Proboszcz w areszcie

Ks. Jan Tyrawa nowy biskup diecezji bydgoskiej zapowiedział, że zajmie się sprawą proboszca z Morzewa, przetrzymywanego w areszcie domowym.

Kilka miesięcy temu po Morzewie i pobliskich Kaczorach rozeszła się plotka o rzekomym romansie proboszcza. Niektórzy mówili o tym głośno, inni się za nich wstydzili, nie wierząc w ani jedno słowo z tych ,,rewelacji”, bo dobrze swojego kapłana znali. Byli pewni, że żadnego romansu nie było. Plotki jednak do proboszcza dochodziły.

Potem wieś zelektyryzowała druga sprawa. Kilka tygodni temu ks. proboszcz Tadeusz Kobylarz, proboszcz parafii Morzewo-Krzewina po zakończonej wizycie duszpasterskiej w domach parafian rozpoczął na mszy odczytywanie sprawozdania. – Od tego się zaczęło. Na trzech mszach św. wymienił dwa nazwiska dwóch rodzin z naszej wsi i dwóch z pobliskich Kaczor. Stwierdził, że te osoby zachowują się niemoralnie – informuje mężczyzna po 30-tce. Boi się podawać swojego nazwiska. Dlaczego? – Zjedli by mnie zwolennicy proboszcza – twierdzi

– Nie będę z rozmawiał z żadnymi dziennikarzami. Najpierw niech proboszcz stanie przed kamerą z pewną kobietą, o której on wie i niech powie, że do niczego nie doszło. Wtedy udzielę prasie informacji – twierdziła wczoraj jedna z osób, której nazwisko padło z ambony. Inni skrzywdzeni podobno nagrali głos proboszcza na dyktafon. Głos z taśmy miał posłużyć za dowód w sądzie w rozprawie przeciwko duszpasterzowi za oszczerstwa jakie miał publicznie wygłosić. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

Nieoficjalnie wiadomo, że przedstawiciele Archidiecezji Gnieźnieńskiej uzgodnili z pokrzywdzonymi, że zamiast sprawy karnej przeniosą proboszcza do parafii Radzicz w gminie Łobżenica. A tamtejszy proboszcz przyjedzie do Morzewa. W czwartek, 19 lutego powstał więc dekret biskupa z Gniezna, na mocy którego proboszcz z Morzewa powinien szykować się do przeprowadzki. Nic takiego jednak nie nastąpiło, bo parafinie zablokowali plebanię i zakazali księdzu opuszczać dom. Wyjątkiem są msze na które kapłana doprowadzają przedstawiciele mieszkańców. – Nie oddamy proboszcza, bo nie wiemy co się właściwie stało, że nam go chce biskup zabrać; próbowaliśmy z nim rozmawiać ale nas unika – twierdzi Mirosław Rajek. Przedstawiciele parafii byli w piątek u biskupa Muszyńskiego, ale ich nie przyjął, był chory. W sobotę i niedzielę jego biuro było zamknięte. Od poniedziałku ludzie czekają na niego w Morzewie i zapowiedzieli, że nie ruszą się z miejsca póki delegat diecezji nie przyjedzie i nie wyjaśni powodów decyzji biskupa. Parafinie mają klucz do domu proboszcza i nie może on wychodzić na dwór bez ich zezwolenia. Wieczorem i w nocy podczas wart przed płotem probostwa palą się ogniska. Kilkudziesięciu dyżurujących gospodarzy ogrzewa się nad ogniem. W żarze pieką się ziemniaki. – Możemy tak i miesiąc protestować. Do skutku – tłumaczą zgodnie.

Tymczasem Morzewo i Krzewina od 25 marca br, należeć będą już do nowej diecezji – bydgoskiej. Mieszkańcy liczą na pomoc nowego biskupa. Nie wiedzą jeszcze kto nim został ale wierzą, że pomoże im i nie zabierze proboszcza do innej parafii.

Wczoraj proboszcz z Morzewa podczas rozmowy telefonicznej ze swoim dziekanem wyraził chęć opuszczenia parafii. Wieczorem wierni pozwolili odprawić mu koleją mszę świętą. Potem zaprowadzili go do domu i zamknęli go w nim na klucz.

[2004.02.27] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: