FiM – Gorycz słodyczy

Zakonnik obiecał dziecku, że dostanie czekoladki, jeśli będzie posłuszne i pozwoli się  nago fotografować oraz dotykać…

Księży pedofilów chłoszczemy bez żadnej satysfakcji. Bo oprócz nich powinni być chłostani ich przełożeni, którzy sankcjonują celibat, a zboczeńców ukrywają. Piszemy o tych dramatach ku przestrodze innych: tych świadomych swojego zboczenia i usiłujących hamować jego objawy oraz łowców przyczajonych lub korzystających ze zmowy milczenia poszkodowanych. Pokazujemy, kim są ci, którzy wpadli. Analizujemy ich kościelne kariery, demaskujemy paskudną rolę biskupów i przełożonych zakonnych, którzy przenoszą łajdaków na wciąż inne parafie.

Prokuratorskie śledztwa i późniejsze procesy sądowe pedofilów w sutannach są z reguły tajne. Wiadomo, chodzi o całkiem zrozumiałe dobro ofiary. Taka dyskrecja ma jednak swoje uboczne skutki. Daje hierarchom pretekst do twierdzenia, że w polskim Kościele nie ma problemu pedofilii. Może gdzieś w Ameryce owszem, ale u nas? Bzdura! Mając więc na uwadze dobro wszystkich przyszłych ofiar, nie możemy udawać, że nie wiemy, o czym zeznają w sądzie na tajnych rozprawach pokrzywdzone dzieci…

###

W lutym br. opisaliśmy („Bratnia dusza” – „FiM” 7/2008) sprawę zakonnika Krzysztofa P., franciszkanina i pedofila z klasztoru (na zdjęciu) w słynącej kalwarią Pakości (woj. kujawsko-pomorskie), gdzie mieści się też szeroko reklamowane przez władze poznańskiej prowincji zakonu „centrum duszpasterstwa powołaniowego oraz ośrodek młodzieży franciszkańskiej przeznaczony dla dzieci i młodzieży, którzy mogą tu miło  i radośnie przeżywać spotkanie z Bogiem i św. Franciszkiem z Asyżu”.

Przypomnijmy, że pod koniec marca 2007 r. organa ścigania zostały zawiadomione przez dyrektorkę miejscowego gimnazjum o jej 14-letnim lekko niepełnosprawnym uczniu skarżącym się, że od czterech lat jest molestowany seksualnie przez jednego z zakonników. Prokuratura Rejonowa w Inowrocławiu zbytnio się nie spieszyła, a gdy wreszcie zidentyfikowała sprawcę i zleciła przeszukanie jego klasztornej celi, potrzebowała aż 9 miesięcy, żeby w styczniu 2008 roku „urodzić” wniosek o tymczasowe aresztowanie mnicha podejrzanego o przestępstwo „obcowania płciowego z małoletnim poniżej lat 15 lub dopuszczenia się wobec takiej osoby innej czynności seksualnej…” (zagrożone karą 12 lat więzienia).

Dowody były mocne: poza zeznaniami pokrzywdzonego, uznanymi przez biegłego psychologa za spójne i całkowicie wiarygodne, prokuratura dysponowała również zdjęciami pornograficznymi z udziałem dzieci, zabezpieczonymi w osobistym komputerze Krzysztofa P. Tyle wiedzieliśmy wówczas.

Proces zakonnika rozpoczął się w lipcu, a przed dwoma tygodniami pokrzywdzony chłopiec był przesłuchiwany przez inowrocławski sąd. Choć wszystko tam rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami, udało nam się poznać jego do bólu gorzką relację. Oto jej najistotniejsze wątki:

# Dzieciak był ministrantem. „Zawsze po swojej mszy miałem też służbę, czyli sprzątanie. I gdy tylko zostawałem w zakrystii sam, pojawiał się brat Seweryn (imię zakonne Krzysztofa P. – dop. red.). Zamykał na klucz wszystkie drzwi i zaczynał się mną zabawiać. Wkładał mi rękę w majtki…” – opowiadał chłopiec sądowi;

# Wielebnego najbardziej kręciło głaskanie po genitaliach i pośladkach, ale rozanielało go też pieszczenie chłopięcych sutków. Podobne sceny rozgrywały się za klasztorną klauzurą, gdzie bez trudu wprowadzał swoją ofiarę, nie kryjąc jej przed konfratrami, oraz w położonym tuż obok kościoła ośrodku powołań. „W ośrodku działo się dużo więcej, bo oprócz dotykania brat Seweryn robił mi tam również »rozbierane« zdjęcia” – zeznawał dzieciak;

# Za milczenie zakonnik płacił mu słodyczami. „Mówił mi, że jak będę posłuszny i pozwolę się fotografować na nago oraz dotykać, to dostanę więcej czekoladek. Tyle, ile tylko zechcę”;

# Sąd dociekał, czy chłopiec skarżył się rodzicom. „Zwierzałem się tylko mojemu koledze z gimnazjum. Gdy kiedyś opowiedziałem  o tym wszystkim mamie, poszła do klasztoru, żeby porozmawiać z ojcami. Wszystko się jednak wydało i brat Seweryn strasznie mnie skrzyczał, że to przecież miała być nasza tajemnica i on teraz może mieć przeze mnie duże kłopoty”;

# Okazało się jednak, że nie miał żadnych kłopotów, skoro przełożeni zakonni pozostawili koleżce nauczanie religii w gimnazjum oraz opiekę nad dziećmi, które w przyklasztornym ośrodku „miło i radośnie przeżywały spotkanie z Bogiem i św. Franciszkiem z Asyżu” oraz zboczonym bratem Sewerynem. Jedyną dlań przykrością była konieczność spalenia kolekcji zdjęć pornograficznych. Zniszczył je w obawie, że matka chłopca nie dotrzyma danego szefom zakonu słowa i ujawni, co dzieje się za klasztornymi murami;

# Krzysztof P. musiał później okropnie żałować pochopnej decyzji o utylizacji fotek, bowiem kobieta była wyjątkowo wierną córą Kościoła i wielebnym wierzyła bardziej niż własnemu dziecku, które wspominało przed sądem: „Brat Seweryn był u nas w domu po kolędzie i mówił mamie, że ja wszystko zmyśliłem. Widać było, że mama mu uwierzyła, bo długo ściskała jego rękę na pożegnanie”;

# A dlaczego nie opowiedział ojcu? „Mama zakazała mi mówić o tym tacie, bo on by na pewno zaraz pobiegł do klasztoru z awanturą i zrobił ojcom aferę” – wyjaśnił dzieciak sądowi.

###

„Jak długo brat Seweryn nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem, tak długo uznajemy go za niewinnego” – twierdzą franciszkanie. W tej sytuacji pakoscy radni postanowili, że sfinansują prace specjalnej świetlicy terapeutycznej dla obitych przez zły los dzieci. Ma powstać w… ośrodku powołań, gdzie Krzysztof P. dawał upust swoim chorym żądzom. Jego ofiara będzie sobie mogła tam uczęszczać na seanse rehabilitacyjne.

[2008] FaktyiMity.pl Nr 50(458)/2008

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: