FiM – Duszpastuchy

To nie antyklerykałowie wykończą Kościół. Zrobią to sami duchowni. I to skutecznie.

W Ludzisku od 2007 roku proboszczem jest ksiądz Jerzy Hakowski (na zdjęciu). Jego zasługi, zapisane po wsze czasy w parafialnej kronice, to między innymi zorganizowanie pielgrzymki autokarowej do Lichenia, Krakowa, Kalwarii Zebrzydowskiej czy Częstochowy, rozpoczęcie prac remontowych na piętrze probostwa i poświęcenie wiejskiej świetlicy. Poza tym kosmetyka drzew na cmentarzu, wymiana mikrofonów w kościele, nowe oświetlenie prezbiterium, zakup kosiarki spalinowej i kserokopiarki do biura parafialnego. Nic wielkiego, ale jak na małą, liczącą około tysiąca dusz parafię, z pewnością by wystarczyło, aby uznać księdza Hakowskiego za dobrego gospodarza.

Tak się jednak nie stało. Gniew w mieszkańcach wzbierał już od dawna, bo ksiądz – jak mówią – odkąd tylko nastał, był jakiś taki mało ludzki. Parafian ignorował, stawiał za to na pieniądze. Te – jak twierdzą – przeznaczał na częste wyjazdy. W końcu przelała się czara goryczy. A to przy okazji pogrzebu jednego z parafian. Człowiek to był Kościołowi i parafii oddany, umierał – jak mówi jego syn – z różańcem w ręku. Od tych, co zostawali na ziemi, chciał tylko jednego – żeby odprowadzili go na cmentarz w pieszym kondukcie. Życzenie wydawać by się mogło niezbyt wygórowane, ale ksiądz proboszcz oświadczył, że za jego rządów zmarłych na cmentarz odwoził będzie karawan. Może chodziło o to, by nie tworzyć precedensu. W każdym razie, kiedy bliscy zmarłego nalegali, wezwał policję. I tu przesadził. W dniu pogrzebu okazało się, że ludzie po raz pierwszy stanęli okoniem. Po mszy przed kościołem uformował się kilkusetosobowy kondukt. Ciało zmarłego – zgodnie z jego ostatnim życzeniem – zostało na cmentarz odprowadzone. Ksiądz z nimi nie poszedł. Pogrzeb się skończył, ale w Ludzisku nic już nie jest jak dawniej.

Żeby sytuację ratować, o przyszłości parafii chcieli z proboszczem Hakowskim rozmawiać członkowie rady parafialnej. Uznali, że utworzyło się zbyt wiele ognisk zapalnych. On dyskutować nie miał życzenia. A później było już tylko gorzej. Skargi na proboszcza słali do dziekana, biskupów z gnieźnieńskiej kurii, prymasa, a nawet do nuncjusza papieskiego. Tylko ten ostatni odpowiedział. Gotowcem – że ingerowanie w ruchy kadrowe diecezji nie leży w jego kompetencjach. Dokumenty przesłał do Gniezna.

Kuria podobno proponowała księdzu przeniesienie, ale jemu się w Ludzisku podoba i przenosić się nie ma zamiaru. Biskup nie uznał za stosowne naciskać.
– Na wszystkie nasze monity, na wszystkie nasze rozmowy odpowiadali, że jakoś to będzie, radzili przeczekać – mówi Marek Jabłoński, były członek rady parafialnej. Proboszcz miał się poprawić i przeprosić parafian, ale nigdy tego nie zrobił.

Oni, to znaczy parafianie, już dłużej czekać nie chcą. Parafia w Ludzisku jest dziś skłócona i podzielona. Większość chodzi na msze do okolicznych wsi. Mówią, że są zastraszani: – Boimy się, tu jest teraz taka niezdrowa atmosfera – mówi jeden z członków komitetu protestacyjnego. Prosi, żeby nie podawać jego nazwiska. Nie chce, ma dość nagonki ze strony zwolenników proboszcza.
– Tych jest niewielu. My pod petycją do kurii zebraliśmy aż 600 podpisów dorosłych mieszkańców – mówi Jabłoński. I dodaje, że długo starał się przekonać księdza Hakowskiego, aby zmienił swoją postawę i nastawienie do wiernych. Ale bez skutku.

W petycji, którą wręczyli biskupowi Wojciechowi Polakowi, napisali o wszystkim, co ich gryzie. Że ksiądz ma dużo wymagań, a sam robi niewiele – tylko siedzi przy komputerze i uzupełnia księgi parafialne, ludzi znieważa, kościoła nie ogrzewa, chociaż to parafianie dają pieniądze na rachunki za ciepło.

W odpowiedzi proboszcz złożył na swoich parafian z komitetu protestacyjnego zawiadomienie do prokuratury. A na 6 listopada wynajął firmę ochroniarską.

Właśnie tego dnia zamierzają mu bowiem definitywnie dać do zrozumienia, że nie chcą, by dalej im duszpasterzował. Jeśli kuria, którą powiadomili o swoich zamiarach, w porę nie zainterweniuje, przed pierwszą mszą zablokują kościół i za żadne skarby nie wpuszczą księdza do środka. Jak zajdzie konieczność – wywiozą na taczkach.

###

Więcej rozumu od swojego kolegi miał proboszcz od św. Stanisława z Mniowa – Henryk Byszewski. Konflikt z parafianami trwał tu 16 lat. Przez ten czas nazbierało się powodów, dla których ludzie już dłużej na Byszewskiego patrzeć nie chcieli. Bo ten nie tylko wyzywał ich od baranów i głupków, ale też do bólu doił kasę. Doszło nawet do tego, że na każdą rodzinę nałożył 100 zł podatku na kościół, nie zgodził się na powołanie rady parafialnej, żeby – jak mówią ludzie – nikt nie patrzył mu na ręce.

W końcu powiedzieli dość. Powołali Komitet Obrony Wiary. Na zebranie przyszło niemal tysiąc osób, a ksiądz zjawił się w eskorcie policji. Parafianie zażądali od biskupa zmiany i lojalnie uprzedzili, że wywiozą proboszcza na taczce, jeśli nikt ich nie posłucha. Lista pasterskich grzechów liczyła ponad 30 pozycji (m.in. wprowadzanie wysokich opłat za śluby, pogrzeby i wykonanie prac kamieniarskich na cmentarzu, arogancja, brak woli porozumienia i zaniedbanie spraw duszpasterskich, głównie wobec młodzieży). – Tłumaczyliśmy, że kościół to nie tylko mury i wnętrze, ale też potrzeby duchowe i społeczne parafian; że ludzie nie potrzebują księdza biznesmena, urzędnika, ale przewodnika duchowego. Próbowaliśmy, ale bez skutku – mówią. Na okoliczność wywozu sprzęt był już przygotowany, oni bramę kościoła obwiązali łańcuchem i czekali.

Proboszcz Byszewski wolał nie ryzykować. Taczki uniknął, ale tylko dlatego, że dobrowolnie usunął się z parafii. Teraz będą się z nim męczyli gdzie indziej… „Przyczyną konfliktu, który nasilał się od kilku miesięcy, są m.in. problemy administracyjne w zarządzaniu parafią, w tym cmentarzem” – dyplomatycznie sprawę podsumował ks. Dariusz Gącik, rzecznik kieleckiej kurii.

###

Problemy administracyjne w zarządzaniu cmentarzem ma też proboszcz z Dębowej Łąki, ks. Krzysztof Górski. Aby zmobilizować ludzi do uregulowania opłat, obwiesił… groby kartkami, na których widnieją dwie informacje: „Grób do likwidacji” oraz „Grób do wyjaśnienia”. Problem w tym, że dla niebogatych tu ludzi ustalona przez księdza stawka jest horrendalna. Proboszcz tytułem przedłużenia miejsca na kolejne 20 lat żąda bowiem 600 zł. Każdy, kto nie zapłaci, ma się pogodzić z tym, że grób jego bliskich zostanie zlikwidowany. Twardą politykę biznesową podpiera ustawami, które dają zarządcy cmentarza prawo do likwidacji nieopłaconych grobów. Miejsca na miłosierdzie i zrozumienie ludzkiej biedy – brak. „Przystąpimy w najbliższym czasie do likwidacji tych grobów. Jeżeli są nagrobki, to ich elementy przechodzą na własność parafii jako mienie porzucone” – informuje sucho ks. Krzysztof Górski. Kilka grobów już rozebrał. Ludzie są w szoku, coraz częściej na msze jeżdżą do sąsiednich wsi, coraz głośniej mówią, że nie podoba im się nachalne wyciąganie pieniędzy. A kropla drąży skałę.

###

Także wierni z Berżnik tracą szacunek do władz Kościoła. Tyle że oni zaciekle walczą o swego proboszcza Władysława Napiórkowskiego – człowieka, który według nich jest wzorem duszpasterza. Według kurii jest nieudacznikiem niepotrafiącym zorganizować kasy. Pierwszą rundę ludzie z biskupem wygrali latem bieżącego roku. Było ostro. Bo według parafian takiego dobrego księdza nawet najstarsi z nich nie pamiętają. Wyremontował plebanię, uporządkował cmentarz i zaczął remont kościoła, ale – co dla nich najważniejsze! – sam pracuje, a do tego pieniędzy nie woła. Żeby mieć pieniądze na remont dachu kościoła, sprzedał swoje konie i samochód. – No i to boli biskupa – mówią z przekonaniem. Tłumacząc swą decyzję popełnionymi przez Napiórkowskiego błędami administracyjnymi, biskup postanowił nieudacznika przenieść. No i wtedy trafił na opór. Wierni proboszcza pilnowali dniem i nocą, wstawili się za nim do nuncjatury apostolskiej, zapowiedzieli, że innego księdza widzieć u siebie nie chcą. Wówczas wygrali. Oddech mieli na kilka miesięcy, bowiem ełcka kuria ustami swego kanclerza ks. Antoniego Skowrońskiego znów alarmuje, że ksiądz Napiórkowski nadal nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, i choć decyzja jeszcze nie zapadła, wszystko wskazuje na to, że parafią zarządzać nie będzie. Kolejna bitwa wisi w powietrzu.

[2011] FaktyiMity.pl Nr 44(609)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: