FiM – Niepokorni muszą odejść

Feudalny w swej naturze Kościół tnie równo z trawą duchownych, którzy bez zezwolenia wyrastają ponad przeciętność.

Dobitnym tego przykładem jest złamana kariera o. Maksymina Tandka (43 l.), charyzmatycznego franciszkanina, będącego pomysłodawcą, budowniczym i pierwszym rektorem Wyższej Szkoły Filologii Hebrajskiej w Toruniu.

Przypomnijmy, że w połowie grudnia 2010 r. został on stamtąd wykopany do peryferyjnego, jeśli chodzi o znaczenie, klasztoru w Gdańsku Nowym Porcie. Oficjalnym powodem był „brak współpracy z Prowincją w zakresie prowadzenia uczelni oraz niewywiązywanie się z nałożonych przez założyciela obowiązków dotyczących funkcjonowania WSFH” – wyjaśnił nam rzecznik poznańskiej Prowincji św. Franciszka z Asyżu o. Leonard Bielecki, podkreślając, że „z przyczyn wewnątrz-zakonnych” głównodowodzący franciszkanami o. Filemon Janka zakazał o. Maksyminowi udzielania jakichkolwiek wywiadów (por. „Szkoła biznesu” – „FiM” 2/2012).

Tymczasem według ściśle niegdyś związanego z byłym rektorem pracownika WSFH prawdziwy problem polegał na tym, że:
# posiadając swobodny dostęp do multimilionera Romana Karkosika oraz utrzymując bardzo ciepłe kontakty z jego żoną Grażyną, w której towarzystwie obracał się nawet w kręgach światowej finansjery, załatwiał pomoc materialną dla uczelni, zamiast dzielić się swym szczęściem z zakonem.
– On nawet pozwalał sobie na usunięcie krzyża ze szkoły i odsłonięcie tablicy upamiętniającej żydowskiego rabina! Gwardiana toruńskiego klasztoru krew zalewała, że Maksymin ma takie wpływy, a mnisi z nich nie korzystają – tłumaczy nasz rozmówca;

# wokół o. Tandka skupiła się przyklasztorna wspólnota „Ufność”, licząca w apogeum około 500 zdeklarowanych wyznawców. Jej spotkania gromadziły więcej osób niż normalne msze w przyklasztornym kościele, a na specjalne imprezy w intencji uzdrowienia przyjeżdżały autokary z całej Polski.
– Prawdę mówiąc, takie ślepe przywiązanie do jednego kapłana pachniało już sekciarstwem i niepokoiło samego Maksymina. Dostał wprawdzie do „pomocy” egzorcystę o. Florencjana Szymańskiego, ale dla ludzi liczył się tylko on. Myślę, że właśnie to przelało czarę goryczy przełożonych – dodaje były współpracownik zakonnika.

Wyjazd do Nowego Portu nie ustabilizował sytuacji, bowiem członkowie „Ufności” nieustannie bombardowali o. Filemona petycjami o wyznaczenie nowego opiekuna, a nawet wybrali się do Gdańska na umówioną mszę pod przewodnictwem o. Maksymina. Zwiedziawszy się o tej wycieczce, prowincjał wykonał genialny ruch: gdy autokary z wiernymi były już na rogatkach Torunia, o. Janka wezwał podwładnego do natychmiastowego stawiennictwa w centrali. Ponieważ „Ufność” też miała swoje wtyki, ekspedycja zawróciła i ruszyła na Poznań. Członkowie wspólnoty z pieśnią na ustach oblegali przez kilka godzin klasztor, usiłując spotkać się z prowincjałem i wręczyć mu kolejną petycję, ale nie zdołali sforsować bramy.
– Mnisi wyraźnie robili sobie jaja, bo z okien błyskały flesze, prawdopodobnie robili pamiątkowe zdjęcia, a furtian wykrzykiwał zza zamkniętych drzwi, żeby ludzie poszli w cholerę i przestali zachowywać się jak bydło – relacjonuje obserwator incydentu.

W drodze powrotnej do Torunia wierni spotkali „przypadkowo” o. Maksymina na stacji benzynowej pod Gnieznem. Fortuna wyjątkowo tego dnia sprzyjała obu stronom, bo kilkanaście kilometrów dalej ich drogi (zakonnik wracał do Gdańska) już się rozmijały. Po krótkiej naradzie udali się do pobliskiej katedry, gdzie kapłan odprawił dla strudzonych pielgrzymów mszę.

Te igraszki doprowadziły prowincjała do stanu wrzenia. Zarządził, że o. Maksymin znowu musi stawić się w Poznaniu. Tym razem na stałe, do klasztornej celi.
– Na początku maja Filemon wyekspediował go gdzieś na „leczenie”. Miejsce utrzymywane jest w tajemnicy, ale prawdopodobnie za granicę, więc szybko nie wróci, a kto wie, czy w ogóle – zdradza nam jeden z franciszkanów.

„Ojciec Maksymin Tandek, jak każdy zakonnik, nie był i nie jest przypisany na stałe do danego klasztoru ani do żadnych funkcji, jakie sprawuje z mocy nadania przez Zakon, albowiem zakonnicy są posyłani na różne placówki w zależności od aktualnych potrzeb i pełnią funkcje lub posługi, do których skieruje ich przełożony. Władze zakonne nie mogą kierować się sympatią określonej grupy wiernych co do danej osoby zakonnika, albowiem taka sytuacja doprowadziłaby do paraliżu decyzyjnego” – wyjaśnia o. Bielecki.

Wierni czekają teraz na ruch nuncjusza papieskiego w Warszawie, do którego zwrócili się o mediacje.
– Przewiduję kolejne – po Obirku, Bartosiu i Węcławskim – spektakularne, skandaliczne odejście. Maksymin jest człowiekiem świetnie wykształconym, więc z pewnością znajdzie pracę na wyższej uczelni, a kto wie, czy z pomocą Karkosików nie utworzy czegoś zupełnie nowego – prognozuje nasz komentator z Torunia.

[2012] FaktyiMity.pl 22(639)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: