FiM – Orły Temidy

Pedofile, gwałciciele, zabójcy, terroryści… Jednym słowem – duszpasterze.

Utrzymywanym w ścisłej tajemnicy postanowieniem z 4 lutego 2011 r. Sąd Rejonowy w Grójcu aresztował na 3 miesiące ks. Piotra D. (61 l.), byłego proboszcza parafii św. Ducha we wsi Werdun (archidiecezja warszawska), kościelnego emeryta zażywającego ostatnio uroków życia. Podejrzewany jest o pedofilię. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Grójcu, która już w 2007 r. zdołała doprowadzić do skazania tegoż plebana za molestowanie seksualne ucznia („Dwa lata, jak dla brata” – „FiM” 47/2007). Przypomnijmy…

Chłopiec miał 9 lat i uczęszczał do Szkoły Podstawowej w Suchostrudze, gdzie ks. Piotr D. był katechetą. Proboszcz często organizował najmłodszym uczniom „zajęcia pozalekcyjne”, ale najchętniej poświęcał swój czas temu jednemu, przy każdej nadarzającej się okazji ucząc go anatomii i przeprowadzając doświadczenia mające uprzytomnić malcowi, co może zdziałać męska ręka w dziecięcych majtkach…Tak było aż do późnego lata 2006 roku, kiedy to 12-letni już chłopiec zaczął rozumieć, w co bawi się duszpasterz. Wiosną 2007 r. chłopak został ostro sponiewierany przez księdza Piotra podczas lekcji religii – katecheta rzucił nim o ścianę i wyszarpał za uszy, tłumacząc to później swoją „nadmierną reakcją na wyzywające zachowanie”. Uczeń przestał chodzić do szkoły. Początkowo nie chciał ujawnić rodzicom przyczyn wagarowania, aż wreszcie wyznał, czego doświadczał w zaciszu plebanii. 16 sierpnia 2007 roku proboszcz został tymczasowo aresztowany, zaś miesiąc później do sądu w Grójcu wpłynął akt oskarżenia. Ksiądz D. przyznał się do winy, więc proces ograniczono do jednej rozprawy. Wyrokiem z 31 października 2007 r. zainkasował 2 lata bezwzględnej odsiadki (prokurator wnioskował o 4), a ponieważ sąd uchylił środek zapobiegawczy, świątobliwy pedofil jeszcze tego samego dnia wyszedł na wolność.

Dlaczego wymierzono mu dokładnie dwa lata, a nie – dajmy na to – dwa i pół?
– To nie był przypadek, lecz wymowny sygnał, że jeśli znajdzie bystrych lekarzy i Kościół pomoże, to w ogóle nie trafi do więzienia. Kodeks karny wykonawczy powiada, że sąd odracza wykonanie kary pozbawienia wolności w wypadku „choroby psychicznej lub innej ciężkiej choroby uniemożliwiającej wykonywanie tej kary, do czasu ustania przeszkody”. Jeżeli odroczenie wykonania kary poniżej 2 lat trwało co najmniej jeden rok, można warunkowo zawiesić jej wykonanie. Chodzi więc teraz o jakąś dobrą chorobę i wsparcie ze strony hierarchii kościelnej, mającej – o czym nie wszyscy wiedzą – niebagatelne wpływy w sądownictwie – tłumaczył nam emerytowany warszawski sędzia. Faktycznie, zaraz po wyjściu z kryminału ks. Piotr D. zaniemógł i dostał zakwaterowanie w archidiecezjalnym Domu Opiekuńczo-Leczniczym Opatrzności Bożej w Pilaszkowie nieopodal Warszawy. Wygodny pokój z łazienką i telefonem, czuła opieka pielęgniarska, masaże, hydroterapia, piękny park wokół… – zdecydowanie wygodniej tam było niż w więzieniu.

Nasze przewidywania okazały się niestety prorocze, bo gdy sprawa przycichła, Sąd Okręgowy w Radomiu zlitował się nad schorowanym (jak wynikało z dokumentacji medycznej) kapłanem pedofilem i warunkowo zawiesił mu wykonanie kary na 5 lat.
– Nawet na papierze nie miał żadnej poważnej dolegliwości, której nie można byłoby leczyć w warunkach więziennych – podkreśla prokurator z Grójca.

Efekt?
– Dosyć szybko ozdrowiał i został w tym Pilaszkowie kapelanem. Wkrótce dopuścił się kolejnych czynów pedofilskich, bo choć miał sądowy zakaz kontaktu z małoletnimi, to permanentnie go łamał. Mamy w tej chwili dwie nowe ofiary (także rozpijania), a przy okazji śledztwa wyszły również na jaw przestępstwa popełnione przez niego jeszcze przed sierpniem 2007 roku. Ile dzieci faktycznie stało się ofiarami, Bóg raczy wiedzieć. Podejrzewam, że dziesiątki! Sąd w Radomiu (za ten zdumiewający wyrok) i prokuratura okręgowa (za odstąpienie od wniesienia kasacji) powinny zapaść się ze wstydu pod ziemię – dodaje nasz rozmówca.

###

Ks. Krzysztof J. był wschodzącą gwiazdą archidiecezji częstochowskiej i ulubieńcem metropolity abpa Stanisława Nowaka, gdy w 1995 roku (w wieku zaledwie 32 lat, po ośmiu latach w zawodzie) został w „świętym mieście” proboszczem prestiżowej parafii Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Jego kariera załamała się 29 sierpnia 2006 r., kiedy to pobił i zgwałcił na plebanii swoją dotychczasową partnerkę seksualną, która przyszła zakomunikować mu o definitywnym rozstaniu. Nazajutrz został zatrzymany przez policję, a z dniem 1 września tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Odzyskał wolność już 16 listopada 2006 r. za osobistym poręczeniem biskupa pomocniczego Jana Wątroby (areszt zamieniono na dozór policyjny z zakazem opuszczania kraju), po czym szefowie ukryli go w klasztorze. Proces plebana rozpoczął się w maju 2007 r. i trwał półtora roku. W mowie końcowej prokurator domagał się dla oskarżonego pięciu lat więzienia, obrona wnosiła o uniewinnienie (ks. J. przyznał się do współżycia z poszkodowaną, ale utrzymywał, że jej nie zgwałcił). We wrześniu 2008 r. częstochowski Sąd Rejonowy orzekł: trzy lata bezwzględnej odsiadki!

„Złamanie celibatu nie niszczy święceń kapłańskich. Jeśli po odbyciu kary będzie chciał być kapłanem, musi się o to zwrócić do ordynariusza, który zdecyduje, czy go przyjąć. Musi też odbyć pokutę i długie rekolekcje” – opowiadał lokalnej prasie częstochowski biskup pomocniczy Antoni Długosz.

W apelacji wyrok uchylono z powodu drobnych uchybień formalnych i przekazano sprawę do ponownego rozpoznania. Drugi proces znowu trwał ponad rok. „20 stycznia 2011 r. Sąd Rejonowy ogłosił wyrok i skazał oskarżonego Krzysztofa J. na 3 lata pozbawienia wolności, co wskazuje jednoznacznie, że chodziło tutaj o sprawę o dużej wadze i skomplikowanym stanie faktycznym” – tłumaczy rzecznik prasowy sędzia Bogusław Zając.

Orzeczenie nie jest prawomocne, więc ani chybi ks. Krzysztof J. długo jeszcze nie pójdzie siedzieć. A gdzież znajduje się ten klasztor, w którego zimnej celi gwałciciel odbywa rzekomą pokutę, oczekując na ostateczny werdykt?
– Nie wiem – ucina rozmowę ks. Andrzej Kuliberda, rzecznik prasowy częstochowskiej kurii. My natomiast wiemy (mamy także twarde dowody w postaci powyższych zdjęć), że ks. Krzysztof J. zapuścił dla niepoznaki brodę i za przyzwoleniem biskupów od co najmniej dwóch lat swobodnie sobie grasuje po sąsiednich diecezjach, odprawia tam msze, spowiada, a nawet udziela brudnymi łapami komunii…

###

Ksiądz Piotr T., były proboszcz z Dębnicy koło Człuchowa (woj. pomorskie, diecezja pelplińska), zasłynął w 2006 r. z molestowania seksualnego ministrantów, pojenia ich alkoholem, udostępniania narkotyków czy wreszcie spektakularnej ucieczki z 15-latkiem, którego namawiał do samobójstwa (por. „Proboszcz na gigancie” – „FiM” 21/2006). Wielebny dostał za całokształt cztery lata więzienia i jest już wolny, bo dzięki niefrasobliwości (a może nieznajomości prawa?) organów ścigania odpadł mu zarzut najcięższego kalibru, jakim było usiłowanie zabójstwa. Popatrzmy, jak się wywinął:

W maju 2009 r. Sąd Okręgowy w Słupsku skazał księdza T. za nakłanianie małoletniego Dawida W. do samobójstwa (tę sprawę wyłączono do odrębnego rozpoznania) na 3,5 roku więzienia. Prokuraturę wyrok zadowolił, ale obrona wniosła apelację. W drugiej instancji okazało się, że oskarżyciel zastosował, a sąd przyklepał błędną kwalifikację prawną czynu, bowiem duchowny powinien być sądzony za usiłowanie zabójstwa (zagrożone karą od 8 lat wzwyż). „Skoro ofiara jest małoletnia lub niepoczytalna, nie może być mowy o nakłanianiu do samobójstwa”– orzekł Sąd Apelacyjny w Gdańsku i uchylił wyrok oraz cofnął sprawę do ponownego rozpoznania, wraz z całą listą wskazówek, jakie uchybienia należy jeszcze usunąć. Dopiero wówczas (sic!) biegli psychiatrzy przebadali ofiarę i wydali opinię, że chłopiec jest nie tylko małoletni, lecz również niepoczytalny. Upraszczając: nakłanianie upadło, bowiem ks. Piotr T. popełnił w istocie zbrodnię usiłowania zabójstwa. Ile za to dostał? Nic!Sprawę umorzono, ponieważ apelację złożyła tylko obrona, więc zgodnie z prawem sąd nie mógł już orzec wyroku na niekorzyść oskarżonego.

###

Przyjrzyjmy się jeszcze kapłanom oczekującym w kolejce po wyrok:

# ks. Zbigniew R. jako proboszcz parafii św. Wojciecha w Kołobrzegu molestował seksualnie 13-letniego chłopca. Pedofilskie wyczyny plebana opisaliśmy w trzyodcinkowym cyklu pt. „Tanie dranie” (4, 5, 6/2010), uzupełnionym później o dodatkowe szczegóły sprawy („Nie lękajcie się” – 19/2010). Akt oskarżenia (zarzuty obejmują deprawowanie jeszcze jednego dziecka) wpłynął już do kołobrzeskiego Sądu Rejonowego i wkrótce powinien rozpocząć się proces. Ksiądz R. został już zwolniony z aresztu po wpłaceniu 20 tys. zł kaucji i będzie odpowiadał z wolnej stopy. W śledztwie twierdził, że to dzieci proponowały mu seks za pieniądze. Pytany przez biegłych, kiedy odbył pierwszy stosunek homoseksualny, wyjaśnił: „Zaraz po uzyskaniu święceń kapłańskich”. Okazało się ponadto, że gdy jedna z ofiar poinformowała ordynariusza bpa Edwarda Dajczaka o zbrodniczych praktykach pedofilskich duchownego, hierarcha, zamiast zaalarmować organa ścigania, wezwał ks. Zbigniewa R. i uprzedzał go o możliwych kłopotach – ujawnił prokuratorowi podejrzany;

# ks. Józef B. – wikariusz parafii NMP Królowej Rodzin w Białymstoku – zajmował się też nauczaniem religii w gimnazjum i sprawowaniem funkcji kapelana harcerzy. Ciążą na nim zarzuty prowadzenia samochodu w stanie upojenia alkoholowego (1,65 promila) oraz znieważenia i czynnej napaści na próbujących go wylegitymować policjantów („Nie wiecie, z kim macie do czynienia. Załatwię was, będziecie zwolnieni z pracy” – groził w pijanym widzie, tłukąc ich pięściami po twarzy);

# szosowy zabójca ks. Sławomir W. do niedawna był wikariuszem parafii w Dziadkowicach (diec. drohiczyńska). Miał we krwi 3,17 promila alkoholu, gdy spowodował tragiczny w skutkach wypadek (osiem osób ciężko okaleczonych, jedna z nich po kilku dniach zmarła). Wielebny stanął przed Sądem Rejonowym w Siemiatyczach. Odpowiada z wolnej stopy, bo prokuratura zadowoliła się poręczeniem majątkowym w kwocie 50 tys. zł. „Poszkodowanych chciałbym bardzo przeprosić i żałuję tego, co się stało. Odprawiałem msze święte za zmarłego i pozostałych. Modliłem się za ich rodziny” – powiedział podczas inauguracyjnej rozprawy, proponując dobrowolne poddanie się karze 2 lat pozbawienia wolności (wiadomo, o co chodzi…) i argumentując, że on również odniósł w wypadku obrażenia, więc czeka go jeszcze rehabilitacja. Sprzeciw oskarżyciela wobec tej jakże łaskawej oferty wymusił kontynuację procesu.

[2011] FaktyiMity.pl Nr 6(571)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: