Zobacz co mam pod sutanną…

Szczególnie lubił młodych chłopców. Siadał z nimi na sofie przy kancelarii, albo prowadził na piętro do mieszkania. Przytulał, dotykał, całował…

Niedługo minie 12 lat od powstania parafii św. Wojciecha, która swoim zasięgiem objęła m.in. Radzikowo i Zieleniewo. Ksiądz Zbyszek został tu skierowany w wakacje. Miał za cel zorganizować nową parafię. Szybko zjednał sobie kolegów księży, został nawet wicedziekanem dekanatu kołobrzeskiego. Z najważniejszymi politykami w Kołobrzegu był na „ty”. Parafianie uważali go za fachowego managera, bo już w kilkanaście miesięcy postawił kaplicę i przymierzał się do budowy kościoła. Być może dlatego jego sekret tak długo skrywała blacha przycmentarnej kaplicy…

Rafał
Miał 16 lat. Na plebanię trafił w wakacje. To było 9 lat temu. – Miałem odebrać jakieś zaświadczenie dla chrzestnego czy jakoś tak. Tam się wchodziło tak od tyłu, gdzie dziś są garaże. Na parterze była kancelaria. Obok stała biała kanapa. Usiadłem. Ksiądz zszedł, ale zamiast do kancelarii zaprosił mnie do siebie. Powiedział, że właśnie wypisuje zaświadczenie i żebym przyszedł na górę. Wszedłem po tych schodach, nie było wysoko. Ksiądz był bardzo miły, z uśmiechem zaprosił mnie do środka. Fajnie miał tam urządzone mieszkanie. Usiadłem na kanapie. On za mną i nagle mnie przytulił. Tak mocno. Sprawiało mu to przyjemność, a ja nie wiedziałem co robić! To był szok! On po chwili puścił mnie i bez słowa komentarza dał mi tę kartkę. Nie wiedziałem co mam powiedzieć. Bąknąłem „niech będzie pochwalony” i poszedłem. Nie mówiłem o tym ani rodzicom, ani kolegom. Nikt by nie uwierzył.

Znali go wszyscy
Ksiądz Zbyszek to był swój chłop. Swoją parafię znał jak własną kieszeń. Po kolędzie chodził nawet w lutym. Przesiadywał u wiernych, wypytywał o wiele spraw. Był otwarty, brylował w mediach. Pokazywał się z politykami z miasta i z gminy. Zakolegował się ze znanymi przedsiębiorcami. W „Kulisach Kołobrzeskich” z 2000 roku ksiądz Zbigniew mówił tak: „Ludzie są sympatyczni, otwarci, życzliwi, uprzejmi. Zawsze znajdą czas na rozmowę, dzielą się swoimi radościami i troskami. Pomagamy sobie nawzajem. Poza tym w tak niewielkiej parafii nie ma anonimowości. Każdy się tutaj zna. Widać, że parafianie integrują się z księżmi i nie wstydzą się tego”. Chętnie odwiedzali go inni księża. Był znaną postacią w diecezji. Szybko awansował w hierarchii. Dzięki swoim kontaktom politycznym mógł zrobić więcej niż inni.

Piotrek
Było zimowe popołudnie. 13-latek przyszedł służyć do kaplicy na mszę świętą. – A my byliśmy bardzo zadowoleni, że ksiądz Zbigniew sprawuje opiekę nad dziećmi – będą sobie kilka lat później wypominali rodzice chłopaka. Przyszli ze swoją trudną sprawą po 2 latach od zdarzenia. Ich syn, jak twierdzą, był molestowany przez księdza. – Włożył mu rękę w slipy i zapytał, czy chce zobaczyć co ma pod sutanną – denerwuje się ojciec. Na informację o konieczności zgłoszenia sprawy prokuraturze, odmawia. Dorośli ludzie, którym skrzywdzono dziecko, uciekają w popłochu i wstydzie.

Zachowywał się jak biznesmen
– On wiedział co to pieniądz – mówi w rozmowie z naszym portalem jeden ze znanych przedsiębiorców. – Znał swoją wartość i zawsze wiedział czego chce. W Radzikowie nie brakuje ludzi zamożnych, prowadzących własne firmy. Miał tu przekrój całego Kołobrzegu. Korzystał z tych znajomości jak i kiedy chciał.
Inni pamiętają, że pod kaplicą parkowały luksusowe auta. Czasami zostawały na noc. – Kiedyś zapytałam księdza Zbigniewa, co to za ludzie – wspomina jedna z parafianek. – A to księża z roku, przyjechali w odwiedziny. On tak uspokajał, a człowiek nie miał powodu, żeby nie wierzyć. Gdyby to były kobiety. Ale to był taki dobry ksiądz. Tyle dobrego zrobił…

Grzegorz
Imię naszego rozmówcy trzeba zmienić. Nie zgadza się na podanie wieku ani żadnych szczegółów. Ma już rodzinę i nie chce być rozpoznanym. – To byłby wstyd na całe miasto – uzasadnia. Nie wierzy prokuraturze. – On był za mocny w tym mieście, nie ukrywał tego. Po co się narażać. Powinien gnić w pierdlu, ale nie wierzę w to.

Nasz rozmówca twierdzi, że o skłonnościach księdza Zbyszka około 2007 roku wiedziała cała parafia. – Plotki robią swoje. To małe osiedle, każdy się tu zna. Ludzie mówią, no nie? Szkoda, że ja tego wcześniej nie wiedziałem. Potrzebowałem trochę pieniędzy na wyjazd. Ktoś powiedział, że tam za pomoc u księdza można jakieś pieniądze dostać. Poszedłem. Zeskanował mnie całego. Zaprosił na górę. Na górze było dwoje drzwi. Kazał iść w lewo. Był cholernie miły. Pytał na co mi pieniądze. Siadłem na skórzanej kanapie. Zagadywał mnie o jakieś pierdoły. W pewnym momencie zbliżył się i mnie pocałował chwytając za genitalia. Odepchnąłem go. Byłem totalnie zaskoczony. Zachowywał się jak pedał! On się przestraszył. Najpierw chciał mi dać jakieś tam pieniądze. Potem zaczął mnie straszyć, że tu wszystkich zna i nikt mi nie uwierzy. Uciekłem. Popłakałem się. Byłem przestraszony, bo mógł coś tam wymyślić, a ja do świętych wówczas nie należałem. Nikt by mnie nie słuchał.

To była figura
Ksiądz Zbigniew został wyświęcony w 1989 roku. Miał ciekawych kolegów na roku, którzy o nim pamiętali. Na przykład ksiądz Edward Sienkiewicz, ówczesny redaktor naczelny dodatku „Gościa Niedzielnego” pisał o jego działalności regularnie na łamach prasy katolickiej. Wyjazdy z ministrantami, zimowiska, wakacje, wycieczki, turnieje piłki nożnej, spotkania i inne. – On wydawał się mieć prawdziwe powołanie – wspomina jeden z parafian. – Przekonał nas do siebie, oswoił, polubił nasze dzieci. Przypomniałem sobie, jak je przytulał. Był wysoki, a one małe, brał je twarzą do przyrodzenia. Jak o tym myślę to mi się robi niedobrze.

Czy nikt nie wiedział co działo się na zapleczu kaplicy św. Wojciecha w Kołobrzegu. Czy nikt nic nie widział, ani nie słyszał? – Mało prawdopodobne, aby niektóre zachowania księdza proboszcza uszły uwadze parafian czy księdza wikariusza – mówi jeden z księży, proszący o zachowanie pełnej anonimowości. – Powiem panu jedno: tam był wikariusz. Nazywał się Adam Sobczyk. Porządny ksiądz o wielkim powołaniu. Nie wierzę, żeby nic nikomu nie powiedział, a już na pewno przełożonym. Tego się już nie dowiemy, bo ten człowiek już nie jest księdzem. Odszedł razem z kobietą. To co tam się działo było chyba ponad jego siły. Niemożliwe, żeby na to nie zwrócili uwagi przełożeni.

Uwagi na zachowanie księdza Zbigniewa nie zwrócili również samorządowcy. – Ksiądz proboszcz nie ukrywał swojego poparcia w wyborach na prezydenta Kołobrzegu w 2006 roku dla Janusza Gromka – mówi jeden z polityków. – Gromek był jego parafianinem. Ksiądz namawiał ludzi do głosowania na tego kandydata, pozwalał po mszy rozdawać ulotki pod kościołem, witał go ostentacyjnie na mszy. Na Radzikowie ksiądz Zbyszek to była figura. Ale dziś nikt nie chce o tym pamiętać…

Marcin
Znany pod wieloma imionami. Zadebiutował jako bohater tekstu w „Faktach i Mitach”. Marcin K. Dwudziestokilkuletni mężczyzna. Jeszcze do niedawna kleryk służący do mszy w kołobrzeskiej bazylice. Do Wielkanocy, którą spędził już jak wszyscy – w ławce. Spotykamy się z nim, ale jest bardzo agresywny. Padają pytania, na które nie chce odpowiadać. Zdenerwowany grozi prokuratorem. Udzielał się już w wielu mediach. Oto jego opowieść z „Głosu Koszalińskiego”: „Zrobił mi to kilkanaście razy. (…) R. spotkał mnie przy grobie matki chrzestnej i zaproponował podwiezienie do domu. Zawiózł mnie na plebanię”. Na plebanii niejeden raz miało dochodzić do molestowania 13-letniego wówczas Marcina K.

Co na to Kuria?
Kuria Koszalińsko-Kołobrzeska sprawę zna co najmniej od 2006 roku. O problemie księdza Zbigniewa wiedział już biskup Kazimierz Nycz. Po zmianie ordynariusza i nadejściu biskupa Edwarda Dajaczka, księdzu Zbigniewowi R. podziękowano dopiero w 2008 roku. Z wyjaśnień Kurii wynika, że ksiądz Zbigniew został ukarany w związku z informacjami, że mieszka na plebanii z mężczyzną. Po udzieleniu mu kary suspensy, słuch po nim zaginął.

W sprawie księdza Zbigniewa nie wypowiada się rzecznik Kurii ksiądz Dariusz Jaślarz. Wypowiada się prawnik – Krzysztof Wyrwa. I jest ku temu powód. Otóż Marcin K. zażądał od Kurii 100 tysięcy złotych odszkodowania. – Swoje stanowisko Marcin K. przekazał zanim zgłosił sprawę kołobrzeskiej prokuraturze – mówi mecenas Krzysztof Wyrwa. – A to przecież prokuratura jest od tego, aby wyjaśnić czy ksiądz R. dopuścił się molestowania seksualnego. Tymczasem zachowanie Marcina K. to nic innego jak próba wyłudzenia pieniędzy – dodaje. Marcin K. nie ustosunkował się do stanowiska Kurii.

***
Sprawę bada obecnie kołobrzeska prokuratura. To organy ścigania ustalą, czy ksiądz Zbigniew R. dopuścił się molestowania seksualnego. Prokurator Rejonowy – Adam Kuc, apeluje do osób pokrzywdzonych, o zgłaszanie się do prokuratury. Do tej pory zgłosiło się 4 mężczyzn. Z rozmów z innymi pokrzywdzonymi wynika, że nie wszyscy są zainteresowani zobaczyć jeszcze raz, co ksiądz Zbigniew ma pod sutanną. Samemu księdzu grozi do 12 lat więzienia.

[2010.07.08] MiastoKolobrzeg.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: