FiM – Pieniądze to nie wszystko

Rodzice dwumiesięcznego Dawida są katolikami. Jasne więc, że pragną ochrzcić swojego syna. Pragną, ale nie mogą, bo ksiądz w ramach „co łaska” chce tyle, że na chrzest ich nie stać.

Parafia pod wezwaniem św. Wawrzyńca w Dłutowie, w gminie Lidzbark, składa się z kilku wsi. Całość należy do dekanatu żuromińskiego i diecezji płockiej. Od trzech lat kościół parafialny ma nowego proboszcza, księdza Krzysztofa. Pleban nie ma tu bonanzy. Okolica jest biedna, ludzie żyją skromnie, a i swoje przyzwyczajenia (z gatunku tych, których Kościół nie popiera) też mają. Tymczasem „na dzień dobry” proboszcz zażądał, żeby wierni dobrowolnie opodatkowali się na kościół – po pięć złotych miesięcznie. Pomysł nie dość, że nie wypalił, to jeszcze członkowie rady parafialnej, którzy w imieniu księdza mieli pilnować, aby owieczki sumiennie wywiązywały się z daniny, często narażeni byli na złośliwe uwagi i docinki. Proboszcz robił, co mógł, sięgał nawet po agitację bezpośrednią, przekonując podczas mszy, że tak jak w każdej organizacji płaci się składki, tak i parafia powinna zbierać pieniądze. – To jest tylko tyle, co paczka papierosów – tłumaczył wiernym. Ale ludziska jakoś woleli palić, niż płacić.

Ponieważ z „podatkiem bezpośrednim” mu nie wyszło, sięgnął po „podatki pośrednie”, czyli po swego rodzaju kościelny VAT. Wyznaczył mianowicie wysokość „co łaska”. W Dłutowie wszyscy wiedzą, że za ślub trzeba dać 1000 złotych „co łaska”, za chrzest 200, a za pogrzeb 1500 zł, też „co łaska”. Najbardziej więc nie opłaca się umierać, co jest poniekąd zgodne z powszechnym odczuciem. Młodzi ludzie, którzy chętnie wzięliby ślub kościelny – przed ołtarzem i z organami – biorą ślub cywilny, bo sakrament z rąk księdza Krzysztofa jest dla nich za drogi. Właśnie tak postąpili niedawno państwo Malikowie z Dłutowa. Zamieszkali na własnoręcznie wyremontowanym poddaszu niewielkiego domu rodziców. Gdy jednak urodził się im syn, postanowili odjąć sobie od ust i go ochrzcić. Poszli do księdza i grzecznie poprosili. W odpowiedzi usłyszeli, że najpierw oni muszą wziąć ślub kościelny, a dopiero potem on im syna ochrzci – razem będzie ich to kosztowało 1200 zł! Co łaska, ma się rozumieć. 1200 zł dla tego młodego małżeństwa to abstrakcja. Próbowali się targować, prosili, mówili, że im ciężko – łaskawie zgodził się opuścić 100–200 złotych, ale ani grosza więcej.
– Mąż pracuje w Warszawie i połowę pensji traci na dojazdy – mówi pani Iwona. – Dziecko ciągle potrzebuje pieluch, witamin, herbatek, specjalnych proszków, bo ma uczulenie, na samo mleko wydajemy miesięcznie 200 zł. Nie stać nas po prostu, żeby teraz uzbierać 1200 zł. Próbowali pożyczyć od bliskich, wystąpili nawet do banku o pożyczkę na chrzest. Złożyli dokumenty i zaświadczenia o dochodach. W dwóch bankach odmówiono im z powodu „braku zdolności kredytowej”.

Poddać się jednak nie chcieli – w końcu każdemu katolikowi tak podstawowy sakrament jak chrzest się należy i żaden ksiądz nie robi łaski. Napisali więc do kurii, pragnąc interesownością dłutowskiego plebana zainteresować płockiego biskupa. W odpowiedzi otrzymali kopię wyjaśnień proboszcza. Cóż za miły człowiek wyłaniał się spoza zdań usprawiedliwienia pisanego do biskupa! Ksiądz zapewniał, że ślub, którego zażądał od rodziców przed ochrzczeniem ich dziecka, to jedynie sugestia, a nie żaden warunek. Na dodatek – uwaga! – 1200 zł to nie jest kwota rygorystyczna, wszak pieniądze nie są dla niego najważniejsze, tylko dobro człowieka. Malikowie, nie wiedzieć czemu, stracili jednak zaufanie do kapłańskiego sumienia swojego proboszcza i postanowili zwrócić się do księży z sąsiednich parafii.

Pojechali do kościołów w Działdowie i w Lidzbarku prosić tamtejszych duchownych o ochrzczenie Dawida. Ku ich radości księża zobowiązali się udzielić sakramentu bez jakichkolwiek ofiar. Nie mieli oporów także przed udzieleniem im ślubu. Malikowie nie musieliby wykosztowywać się na białą suknię ani na garnitur. – Możecie przyjść tak, jak teraz stoicie tu przede mną – powiedział jeden z proboszczów.

Niezbędne okazało się jednak pisemne zezwolenie proboszcza rodzimej parafii Malików, czyli księdza Krzysztofa. Kółko się zamknęło. Dziecko do dziś nie zostało ochrzczone.

PS Proboszcz z Dłutowa nie chciał z nami rozmawiać. Pytany o ofiary, jakie pobiera za sakramenty, stwierdził, że są one dobrowolne.

[2006] FaktyiMity.pl Nr 1(305)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: