FiM – Nagonka na księdza

Po kilku latach uciekania przed sprawiedliwością wielebny gwałciciel z Częstochowy znalazł się wreszcie za kratkami…

Ksiądz Krzysztof J. (49 l.) był w „świętym mieście” proboszczem prestiżowej parafii, gdy 29 sierpnia 2006 r. pobił i zgwałcił na plebanii Anitę P., swoją dotychczasową partnerkę seksualną, która przyszła zakomunikować mu o definitywnym rozstaniu. Nazajutrz został zatrzymany przez policję, zaś 1 września tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Odzyskał wolność już 16 listopada 2006 r. dzięki osobistemu poręczeniu biskupa pomocniczego Jana Wątroby, po czym szefowie skierowali go do klasztoru na pokutę. Tak przynajmniej twierdzili…

Proces plebana rozpoczął się w maju 2007 roku. We wrześniu 2008 r. sąd rejonowy orzekł wyrok: trzy lata bezwzględnej odsiadki! W apelacji wyrok ten uchylono z powodu drobnych uchybień formalnych i przekazano sprawę do ponownego rozpoznania. Drugi proces znowu trwał ponad rok. W styczniu 2011 r. sąd (mimo zmienionego składu) powtórzył: trzy lata bez zawieszenia! Z procedurą odwoławczą uwinięto się tym razem stosunkowo szybko, bo już w czerwcu sąd okręgowy podtrzymał orzeczenie niższej instancji i wyrok stał się prawomocny.

Jedną z podstawowych zasad polskiego prawa karnego jest nakaz, by postępowanie wykonawcze wszcząć bezzwłocznie, gdy orzeczenie stało się wykonalne. „Nadmierne odwlekanie sprzeczne z powinnością niezwłocznego wykonywania kar jest także sprzeczne z powinnością postępowania humanitarnego, bo sprawia, że tak traktowany skazany długo nie może się pozbyć ciężaru dawnego przestępstwa, a kara staje się nie środkiem poprawienia go, lecz abstrakcyjną dolegliwością, oderwaną od jego dawnych czynów” – czytamy w literaturze przedmiotu.

Zanim zapadł prawomocny wyrok, ks. Krzysztof J. – zapuściwszy dla niepoznaki brodę – swobodnie grasował sobie po sąsiednich diecezjach (por. „Orły Temidy” – „FiM” 3/2011). Z przyzwoleniem biskupów odprawiał msze, spowiadał, a nawet udzielał brudnymi łapami komunii. „Złamanie celibatu nie niszczy święceń kapłańskich” – tłumaczył wówczas biskup Antoni Długosz.

Po definitywnym zakończeniu procesu spuściliśmy duchownego z oka w przekonaniu, że skoro sprawiedliwości stało się zadość i człowiek niechybnie trafił do kryminału, należy humanitarnie dać mu spokój. Postawiły nas na nogi napływające z Częstochowy sygnały, że mimo upływu wielu miesięcy od wyroku gwałciciel wciąż widywany jest w mieście, a Temida naraża go na nieustanne cierpienia, nie pozwalając „pozbyć się ciężaru dawnego przestępstwa”…

Okazało się, że problem był, ale został szczęśliwie zażegnany, bowiem ks. Krzysztof J. przebywa już tam, gdzie skierował go sąd, a nie biskup…

Sędzia Bogusław Zając – rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie – wyjaśnił nam, że zwłokę spowodowały względy proceduralne. Oto ich chronologia:

  • 17 czerwca 2011 r. – akta sprawy przekazano z wydziału karnego do wykonawczego;
  • 25 lipca – wyrok skierowano do wyegzekwowania, co polegało m.in. na przekazaniu właściwej jednostce penitencjarnej pełnej dokumentacji oraz informacji dotyczącej skazanego wezwanego do stawienia się 8 sierpnia w areszcie;
  • 5 sierpnia – duchowny złożył wniosek o prolongatę terminu, motywując to wniesieniem kasacji;
  • 29 września – sąd rejonowy nie uwzględnił wniosku o odroczenie;
  • 11 października – ks. Krzysztof J. złożył zażalenie na powyższe postanowienie;
  • 6 grudnia – sąd okręgowy oddalił zażalenie;
  • 19 grudnia – sąd rejonowy nakazał III Komisariatowi Policji w Częstochowie schwytać i doprowadzić skazanego pod przymusem tam, gdzie jego miejsce;
  • 22 grudnia – ks. Krzysztof J. dobrowolnie zgłosił się do miejscowego aresztu śledczego. – Do kurii puściliśmy sygnał, żeby nie kombinował, bo tylko narobi sobie dodatkowego wstydu, jak dostarczymy go w kajdankach – tłumaczy zaprzyjaźniony z „FiM” policjant.

Co będzie dalej?
– Komisja penitencjarna zaklasyfikuje go do odbywania kary w zakładzie typu półotwartego, ale prawdopodobnie zostanie w areszcie, bo tutaj łatwiej zapewnić mu bezpieczeństwo. Gwałciciele nie są lubiani przez współwięźniów, a jak wyjdzie na jaw, że to ksiądz, będzie miał całkiem przesrane – podkreśla wychowawca z aresztu śledczego.

O warunkowe przedterminowe zwolnienie ks. Krzysztof J. może się starać za półtora roku, a na pierwszą przepustkę za wzorowe zachowanie wyjdzie najwcześniej we wrześniu 2012 r. Władze kościelne nie nałożyły nań żadnej kary kanonicznej, więc kto wie, czy nie dostanie w kryminale posady kapelana…

[2012] FaktyiMity.pl 3(620)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: