi Kościołowi, ale odmówił jakiegokolwiek komentarza.

[2012] FaktyiMity.pl 35(652)/2012

Cytowane fragmenty można przeczytać w całości:
List Marty Pasierb do proboszcza Zbigniewa Lutego
Pytania internautów do proboszcza Zbigniewa Lutego

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: