Pijany jak…ksiądz?

Jednym z grzechów głównych Kościoła katolickiego jest nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Niestety, czasem nawet duszpasterze zapominają o swoim świętym obowiązku i wlewają w siebie nie tylko wino mszalne. Może to prowadzić do różnego rodzaju kontrowersji…

„Nie wiecie, kim jestem”

Tak odpowiedział pewien ksiądz, gdy policja zatrzymała go za jazdę pod wpływem alkoholu. Pracownik jednego z biskupstw polskich miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, jednak nie powstrzymało go to przed prowadzeniem samochodu. Oczywiście, kapłan chciał, normalnie, bo po polsku, przekupić słynną nadwiślańską drogówkę. Na szczęście, policjanci byli nie tylko trzeźwi, ale i uczciwi, i zabrali pijanego sługę bożego na pobliski posterunek.

Sześć lat temu Chojnicami wstrząsnął pewien fakt. Lokalny proboszcz, nazywany pieszczotliwie „księdzem Wieśkiem„, pod wpływem alkoholu rozbił samochód. Duchowny miał najwidoczniej wsparcie z góry, ponieważ udało mu się wsiąść i prawie dojechać z punktu A do punktu B, ocierając się o rekord pijaństwa, czyli osiągając 2,9 promila! Na szczęście dla ks. Wieśka skończyło się tylko grzywną w wysokości 3 tysięcy zł utratą prawa jazdy na 4 lata. Najwidoczniej nie była to wystarczająca nauczka dla Wiesława, ponieważ w tym roku znowu musieli się za niego wstydzić parafianie, kiedy to „zbluzgał” policję po tym, jak kazał swojemu szoferowi (!) uciec ze stacji benzynowej bez płacenia. Oczywiście, ruszył za nim pościg. Zatrzymany ksiądz zaczął wyzywać policję i zagroził, że „powyrzuca ich z roboty”. Miał 1,8 promila we krwi, co kwalifikuje do spędzenia nocy w izbie wytrzeźwień. Wieśkowi znów postawiono zarzuty, tym razem – znieważenie funkcjonariusza oraz próby namawiania di zaniechania czynności prawnych.

„Upiłem się winem mszalnym!”

W Kajkowie, koło Ostródy również mają zabawowego księdza. Duszpasterz przyjechał pijany na pogrzeb. Dzień wcześniej imprezował i, jak powiedział, „wypił kieliszek alkoholu”. Na drugi dzień, służba nie drużba, ruszył do pracy dokonać pochówku. Zgromadzeni żałobnicy przypatrywali się chwiejącemu się duszpasterzowi, który z czasem zaczął bełkotać. Wtedy właśnie zaniepokojeni zebrani postanowili zadzwonić na policję. Ksiądz miał 0,7 promila we krwi. Sam tłumaczył się, że wypił za dużo… wina mszalnego. Wielbiciel alkoholu został pozbawiony prawa do prowadzenia pojazdów. Duszpasterzem najwidoczniej targały wyrzuty sumienia, ponieważ bronił się jak szalony. – Ja zwyczajnie źle się czułem, a ten, co na mnie doniósł, to jakiś ateista bez sumienia. Pewnie chce mnie zniszczyć, dlatego że jestem księdzem – mówił zrozpaczony. – Jak ja po tym wszystkim spojrzę ludziom w oczy? – pytał.

Biskup, który cię spije..

a właściwie arcybiskup. Tą słynną osobą jest abp Sławoj Leszek Głódź. Tajemnicą poliszynela jest to, że metropolita gdański urządza syte uczty, na których nie wylewa się za kołnierz. Jedną z jego ofiar (a może systemu w jakim „robi się politykę”) był Aleksander Kwaśniewski, były prezydent, który jeszcze za czasów swojej kadencji przewracał się na grobach ofiar NKWD w ukraińskim Charkowie. Kilka lat później jego „ziomek” z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Leszek Miller, tłumaczył mediom, że jest to zasługa abp Głódzia.

Metropolita gdański znany jest ze swoich wpływów. Najwidoczniej ci, którzy chcą zdobyć dla siebie jego pomoc muszą przejść próbę ognia, czy też „wody ognistej”. Arcybiskup odrzucał oczywiście wszystkie zarzuty. Jednak według osób związanych z duszpasterzem, gdy ten był jeszcze kapelanem WP potrawił spić niejednego. Opowiadał Miller, że Kwaśniewski „Miał się wstawić już na pokładzie samolotu, bo wznosił toasty razem z arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głodziem i kilkoma innymi duchownymi.”

Zadośćuczynienie

Na szczęście są to przypadki pojedyncze, chociaż nie mamy pewności, że tak rzeczywiście jest. Istnieją jednak duchowni, którzy potrafią posypać głowę popiołem i przyznać się do swoich występków. Taką osobą jest ks. Stanisław Kowalski z Wielkopolski, który przyznał się, że miał kłopoty z alkoholem w czasach chmurnej młodości, a nasiliły się one, gdy rozpoczął pracę duszpasterza.

– Potrafiłem po pijaku odprawiać msze, jeździć samochodem i przewracać się w kałuże. Ale teraz już nie piję i chcę innym dawać świadectwo, że z tego nałogu można wyjść i godnie żyć – mówił ksiądz Stanisław.

Niestety nie wszyscy potrafią w ten sposób przyznać się do błędu, chociaż errare humanum est.

[2013.03.13] My3Miasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: