FiM – Religia wbijana do głowy

Podczas lekcji religii wypasiony pleban wypróbował siłę swoich pięści na mizernym trzynastolatku. Katecheta wygrał przez nokaut.

Ksiądz rzucił dzieckiem o ścianę, szarpał, uderzał w twarz. Było podejrzenie wstrząśnienia mózgu. I nic dziwnego – bydlak ma co najmniej 1,80 m wzrostu i piąchę niczym Gołota; jest wyżarty jak na proboszcza przystało, a na dodatek nałogowo poluje, czyli umie posługiwać się bronią palną. Krótko mówiąc: mógł bez trudu zabić 13-letniego smarkacza, ale on w swoim kapłańskim miłosierdziu tylko go poturbował…

###

Wydarzyło się to w publicznej Szkole Podstawowej we wsi Zbiersk-Cukrownia (woj. wielkopolskie). Ksiądz kanonik Bogdan Czyżniejewski, proboszcz miejscowej parafii św. Urszuli (diecezja kaliska), jest w tej szkole nauczycielem religii,  a 13-letni Rafał K. uczniem VI B.
– Najpierw ksiądz z jakiegoś błahego powodu uderzył Rafała w twarz. Zrobił to na oczach całej klasy. Następnie wyciągnął go za kołnierz z ławki, mówiąc, że pójdą razem do dyrektora. Gdy na korytarzu byli już sami, ponownie uderzył, szarpał za ubranie, aż wreszcie z całej siły popchnął na ścianę. Rafał to mikrus o wątłej posturze i nie miał żadnych szans, żeby się obronić. Upadając, stłukł sobie głowę, ale na szczęście skończyło się tylko na siniakach i trzech dniach zwolnienia lekarskiego – ujawnia okoliczności pobicia nauczycielka, która zawiadomiła nas o bokserze w sutannie.

A może dzieciak to opryszek i zasłużył na solidne lanie?
– Bzdura! Nie jest ani mniej, ani bardziej rozbrykany niż pozostali uczniowie. Wychowuje go samotnie ojciec, więc niewątpliwie sytuację ma trudniejszą od rówieśników, ale uczy się przyzwoicie, jest bardzo rezolutny, logiczny i – co ważne – prawdomówny. Z relacji innych dzieci wiem, że rozwścieczył księdza, bo odwrócił się na chwilę do siedzącego za nim kolegi, żeby o coś zapytać. No i właśnie wtedy kanonik zaatakował. Nawiasem mówiąc, wcale nie pierwszy raz, bowiem znam jeszcze jeden przypadek uderzenia przez niego ucznia w twarz, tylko że odbyło się to wówczas bez świadków – wyjaśnia nauczycielka.

Szkolna pedagog natychmiast zawiadomiła o incydencie Grzegorza K., ojca Rafała. W imieniu kierownictwa szkoły poprosiła go o pilne spotkanie i około południa mężczyzna pojawił się w gabinecie dyrektora Jerzego Ratajczyka.

Sytuacja wyglądała na bardzo poważną, bo w rozmowie z Grzegorzem K. drużynę oświatową reprezentowała także – obok Ratajczyka – wicedyrektor Ludmiła Jezierska oraz pedagog i wychowawca klasy VI B.
– Pan dyrektor poinformował mnie, co się stało. W żadnym momencie nie wywierał presji, żeby sprawę zamieść pod dywan, a nawet wspomniał, że mogę wezwać do szkoły policję, jeśli uważam to za stosowne. Zapewniłem, że nie będę robił szumu. Wezwali wówczas do gabinetu księdza Czyżniejewskiego. Był potulny jak baranek, ale nie zdołał wydusić z siebie słowa „przepraszam”. Mimo to podałem mu rękę na zgodę i uznałem sprawę za zakończoną, choć syn był tak poobijany, że lekarz w naszym ośrodku zdrowia wystawił zwolnienie i nakazał, żeby chłopiec spędził przynajmniej trzy dni w domu. Ksiądz zachował się po łobuzersku, ale wolałem tego nie rozdrapywać, żeby nie zaszkodzić synowi – przyznaje Grzegorz K.

W jego obecności porozmawialiśmy też z Rafałem – bardzo sympatycznym i grzecznym dzieciakiem, który w pełni potwierdził relację nauczycielki dotyczącą napaści.
– Nie mam pojęcia, dlaczego ksiądz mnie uderzył. Wszystko stało się tak nagle, że nawet nie wiem, czy pięścią, czy otwartą ręką. Ale mocno, bo bolało. A już na korytarzu to całkiem się wściekł. Gdy popchnął mnie na ścianę, uderzyłem w nią głową i przez chwilę byłem zamroczony – opowiada chłopiec.
– Tego samego dnia po południu proboszcz wezwał mnie na plebanię na przesłuchanie. Przekonywał, że bardzo smucą go złe stopnie syna. Myślę, że tak naprawdę chciał tylko wysondować, czy faktycznie nie puszczę pary z ust – zauważa Grzegorz K.

###

– Sprytnie i zespołowo tego człowieka podeszli, bo dyrekcji bardzo zależało, żeby nic nie wydostało się na zewnątrz. Zakręcili go policją, a przecież sami powinni ją wezwać. To jest mała mieścina,  w której ksiądz kanonik jest najważniejszą personą. Ma doskonale wyszkolone komando moherów, odwiedza go i publicznie wychwala ordynariusz kaliski biskup Stanisław Napierała… Strach z takimi typami zadzierać – podkreśla nauczycielka.
– Grono pedagogiczne było oburzone, ale nikt nie chciał się zbytnio wychylać. Gdy zawiadomiłem kurię biskupią, odpowiedzieli, żeby nie zawracać im głowy duperelami, bo ksiądz Czyżniejewski… w ogóle nie pracuje w tej szkole – mówi inny pedagog, pokazując nam na dowód korespondencję e-mailową z przełożonymi zbierskiego proboszcza.

„Szanowny księże dyrektorze, z przykrością i wielkim żalem muszę poinformować, że proboszcz w Zbiersku dopuszcza się haniebnych czynów bicia dzieci na lekcjach religii. Bardzo proszę o zbadanie tej sprawy oraz wyciągniecie konsekwencji (…)” – czytamy w liście do ks. Jerzego Adamczaka, dyrektora Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezjalnej w Kaliszu.

„Z posiadanych przez nas dokumentów wynika, że Ksiądz Proboszcz w szkole nie uczy. Nie mogę więc w szkole interweniować. Szczęść Boże! Ks. Jerzy Adamczak” – odpowiedział kurialista, wyraźnie wzruszony losem pobitego dziecka.

###

Poprosiliśmy o wyjaśnienie tej przedziwnej sytuacji dyrektora Ratajczyka. Potwierdził, że w kierowanej przez niego placówce oświatowej doszło na lekcji religii do użycia przemocy wobec ucznia, ale…
– Ponieważ ojciec poszedł na ugodę, ograniczyłem się do przeprowadzenia z ks. Czyżniejewskim rozmowy ostrzegawczej. Uprzedziłem, że następnym razem wyciągnę ostre sankcje ze zwolnieniem włącznie.
– Ale przecież pan nie ma żadnych możliwości usunięcia katechety z posady – zauważyliśmy.
– No właśnie! Choć ksiądz proboszcz odbywa aktualnie staż jako nauczyciel kontraktowy (dwuletnia procedura poprzedzająca awans na stopień nauczyciela mianowanego – dop. red.), to prawdę powiedziawszy nic mu nie mogę zrobić, a co najwyżej zawiadomić biskupa. Kogo on wskaże, udzielając misji kanonicznej, tego muszę zatrudnić na stanowisku nauczyciela religii. Nie mam innego wyboru, ani środków dyscyplinujących – zasępił się dyr. Ratajczyk.

Zapomniał, że ustawa „Karta nauczyciela” umożliwia dyrektorom szkół poskramianie nawet takich teoretycznych podwładnych jak katecheci. Wystarczyło wszcząć wobec plebana postępowanie dyscyplinarne, by – zgodnie z ustawą – móc zawiesić go w pełnieniu obowiązków nauczyciela religii na 6 miesięcy, w którym to okresie bp Napierała miałby wystarczająco dużo czasu, żeby pójść po rozum do głowy. Dlaczego nie skorzystał z tej opcji?
– Nie chciałem zaogniać sytuacji i wywoływać niepotrzebnego konfliktu z proboszczem, duszpasterzem naszej małej lokalnej społeczności – wyznał jak na spowiedzi dyr. Ratajczyk.

Co na to powie Wielkopolskie Kuratorium Oświaty, przekonamy się wkrótce. Z ks. Czyżniejewskim, niestety, nie udało nam się porozmawiać. Może to i lepiej? A nuż zdenerwowałby się chłopina i na grubszego niż Rafał zwierza zapolował ze swojej myśliwskiej dwururki…

[2009] FaktyiMity.pl Nr 24(328)/2009

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: