Proboszcza nie oddamy!

Jesteśmy ludzie uparci i swojego księdza nie oddamy – mówią mieszkańcy Morzewa. Od poniedziałku na znak protestu przeciwko decyzji gnieźnieńskiej Kurii trzymają w areszcie domowym swojego proboszcza.

Ponad 300 mieszkańców Morzewa, małej wsi koło Kaczor w powiecie pilskim, bierze udział w proteście. Koczują dniami i nocami przed kościołem i plebanią. Pełnią warty przy proboszczu, aby uniemożliwić mu odejście z parafii. W ten sposób manifestują swój sprzeciw wobec decyzji arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, który w ubiegłym tygodniu odwołał ich proboszcza ks. Tadeusza Kobylarza.

Decyzja po pogrzebie

Parafianie dowiedzieli się o decyzji Kurii w czwartek na pogrzebie. – Ksiądz powiedział wtedy, że oddaje zmarłemu ostatnią posługę w tej parafii – opowiada Andrzej Załachowski, jeden z protestujących. – Kochamy swojego proboszcza, wiele mu zawdzięczamy i nie pozwolimy go tak skrzywdzić. Tym bardziej, że proboszcz na opuszczenie parafii miał tylko trzy dni. W czwartek przez całą noc zbieraliśmy podpisy, żeby w piątek rano zawieźć petycję do Gniezna, do kurii. Arcybiskup nie przyjął naszej delegacji z powodu choroby.

Morzewianie wrócili jednak do Gniezna w poniedziałek.

– Zapytaliśmy o powód i usłyszeliśmy nazwiska kilku osób, które proboszcz wymienił z ambony w sprawozdaniu z kolędy. W niczym im nie ubliżył. Powiedział tylko, że ma do nich jako do parafian zastrzeżenia. Te kilka osób zwróciło się jednak ze skargą do dziekana, a ten skierował sprawę do Kurii.. Po tamtej stronie jest garstka, a tutaj są setki ludzi – mówi mieszkaniec Morzewia. – W tym roku obchodzimy 100-lecie kościoła i 25-lecie kapłaństwa naszego proboszcza i na pewno go nie oddamy.

Przetrzymają zimę i wiosnę

Lista zasług ks. Kobylarza dla tej parafii jest długa. I dlatego mieszkańcy Morzewa uważają, że miejsce ks. Tadeusza jest przy nich. Sam kapłan zgodził się z decyzją Kurii i jest gotowy odejść. – Bardzo skrzywdził go rzecznik Kurii, który w telewizji powiedział, że jeżeli proboszcz nie odejdzie, to oni wyciągną wobec niego konsekwencje kanoniczne – mówi protestujący przed kościołem Mirosław Rajek. – On nie odejdzie, bo my go nie puścimy. Morzewo zapisało już niejedną kartę w historii. Umiemy stawiać opór. Przetrzymamy i zimę, i wiosnę.

Spod plebanii odesłali już samochody, które przyjechały po meble proboszcza. Odesłali też jego następcę.

Nie oddamy proboszcza

Rozmowa z Tadeuszem Kałuckim, przewodniczącym Komitetu Strajkowego.

Kiedy nastąpi koniec protestu?

– Jak nasze działania przyniosą efekt, czyli jak arcybiskup odwoła swój dekret o przeniesieniu proboszcza do innej parafii.

A jak nie odwoła?

– To dekret sam straci swoją ważność. Stanie się tak 25 marca, bo od tego dnia nasza miejscowość nie będzie już we władaniu biskupa z Gniezna a z Bydgoszczy.

Myślicie, że to coś zmieni?

– Mamy taką nadzieję. Do tej pory biskup z Gniezna nie chciał zrozumieć naszych argumentów. Naszego proboszcza zawieźliśmy do Kurii pod eskortą i tam rozmawiał ze swoim przełożonym. My dalej stoimy przy swoim. Nie oddamy go, bo bardzo go kochamy.

Ale przecież powinien słuchać on swoich zwierzchników?

– Na naszym transparencie jest napis: ,,W sporach z władzą lud ma zawsze rację.’’ Powiedział to Jan Paweł II. Z naszej wsi nigdy żaden biskup księdza nie przeniósł. Kapłani pełnili swą służbę aż do śmierci. I tak będzie i tym razem.

[2004.02.26] WP.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: