FiM – Lista Zaleskiego

Kiedyś zostałem zaproszony do zakonspirowanego mieszkania MSW w Warszawie. Tam generał Zenon Płatek z pułkownikiem Adamem Pietruszką podjęli mnie wystawnym posiłkiem… – taka przygoda spotkała za PRL–u jednego z zacnych bojowników o wolność i demokrację. Później został biskupem ordynariuszem…
W 1983 r. krakowska Służba Bezpieczeństwa dysponowała wśród księży archidiecezji takim oto czynnym potencjałem agenturalnym: 5 kurialistów, 13 dziekanów, 51 proboszczów, 33 wikariuszy, 4 wykładowców i 2 kleryków Wyższego Seminarium Duchownego. A ponadto wśród zakonników: 2 członków władz prowincjalnych, 25 przełożonych placówek zakonnych, 7 proboszczów, 16 szeregowych mnichów i 2 studentów wyższych uczelni kościelnych.

Znany lustrator ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski zamierzał ujawnić część nazwisk. Sporządził listę 28 (w tym 21 żyjących) kolegów w sutannach, będących kiedyś – jego zdaniem – tajnymi współpracownikami SB. Wyłuskał ich, buszując w archiwach IPN. Nie miał wątpliwości: „Tak, mam stuprocentową pewność, dlatego że są to dokumenty, których się nie da sfałszować” – powiedział 30 maja w programie I Polskiego Radia.

Kres swawoli położył kardynał Stanisław Dziwisz, który rzutem na taśmę (tuż przed uroczystą konferencją prasową ks. Zaleskiego w sprawie identyfikacji tajnych współpracowników) zdołał zakneblować podwładnego i odesłać go z powrotem do ośrodka dla niepełnosprawnych umysłowo w podkrakowskich Radwanowicach (na szczęście nie w charakterze pensjonariusza, lecz szefa tej placówki).

Hierarcha naraził się tym samym na liczne zarzuty (również publicystów katolickich), że podjął próbę ukrycia prawdy, ale czyż może dziwić jego determinacja, skoro na czołowych miejscach „listy Zaleskiego” znajdujemy nazwiska najbardziej znamienitych kapłanów archidiecezji?

Przykładowo:
1. Pseudonimem Waga bezpieka określała pozostającego „na kontakcie” kapitana Bogdana Podolskiego 67-letniego księdza infułata Janusza Bielańskiego (fot. 1), proboszcza i kustosza katedry na Wawelu. Człowieka wielce w Krakowie wpływowego – również dlatego, że seminarium duchowne ukończył i święcenia kapłańskie w 1963 r. otrzymał wspólnie z dzisiejszym szefem i przyjacielem kard. Dziwiszem, Tadeuszem Rakoczym (obecnie biskup ordynariusz diecezjibielsko-żywieckiej) oraz Janem Zającem (biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej). Ks. Bielański umiał sobie radzić w życiu. Będąc proboszczem w Mydlniku (w latach 1974–1977), gościł Karola Wojtyłę, ówczesnego biskupa krakowskiego. „Na zakończenie, po kolacji, wręczyłem mu jako podziękowanie kopertę”– wspomina w rozmowie z ks. Robertem Nęckiem, rzecznikiem prasowym kurii („Niedziela” 17/2005). Niestety, przyszły papież oddał wziątkę przypadkowo spotkanym znajomym studentom. „Gdybym wiedział, że to dla studentów, to dałbym o połowę mniej” – wyznaje infułat. Kiedy wpadł w oko bezpiece?
– Gdy w 1977 roku przeniesiono go do bardzo newralgicznej dla władz państwowych Nowej Huty. Tamte rozmowy spełzły jednak na niczym. Dał się oswoić dopiero w roku 1983, po objęciu funkcji proboszcza katedry na Wawelu. Mając udokumentowanych kilkanaście konfidencjonalnych spotkań, Podolski wystąpił z wnioskiem o zarejestrowanie księdza Janusza w charakterze tajnego współpracownika. „Waga” nie sporządzał własnoręcznych doniesień, z racji świetnych kontaktów z Dziwiszem był raczej traktowany jako agent wpływu – twierdzi jeden z byłych oficerów krakowskiej SB.

2. TW ps. Przybysz. Pod tym pseudonimem krył się w aktach SB 67-letni ksiądz infułat Bronisław Fidelus (fot. 2), proboszcz Bazyliki Mariackiej. Gdy w lutym 2006 r. zaczęło się robić głośno wokół inicjatyw lustracyjnych ks. Zaleskiego, oświadczył przytomnie: „Mnie nikt jeszcze o nic nie oskarżył, choć mogę być podejrzewany. W tamtych czasach byłem kanclerzem kurii i z racji obowiązków musiałem rozmawiać z milicją”. Faktycznie, był. Kolejno: notariuszem (1968–1978), wicekanclerzem (1978–1981) i wreszcie kanclerzem (1981–1995). Tyle że nie z milicją gadał, lecz z naczelnikiem Wydziału IV SB, pułkownikiem Józefem Bielem, którego awanse (w 1982 r. został szefem krakowskiej bezpieki) były – dziwnym trafem – wprost proporcjonalne do wzrostu pozycji ks. Fidelusa. Szczegółów toczonych tête-à-tête pogawędek obu panów zapewne nie poznamy, gdyż akta „Przybysza” zniknęły, lecz miarę jego znaczenia dla SB odzwierciedla taki oto fakt:
– Gdy w 1983 roku, podczas wizyty w Polsce Jan Paweł II miał dyskretnie spotkać się w górskim schronisku z Lechem Wałęsą, ksiądz Bronisław był jednym z pięciu przyjaciół towarzyszących papieżowi w tej wyprawie – wspomina nasz informator.

3. Ks. Mieczysław Maliński (fot. 3) jest jedynym znanym duchownym, którego nazwisko nie byłoby niespodzianką, gdyby kard. Dziwisz nie skonfiskował „listy Zaleskiego”. Przypomnijmy, że przecieki o tajnym współpracowniku ps. Delta („który pracował dla PRL-u 35 lat, i to jeszcze służył wywiadowi polskiemu” – mówił przed konferencją prasową zirytowany ks. Zaleski) pojawiły się już w ubiegłym roku (por. „Powracająca fala” – „FiM” 17/2005). Czy kolaborował bardziej świadomie niż wyżej wymienieni konfratrzy? Odpowiedź zna tylko on, choć w ostatnich dniach odwrócili się ze wstrętem od ks. Malińskiego nawet koledzy z „Tygodnika Powszechnego” – zdawać by się mogło – supertolerancyjni…

4–28. Oprócz nieboszczyków dalsze pozycje na liście zajmują dożywający swego kresu księża emeryci. Czy warto podawać ich nazwiska? Naszym zdaniem, o wiele bardziej interesującą wydaje się kwestia, kto i dlaczego nigdy na żadną listę nie trafi…

###

„Kiedyś zostałem zaproszony do zakonspirowanego mieszkania MSW w Warszawie. Tam generał Zenon Płatek z pułkownikiem Adamem Pietruszką (szefowie Departamentu IV MSW – przyp. red.) podjęli mnie wystawnym posiłkiem (…). Powiedziałem o tym swoim przełożonym. Sporządziłem notatkę, która pozostała w archiwach Sekretariatu Episkopatu. Zresztą ze wszystkich rozmów robiłem notatki i przekazywałem przełożonym”– ujawnił w marcu 1999 r. biskup łowicki Alojzy Orszulik (fot. 4) w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej, wspominając czasy, gdy był jeszcze kierownikiem Biura Prasowego Sekretariatu Episkopatu.

Skoro w kościelnych archiwach istnieją tak ważkie dokumenty dotyczące najnowszej historii Polski, to dlaczego biskupi ich nie ujawniają?
– Bo jeżeli już, to uchowała się jedna czy dwie notatki, podczas gdy odbył dziesiątki suto zakrapianych spotkań. Alojzy miał pseudonim Pireus i żeby partii nie zaskakiwać, dostarczał bezpośrednio go obsługującemu pułkownikowi Józefowi M. wszelkie komunikaty Episkopatu przed ich opublikowaniem oraz – do konsultacji – teksty homilii zaplanowanych na msze transmitowane przez radio z kościoła św. Ducha. Początkowo działo się to za wiedzą i przyzwoleniem jego szefa, arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego (sekretarz Episkopatu Polski w latach 1968–1993 – przyp. red.). Później pełnymi garściami korzystał z dobrodziejstw posiadania w bezpiece tak możnych opiekunów i z pewnością nie informował już przełożonych o świadczonych mu grzecznościach oraz przekazywanych w zamian informacjach – twierdzi pułkownik SB z kierownictwa Departamentu IV (por. „Kurtyna w dół” – „FiM” 23/2006).

I dodaje:
– Całkiem niepotrzebnie wygadał się, że bankietował w naszym „zakonspirowanym mieszkaniu” na Nowym Świecie, bo dla zorientowanych jest oczywiste, że na taki obiekt wprowadzano wyłącznie agentów.

Pytamy dalej: czy w archiwach Sekretariatu Episkopatu spoczywają też relacje z licznych popijaw, podczas których bezpiekę reprezentował gen. Płatek i płk Pietruszka, a prymasa Józefa Glempa – jego najbliższy współpracownik bp Jerzy Dąbrowski? A może znalazłby się jakiś protokół dokumentujący przyczyny nagłego odsunięcia od władzy w 1984 r. ordynariusza płockiego, 64-letniego zaledwie biskupa Bogdana Sikorskiego? My wiemy, że poszło o przekraczającą już wszelkie granice zażyłość z pułkownikiem Zbigniewem J. Nawiasem mówiąc, niektórym hierarchom takie kontakty raczej pomagały w życiu i karierze. Słyszeliśmy co nieco o spotkaniach łódzkiego biskupa pomocniczego Bohdana Bejze z gen. Konradem S., o regularnych „konsultacjach” odbywanych przez księdza profesora Henryka Muszyńskiego (fot. 5, dzisiejszy arcybiskup metropolita gnieźnieński) ze swoim imiennikiem płk. Henrykiem K., o gorących powitaniach na lotnisku Okęcie, gotowanych biskupowi pomocniczemu z Krakowa Albinowi Małysiakowi, o gościnności okazywanej oficerom specsłużb przez arcybiskupa szczecińsko-kamieńskiego Kazimierza Majdańskiego i o „wywiadach” Juliusza Paetza udzielanych wywiadowi, gdy arcybiskup był jeszcze w Watykanie prałatem Antykamery Papieskiej…

###

Bezpieka swoje akta podobno zniszczyła, więc otwarcie archiwów Sekretariatu Episkopatu wydaje się jedyną szansą na udowodnienie bohaterstwa pasterzy Kościoła pod ciężkim butem komuchów…

[2006] FaktyiMity.pl Nr 24(328)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: