FiM – Ojciec ojczym

Jak tam jest – nie wiem. Co to jest – ginę!!! – napisał w pożegnalnym liście 20-letni Mariusz i powiesił się na klamce drzwi do własnego pokoju. Zdaniem rodziny chłopaka bezpośrednim powodem samobójstwa była presja otoczenia i komentarze na temat związku jego matki z miejscowym księdzem. List samobójcy to potwierdza.

– Wiem, że chłopakowi życia się nie wróci… Teraz, za sprawą tego księdza, mnie i moją siostrę mieszkającą w pobliżu miejsca zdarzenia, po prostu zniszczą – martwi się pani Maria. – Czy jest jakaś możliwość, żeby ktoś zajął się wyjaśnieniem prawdy i żeby chociaż tego księdza przenieśli w inne miejsce? Nasza rodzinna parafia, skąd pochodzimy, sąsiaduje z miejscem tragedii, czyli parafią w Ramułtowicach. A na wsi każdy każdego zna i chociaż ludzie po kątach mówią co innego, to jednak każde słowo księdza jest dla nich święte.

Pani Maria i jej siostra mają już dość kłopotów. Chociaż – dla potwierdzenia ich wiarygodności – zgadzają się na wykonanie zdjęcia i nagranie rozmowy, to jednak zastrzegają sobie anonimowość. – Nasza 54-letnia siostra jest od kilkunastu lat wdową. Przed kilkoma laty dowiedzieliśmy się, że jest „przy księdzu” – 60-letnim panu lubiącym alkohol, zagraniczne podróże i kąpiele w jej domu. Oficjalnie chodziła tam pracować, służyła mu pomocą i zajmowała się jego chorą matką. Tylko nam zwierzała się z chwil spędzanych wspólnie z kapłanem.

Związek z księdzem był tak silny, że żadne tłumaczenie do niej nie docierało. Byłyśmy na parafii, pisałyśmy nawet listy do kurii, ale bez żadnych efektów.

„nie będę stał na drodze mamie, usunę się jej z życia”

Do tragedii doszło we wrześniu ubiegłego roku, gdy Mariusz powiesił się na klamce drzwi wewnątrz swojego pokoju. Choć chwilę potem drzwi wyważył jego starszy brat i w stanie agonalnym zabrano samobójcę do szpitala w pobliskiej Środzie Śląskiej, to po miesiącu chłopak zmarł, nie odzyskawszy przytomności. Zaraz po tragedii na stole w pokoju Mariusza jego ciot-ka znalazła kartkę z pożegnalnym listem.

„skończyłem, lecz nie mam odwagi”

Był to list do jego przyjaciela – rówieśnika. Pokazana przez panią Marię kartka nie pozostawia wątpliwości, że jej siostrzeniec był w stanie depresji i wielkiej desperacji.
– On był za delikatny. Wstydził się swoich kolegów i koleżanek, wytykających mu, że jego matka zadaje się z księdzem. Niech pan zrozumie, że to jest wieś i każdy każdego zna. Trzeba wszystko opisać – wybucha płaczem pani Maria – żeby ten człowiek, ten ksiądz, zrozumiał, ile zrobił krzywdy. Żeby wiedział, że to on zniszczył życie naszego siostrzeńca.
– Dlaczego pani tak sądzi ?
– Wiemy, że przed samym zdarzeniem Mariusz spotkał podpitego człowieka, który głośno i publicznie wygarnął mu całą prawdę na temat jego matki i księdza. Bo na wsi, na trzeźwo, nikt by się nie odważył mówić źle o księdzu. Właśnie to było, naszym zdaniem, bez-pośrednim powodem targnięcia się Mariusza na własne życie.

„jak tam będzie, nie wiem”

– Czego oczekujemy od prasy? Na wiele nie liczymy, bo czy jest choćby możliwość, żeby tego księdza przenieść? Tam zło ciągle tkwi i nie można go ruszyć. Skoro wrocławska kuria nie widzi problemu, to może chociaż po artykule w „Faktach i Mitach” ktoś dowie się prawdy. Ludzie pisali do kurii – było nawet tak, że gdy Mariusz leżał w szpitalu, to ktoś ze wsi napisał, że-by ksiądz się wyprowadził – najlepiej nocą… Ale co z tego? Na takich jak on nie ma siły, a naszej rozpaczy nie ma końca…

PS Proboszcz parafii w Ramułtowicach, ksiądz Marian Maluk, nie chciał z nami rozmawiać. Tytuły akapitów są cytatami z pożegnalnego listu samobójcy

[2002] FaktyiMity.pl Nr 43(138)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: