FiM – Pedagogika stosowana

Gama sposobów na okiełznanie nieznośnych uczniów i wyegzekwowanie posłuszeństwa jest szeroka, a metody różne. Księża katecheci preferują rękoczyny.

Kuksańce, poszturchiwanie, ciągnięcie za włosy, uderzanie pięścią w uczniowskie głowy, bicie dziennikiem, wyzwiska, straszenie paskiem. Wszystko, za co każdy cywilny belfer bez biskupiego nadania wyleciałby ze szkoły na zbitą twarz. „Przecież gdybyśmy mieli dobrą katechezę, życie szkoły byłoby o wiele łatwiejsze. Nie potrzebowalibyśmy tak wielu programów wychowawczych i naprawczych. (…) nie najlepsze czasami relacje katechety z katechizowanymi i co rusz odnawiany szum medialny z powodu jakiegoś nieudanego katechety, to mamy już prawie cały obraz warunków naszej polskiej katechezy” – diagnozuje ks. Czesław Walentowicz, specjalista ds. katechezy z Białegostoku.

Ale akurat o tym, jak wyglądają owe relacje z katechizowanymi, „FiM” piszą nader często:
# Ksiądz Piotra W. z Ostrowca Świętokrzyskiego na lekcji religii w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 3 pobił Kamila W. Na tyle mocno, że chłopak z podejrzeniem uszkodzenia kręgosłupa trafił do szpitala;

# W Papowie Toruńskim oberwał 8-latek. Katecheta, ks. proboszcz Jan P. (jego metody wychowawcze stosowane w szkole to m.in. szarpanie za włosy, szturchanie i rzucanie zeszytami po klasie), spoliczkował malca, bo ten za długo szukał zeszytu w tornistrze.

# W szkole w Sosnowcu ks. Dariusz L. sprawiedliwość wymierzał… krzesłem. Mebel wycelował w 12-letniego Damiana. Trafił go w policzek. Powód? Chłopiec nie miał zeszytu i pisał w brudnopisie.

# Ksiądz Roman K., proboszcz parafii w Strzyżowie, bił uczniów po głowie dziennikiem albo pięścią w tył głowy. Postępowanie zostało warunkowo umorzone ze względu na to, że proboszcz cieszy się w miasteczku nieposzlakowaną opinią i jest uważany za aktywnego społecznika.

Podczas lekcji religii w Zespole Szkół im. Jana Pawła II w Woli Uhruskiej niedaleko Włodawy Piotr, uczeń gimnazjum, poznał prymitywne metody wychowawcze ks. Adama Krasuskiego (na zdjęciu drugi z lewej). Zaczęło się normalnie. Uczniowie klasy Ib opowiadają tylko, że ksiądz od samego początku lekcji był jakiś taki rozdrażniony, podenerwowany. Do tego niektórzy trochę mu przeszkadzali. No i w końcu proboszcz od Świętego Ducha nie wytrzymał. Jednego ucznia wystawił za drzwi, a drugiemu… pięścią rozwalił nos. Polała się krew, chłopak poszedł tamować ją do łazienki. Stamtąd został zawieziony do lekarza. Tego dnia do szkoły już nie wrócił.
– Mieliśmy tu prawdziwe pospolite ruszenie. Matkę o wydarzeniu osobiście powiadomiła szkolna pedagog, do ośrodka zdrowia w ślad za Piotrem pojechał sam dyrektor. Chcieli wszystko załatwić po cichu, ale Wola Uhruska to nie metropolia, więc wieść obiegła miasteczko lotem błyskawicy – relacjonuje jeden z nauczycieli.

No a skoro tak, to przyszedł w końcu czas na wyjaśnienia. Do gabinetu dyrektora Mirosława Koniecznego zaproszono Piotra i jego matkę. W takim gronie ksiądz jeszcze raz zwrócił uwagę na niestosowne zachowanie chłopca, ale wyraził też skruchę i obiecał poprawę. Dopiero po tej deklaracji panowie poprosili matkę ucznia o daleko posuniętą dyskrecję, bo przecież… szkole niepotrzebny taki rozgłos.

Krystyna S., matka Piotra, przeprosinami się zadowoliła i doszła do wniosku, że z księdzem sądzić się nie będzie, bo nie ma na to ani czasu, ani pieniędzy. O sprawie rozmawiać – zgodnie ze złożoną w zaciszu dyrektorskiego gabinetu obietnicą – nie chce. Liczy tylko na to, że dyrekcja całą rzecz załatwi profesjonalnie.

Profesjonalnie to jednak znaczy tak, aby skutecznie chronić uczniów przed agresją. Sposobów jest wiele. Na przykład – wynikające z Karty Nauczyciela – wszczęcie wobec krewkiego katechety postępowania dyscyplinarnego, a co za tym idzie – zawieszenie go w pełnieniu obowiązków nauczyciela religii na pół roku. W sam raz na zaleczenie skołatanych nerwów.

Tego jednak dyrektor nie zrobił. Nie zgłosił też kwestii rozbitego nosa do Kuratorium Oświaty w Lublinie.

Uwzględniając dobrą opinię katechety oraz fakt, że – jak wykazało dyrektorskie śledztwo – ksiądz rozbił chłopakowi nos przypadkiem (sic!), postanowił zastosować wyłącznie karę porządkową z wpięciem do akt.

Dariusz Olszak, kierownik chełmskiego oddziału zamiejscowego Kuratorium Oświaty w Lublinie, o całej sprawie dowiedział się więc od dziennikarzy „Faktów i Mitów”. „W każdym przypadku, kiedy zagrożone jest zdrowie lub bezpieczeństwo uczniów, interweniujemy” – zapewnił nas kierownik Olszak, deklarując przy tym, że traktuje naszą rozmowę jak oficjalne zgłoszenie, któremu nada stosowny bieg.

A Piotrowi obiecano, że będzie mógł chodzić na indywidualne zajęcia z religii. Ta banicja – o ile w ogóle wejdzie w życie – mimo wszystko go satysfakcjonuje, bo od proboszcza Krasuskiego (choć ten usilnie go do tego nakłania) miłości chrześcijańskiej uczyć się już nie chce.

Proboszcz poproszony przez „FiM” o komentarz do zajścia odpowiedział zwięźle: – Przepraszam, ale nic państwu nie mam do powiedzenia.

[2010] FaktyiMity.pl Nr 12(524)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: