FiM – Kolaborant w katedrze

Polski Kościół katolicki chce rehabilitacji biskupa gdańskiego z czasów Wolnego Miasta i kolaboranta podczas okupacji hitlerowskiej Carla Marii Spletta, podważając tym samym wyrok sądu z 1946 roku. Czy zwłoki biskupa faszysty spoczną w oliwskiej katedrze?

W dramatycznych latach wojny wielu polskich księży nie poszło na ustępstwa i kompromisy. Za opór i patriotyczną postawę zapłacili najwyższą cenę, ginąc od kul i w komorach gazowych obozów koncentracyjnych.

Splett wybrał inną drogę – uległość i współpracę z hitlerowcami, dzięki czemu zachował biskupi stolec. Biskup Splett pochodził z Sopotu, gdzie urodził się w 1898 r. w rodzinie niemieckiej. Jego poprzednik na biskupim fotelu, Irlandczyk Edward O’Rourke, znany był z propolskich sympatii. Rok przed wybuchem wojny biskupem w Wolnym Mieście został właśnie C. M. Splett. Okazało się, że – mimo przyjaznych gestów kierowanych do Polaków – w głębi duszy czuł się Niemcem i tylko Niemcem. Podczas wojny taką postawę demonstrował wielokrotnie: „Cieszymy się i serdecznie dziękujemy Bogu, że spełniło się życzenie wszystkich gdańszczan rychłego powrotu do niemieckiej wspólnoty” – pisał w liście pasterskim z okazji włączenia Gdańska do Rzeszy.

15 września 1939 r., a więc kilka dni po dramacie Westerplatte i obrońców Wybrzeża, Splett wydał polecenie: „Z okazji oczekiwanego w najbliższym czasie przyjazdu Führera kościoły i plebanie mają być przybrane chorągwiami, a ponadto ma być bite w dzwony”.  Splett zabraniał udzielania sakramentów świętych (szczególnie spowiedzi) w języku polskim, nie dopuszczał też kazań i śpiewania pieśni religijnych po polsku. Odmawiał również prawa powrotu na poprzednio zajmowane stanowiska kapłanom polskim powracającym z obozów koncentracyjnych, więzień, obozów internowania – chyba że zgodzili się podpisać volkslistę.

W 1946 roku Splett stanął przed polskim sądem. Uznano go za winnego kolaboracji z okupantem na szkodę Polaków i skazano na 8 lat więzienia. Trzy lata odsiedział we Wronkach, potem trafił do klasztoru w Dukli. W VI 1957 r. wyjechał z Polski. Na mocy decyzji papieża, w Niemczech opiekował się gdańszczanami zamieszkałymi w tym kraju. Zmarł w 1964 r. Jego ciało złożono w jednym z kościołów Düsseldorfu.

Kilkadziesiąt lat od tamtego procesu odzywają się głosy, płynące głównie z katolickich środowisk niemieckich, domagające się rehabilitacji Spletta. Także wśród polskich hierarchów nie brak zwolenników zrehabilitowania biskupa. Sprawa trafiła już do Instytutu Pamięci Narodowej. Obrońcy Spletta argumentują, że przyszło mu działać w trudnej sytuacji. Ponadto zarzuca się polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, że w 1946 roku uległ presji opinii publicznej i z tego powodu Splett stał się ofiarą komunistycznej nagonki na Kościół…

Jednak sąd w 1946 r. opierał się na tych samych aktach prawnych, na mocy których skazano kilka tysięcy innych osób. „Kto, idąc na rękę władzy państwa niemieckiego lub z nim sprzymierzonego – czytamy w dekrecie PKWN – działał na szkodę osób ze względów politycznych, narodowościowych, wyznaniowych lub rasowych poszukiwanych lub prześladowanych przez władze, podlega karze śmierci”. Stwierdzono jednocześnie, że „działanie pod przymusem, pod wpływem groźby, rozkazu lub nakazu nie zwalnia z odpowiedzialności karnej”.

Temida, która postawiła go na równi z Rudolfem Hessemczy Albertem Fosterem, i tak okazała się łagodna dla biskupa gdańskiego. W 1946 r. w atmosferze żywego jeszcze rewanżyzmu i leczenia bolesnych ran z lat wojny, Splett mógł podzielić los wielu zbrodniarzy, którzy nie opuścili nigdy murów więzienia. Czy powinno dojść do wybielenia Spletta i sprowadzenia jego prochów do Polski? Odpowiedzmy pytaniem. A co jest ważniejsze dla Kościoła? Fakty czy raczej mity, na których buduje swój złudny obraz świętości?

[2002] FaktyiMity.pl Nr 41(136)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: