FiM – Bez przebaczenia

Tylko w Polsce nie słychać odgłosów skruchy hierarchów za wszechogarniającą Kościół zarazę. Czyżby nasi biskupi wynaleźli jakąś cudowną szczepionkę?

Nad Kościołem katolickim krąży widmo skandali seksualnych. Zbiera żniwo na wszystkich kontynentach i nie oszczędza nawet centrali. Oto przed kilkunastoma dniami wyszło na jaw, że w Watykanie działała zorganizowana siatka sutenerów zatrudniająca kleryków seminariów duchownych i młodych księży, którzy za pieniądze świadczyli usługi seksualne ludziom z najbliższego otoczenia papieża Jana Pawła II, a później także Benedykta XVI. Centralnymi postaciami afery są na razie: Angelo Balducci (aresztowany 10 lutego za łapownictwo szef robót publicznych we Włoszech i doradca w watykańskiej Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów) oraz Nigeryjczyk Chinedu Thomas Ehiem, alias „Mike” (tenor z chóru „Capella Giulia” przy Bazylice św. Piotra, kierowanego przez kardynała Angela Comastriego).

Dodajmy, że Balducci był też (od października 2001 r. z nominacji JP II) członkiem Domu Papieskiego, czyli kręgu „osób świeckich i duchownych, które oprócz tego, że muszą się odznaczać szczególnym doświadczeniem i powagą, muszą także wyróżniać się osobliwie osiągnięciami, jakich dokonali na pożytek dusz i chwałę najwyższego Boga na polu katolickiego apostolatu, kultury, wiedzy lub na różnych stanowiskach” (cyt. z listu papieża Pawła VI z 28 marca 1968 r. o organizacji Domu).

Afera ujrzała światło dzienne dzięki temu, że karabinierzy zaczęli podsłuchiwać rozmowy telefoniczne podejrzewanego o korupcję dygnitarza i przy okazji zarejestrowali składane „Mike’owi” regularne (czasem dwa razy na dobę) zamówienia na męskie prostytutki.

„Tylko żeby nie musieli za wcześnie uciekać z imprezy i wracać do seminarium” – zastrzegał Balducci, gdy „Mike”, który za pośrednictwo brał 50–100 euro, organizował mu na przykład ekipę żądnych łatwego zarobku kleryków.

Po nagłośnieniu skandalu przez włoskie media Balducci został skreślony z listy „domowników Jego Świątobliwości”, natomiast Ehiema wyrzucono z chóru. Prostytuujący się kościelny narybek pozostawiono w błogim spokoju…

Poważne kłopoty z wizerunkiem mają też Kościoły lokalne, bo spustoszenia będące dziełem pedofilów w sutannach nie ominęły innych państw:

# Austria – grupa kleryków oraz wychowanków katolickiego internatu ujawniła, że byli w przeszłości wykorzystywani seksualnie przez ks. Hansa Hermanna Groëra, późniejszego metropolitę wiedeńskiego w randze kardynała. Relacjonując zeznania ofiar pedofilskich praktyk benedyktynów z Kremsmünster i Salzburga oraz cystersów z Villherring i Mehrerau, austriackie media przypominają, że w nieodległej przeszłości klerycy seminarium duchownego w St. Pölten okazali się zbiorowymi kolekcjonerami pornografii dziecięcej. Rzecznik archidiecezji wiedeńskiej przyznał, że tylko w 2009 r. odnotowano 17 przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci przez duchownych;

# Włochy – po 25 latach od zamknięcia kościelnego ośrodka dla głuchoniemych w Weronie stało się publicznie wiadome, że dzieci (w sumie ok. 300 ofiar) były tam permanentnie molestowane i gwałcone, nierzadko przy ołtarzu oraz w konfesjonale, przez opiekujących się nimi księży;

# Niemcy – dotąd zgłosiło się już 115 byłych uczniów jezuickich szkół w Berlinie, Schwarzwaldzie i Bonn, którzy w latach 1970–1980 byli molestowani seksualnie przez mnichów. W internacie dla chłopców z chóru katedralnego w Ratyzbonie dwaj księża (nauczyciel religii oraz dyrektor chóru) mieli zwyczaj zabierania dzieci do swoich mieszkań, gdzie częstowali je winem i oddawali się masturbacji. „Nie miałem pojęcia, że w internacie dla młodszych chórzystów dochodziło w przeszłości do molestowania seksualnego” – zapewnia ks. Georg Ratzinger (brat papieża Benedykta XVI), który w inkryminowanym okresie był dyrygentem ratyzbońskich „słowików”. Na zlecenie prokuratury policja przeszukała przed kilkoma dniami benedyktyński klasztor w Ettal (Bawaria), a to w związku ze śledztwem przeciwko czterem zakonnikom podejrzewanym o deprawację co najmniej 20 wychowanków szkoły przyklasztornej;

# Holandia – w szkole z internatem prowadzonym przez salezjanów w Heerenberg świątobliwi mężowie mieli zwyczaj zapraszania wieczorem uczniów do swoich cel na igraszki seksualne, po czym niezwłocznie udzielali dzieciom rozgrzeszenia. Zgłosiło się dotychczas ponad 160 osób, które w latach 1960–1970 były ofiarami zboczonych zachcianek salezjanów, oraz 40 osób wykorzystywanych seksualnie przez innych duchownych katolickich;

# Szwajcaria – opat klasztoru benedyktynów w Einsiedeln o. Martin Werlen (z urzędu członek Episkopatu) przyznał, że biskupi badają 60 zgłoszeń od ofiar „nadużyć obyczajowych ze strony księży katolickich”. Jest to pokłosie głośnej afery oskarżonego o pedofilię 67-letniego
kapucyna (żeby zatuszować sprawę, władze kościelne przeniosły go do Francji, gdzie w dalszym ciągu dopuszczał się przestępstw).

A przypomnijmy, że całkiem niedawno były jeszcze megaskandale w USA (według raportu tamtejszego Episkopatu, od 1949 r. ponad 4 tys. księży i zakonników, w tym kilkudziesięciu Polaków, dopuściło się molestowania ministrantów oraz dzieci z przykościelnych szkół, chórów, ośrodków opiekuńczych, itp.) oraz Irlandii (kościelno-rządowa komisja doliczyła się ok. 800 księży, zakonnic i zakonników, którzy w latach 1936–1990 stosowali wobec wychowanków przemoc, molestowali ich seksualnie, a nawet gwałcili).

Episkopaty wszystkich wymienionych wyżej państw zrezygnowały z polityki chowania głowy w piasek i publicznie przepraszają za wyczyny obyczajowe swoich podkomendnych. Tymczasem w Polsce nigdzie nie słychać odgłosów skruchy hierarchów. Czyżby tylko nasi rodzimi wielebni byli odporni na wszechogarniającą Kościół pedofilską zarazę? To oczywiście pytanie retoryczne, aper analogiam można zapytać: czy ogólnoświatowa zaraza dotykająca kasztanowce mogła ominąć Polskę? Nie mogła i nie ominęła. Nie ma miesiąca, abyśmy w redakcji nie odbierali sygnału o pedofilskim zachowaniu jakiegoś księdza. Niestety, tylko część z nich możemy potwierdzić. Ale skala tych sygnałów świadczy o tym, że w zaściankowym polskim Katolandzie problem ten może mieć naprawdę mega rozmiary. A oto kilka finałów starszych i ganz najnowszych historii…

# Po trwającym rok procesie Sąd Rejonowy w Suchej Beskidzkiej wydał wyrok w sprawie ks. Łukasza K. z archidiecezji krakowskiej (były wikariusz parafii w Łętowni i nauczyciel religii w tamtejszym Zespole Szkół im. Jana Pawła II), oskarżonego o molestowanie seksualne 12-letniej uczennicy. Choć ks. Łukasz twardo obstawał przy wersji, że to nie on, lecz nastolatka molestowała go seksualnie, uporczywie nachodząc plebanię i usiłując dopaść bogobojnego kapłana w zaciszu sypialni (por. „Kolekcjonerzy dzieci” – „FiM” 12/2009), prokuratura zdołała przekonać sąd, że wielebny zwabiał dziewczynkę na plebanię, całował ją „z języczkiem”, ściągał bluzkę i dotykał w miejscach intymnych, za co zainkasował: 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 (groziło mu od 2 do 12 lat bezwzględnej odsiadki), rok zakazu pracy jako nauczyciel, 2 tys. zł grzywny plus 15 tys. zł tytułem odszkodowania dla pokrzywdzonej. Należy podkreślić, że ledwie tylko wszczęto śledztwo, kardynał Stanisław Dziwisz schował ks. Łukasza do parafii we wsi P.  niedaleko Chrzanowa i początkowo pozwolił mu nawet nauczać religii w miejscowej szkole podstawowej. Dopiero gdy akt oskarżenia trafił do sądu, odsunął podwładnego od zajęć z dziećmi.

Co teraz? Zero przeprosin: „Nie komentujemy sprawy, a tylko wykonamy decyzję cywilnej władzy sądowej” – podkreśla rzecznik krakowskiej kurii ks. Robert Nęcek, wyraźnie rozżalony, że rodzina dziecka nie chciała skorzystać z proponowanej przez archidiecezję pomocy psychologicznej.

# Po dwóch miesiącach postępowania wyjaśniającego „postanowieniem Prokuratora Rejonowego w Kołobrzegu z dnia 3 marca 2010 r. wszczęte zostało śledztwo pod sygnaturą Ds. 71/10/S w sprawie dopuszczenia się w okresie od listopada 2000 r. do kwietnia 2001 r. w Kołobrzegu czynności seksualnej wobec małoletniego poniżej lat 15 – …(tu nazwisko pokrzywdzonego – dop. red.)”. O dramacie dziecka pisaliśmy w cyklu „Tanie dranie” („FiM” 4–6/2010), dzięki czemu ujawniły się kolejne ofiary ks. Zbigniewa R. Biskup koszalińsko-kołobrzeski Edward Dajczak, który ma w swojej drużynie czterech „licencjonowanych” pedofilów, milczy, choć mógłby chociaż przeprosić za pomoc w ukryciu na terenie diecezji ełckiej ks. Roberta Sz. Ten ksiądz stanie wkrótce przed Sądem Rejonowym w Słupsku we wznowionym procesie dot. uprawiania tzw. pedofilii internetowej. Także biskup ełcki Jerzy Mazur ani myśli posypywać głowę popiołem za to, że – mimo ciążących na ks. Robercie Sz. paskudnych zarzutów – dał mu tzw. misję kanoniczną do nauczania religii w Społecznym Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącym w Mikołajkach;

# Prokuratura Rejonowa w Siedlcach prowadzi śledztwo przeciwko 32-letniemu ks. Jackowi W. z diecezji drohiczyńskiej, który doprowadził 15-letnią E.M. „do obcowania płciowego lub poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, nadużywając zaufania lub udzielając (…) korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy”. Rzecz jest o tyle oryginalna, że wielebny współżył najpierw z córką, a później z jej matką. Dopiero gdy porzucił matkę, dziewczyna opowiedziała rodzicielce o wcześniejszych przygodach, a ta natychmiast zawiadomiła policję. Funkcjonariusze początkowo spuścili M., tłumacząc, że z księdzem nie wygra. Napisała do bp. Antoniego Dydycza, który w odpowiedzi wyraził chłodne ubolewanie, przekonując matkę nastolatki, że skruszony „ksiądz jest na drodze nawrócenia”, oraz odwodząc ją od wywoływania zbędnego w tej sytuacji rozgłosu. Ponieważ nie uległa i postanowiła pójść na wojnę, biskup wycofał ks. Jacka z parafii i dał mu posadę kapelana sióstr benedyktynek w Drohiczynie. Żeby sobie chłopina trochę odpoczął od kobiet…

Ktoś nieczytający regularnie „FiM” mógłby powiedzieć, że te 4 przykłady nie stanowią podstawy do jakiegoś szczególnego kajania się przez polskich biskupów. I będzie miał rację. Ale trzeba także dopisać to tej listy wielu innych księży – zdemaskowanych w ostatnich kilku latach oraz opisywanych na naszych łamach. A oto oni: Roman B. (zakonnik z Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej), Tomasz G., Stanisław K. i Michał M. (archidiecezja przemyska), Krzysztof P. (franciszkanin z Pakości), Witold T. i Krzysztof J. (archidiec. częstochowska), Edward S. i Jerzy U. (diecezja koszalińsko-kołobrzeska), Andrzej D. i Jacek Cz. (archidiec. szczecińsko-kamieńska), Krzysztof K. i Mirosław B. (archidiec. gdańska), Piotr D. (archidiec. warszawska), Tomasz R. (gwałciciel z archidiec. białostockiej), Waldemar B. (diec. bydgoska), Stefan S. (diec. radomska), Andrzej S. (diec. tarnowska), Zbigniew Sz. (diec. siedlecka), Antoni W. i Roman K. (diec. warmińsko-mazurska), Piotr T., Waldemar P. i Krzysztof Sz. (diec. pelplińska), Marek K. (archidiec. wrocławska), Zbigniew P. (diec. opolska), Krzysztof Cz., Mieczysław M. i Mirosław W. (archidiec. lubelska), Ryszard Ś. (krakowska prowincja franciszkanów), Bronisław R. i Wojciech P. (zgromadzenie palotynów), franciszkanie Andrzej S. i Wincenty P. (obaj z diec. łowickiej), Grzegorz G. (archidiec. gnieźnieńska), Janusz M. (diec. łomżyńska), Marek B. (diec. zielonogórsko-gorzowska), Dariusz K. i Jarosław N. (diec. płocka), Eligiusz D. (diec. sandomierska), Andrzej F. (archidiec. krakowska), Stanisław G. (diec. zamojsko-lubaczowska)…

Czy to już jest podstawa do przeprosin pozwalających ubiegać się o ewentualne przebaczenie?

[2010] FaktyiMity.pl Nr 12(524)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: