FiM – Easy Rider skazany!

Były proboszcz i dyrektor katolickiego Radia VIA został skazany na 2,5 roku odsiadki za molestowanie dziecka.

O sprawie księdza pedofila Romana J. pisaliśmy już w 2010 roku („FiM” 19/2010). Wówczas to Prokuratura Rejonowa w Ropczycach (woj. podkarpackie) aresztowała go i – także na skutek naszych publikacji – postawiła mu zarzuty.

Przypomnijmy: oskarżenie dotyczyło molestowania trzech dziewczynek poniżej 15 roku życia i obcowania seksualnego z czwartą poniżej 18 roku życia (według prokuratury duchowny wykorzystał jej zaufanie, co jest karalne).

23 grudnia sąd skazał na 2,5 roku pozbawienia wolności duchownego za molestowanie jednej z nich. W przypadku trzech pozostałych uznano, że nie było molestowania, tylko naruszenie nietykalności osobistej (aż się boimy domyślać, co to mogło oznaczać). Nie mogą one dochodzić swoich praw także na drodze cywilnej, bo sprawa uległa przedawnieniu.

Sędzia Marcin Świerk w uzasadnieniu wyroku powiedział:
– W jednym przypadku doszło do molestowania, które polegało na tym, że ksiądz brał małoletnią dziewczynkę do łóżka, potem dotykał jej miejsc intymnych, całował, przytulał i wkładał członka w jej usta. Za ten czyn sąd wymierza karę 2,5 roku pozbawienia wolności, ksiądz dostaje także zakaz pracy jako nauczyciel przez 4 lata i 600 zł kosztów sądowych do uiszczenia.

Poza tym J. musi zapłacić 1440 zł odszkodowania.

Innymi słowy: wymuszanie seksu oralnego na dziecku nie jest gwałtem, tylko molestowaniem… Ciekawe, czy sędzia ma małoletnią córkę…

###

Precedensem jest bezwarunkowa odsiadka dla księdza. To wielki postęp. Ale skandaliczną decyzją sądu jest zaledwie czteroletni zakaz uczenia dzieci (sic!). To znaczy, że mężczyzna, który zmuszał 14-latkę do seksu oralnego, będzie mógł stosunkowo (to właściwe słowo…) niedługo po wyjściu z więzienia znów pracować w szkole! Rzeszowski sąd na razie nie odpowiedział nam, choć pytaliśmy, czy nie widzi ryzyka w kontynuowaniu pracy pedofila z dziećmi. Nakaz wypłaty odszkodowania w wysokości niespełna półtora tysiąca złotych również jest skandaliczny, ponieważ wcześniej kaucja za zwolnienie duchownego z aresztu śledczego wynosiła 20 tysięcy i oskarżony bez najmniejszego problemu ją zapłacił, więc to odszkodowanie to dla niego grosze.

Oskarżycielem Romana J. była prokuratura, która żądała 4 lat bezwzględnego pozbawienia wolności, natomiast obrońca księdza – mec. Aleksander Bentkowski – wnosił o uniewinnienie. Po usłyszeniu wyroku obie strony zapowiadają apelację. Bentkowski powiedział wprost, że „wyrok jest za wysoki”.

Według naszych źródeł rezultat apelacji prokuratury może jeszcze bardziej pogrążyć Romana J., ponieważ w jego sprawie już niedługo mogą się pojawić nowe dowody. Przypomnijmy, że do molestowania miało dojść między rokiem 2003 a 2008. Roman J. uczył swoje ofiary religii, przez co miał możliwość wyjeżdżania z nimi na wycieczki. Zabierał je m.in. do Krakowa, Krynicy czy pobliskiego Rzeszowa. To właśnie na tych wyjazdach dochodziło do spędzania nocy w jednym łóżku, dotykania miejsc intymnych i seksualnych pieszczot. Pedofil z zimną krwią miał wykorzystywać zapatrzone w siebie ofiary. Nastolatki, podobnie jak znakomita większość mieszkańców wsi, gdzie J. był proboszczem, były zauroczone charyzmą przystojnego i dowcipnego księdza. Skazany znany był m.in. ze swojej miłości do motorów; organizował nawet międzynarodowe zloty motocyklistów, na które przyjeżdżały tysiące osób. Ludzie go uwielbiali, więc aresztowanie ich idola i zarzuty molestowania dzieci były dla nich szokujące. Mieszkańcy wsi twierdzili, że poszkodowane dziewczynki kłamią i chcą wyłudzić odszkodowanie. Zaraz po zatrzymaniu duchownego 700 jego parafian podpisało się pod listem do prokuratury, w którym żądali uwolnienia ich religijnego guru. Nawet wówczas, kiedy J. przyznał się do części zarzutów, obrońcy twierdzili, że to niemożliwe, a jeśli nawet, to z pewnością został zmuszony do kłamania. Nie obyło się też bez gróźb wobec ofiar zboczeńca. Dziewczynki były nakłanianie do odwołania zeznań. Straszono je, że jeśli nadal będą oskarżać księdza Romana, to „lepiej, żeby się w Małej nie pokazywały”. Na szczęście poszkodowane nie uległy presji, a kiedy prokuratura zainteresowała się doniesieniami o fizycznych groźbach wobec nich, katoliccy obrońcy natychmiast zamilkli.

Waga zarzutów i zbulwersowanie opinii publicznej były tak ogromne, że sprawę Romana J. postanowiono przenieść z prokuratury rejonowej w Ropczycach do centrali wojewódzkiej w Rzeszowie. Informowaliśmy w „FiM”, że w toku śledztwa przesłuchano kilkadziesiąt osób. Dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie jego ofiar jest znacznie więcej, ale ze strachu przez linczem ze strony wiejskiej społeczności nikt poza czterema dziewczynkami nie chciał się do tego przyznać. Pracownik rzeszowskiej prokuratury, zastrzegając sobie anonimowość, przyznaje dziennikarzowi „FiM”, że aktualne skazanie duchownego z Małej to nie koniec całej sprawy.
– W tej chwili zgłoszenia kolejnych ofiar księdza to tylko kwestia czasu. Mimo wcześniejszych deklaracji mieszkańców wsi o jego niewinności dziś wiemy już, że rodzice innych dziewczynek planują powiadomić policję i prokuraturę, że ich dzieci również mogły być przez skazanego molestowane.

Urzędnicy i funkcjonariusze nie chcą się ujawniać i wolą pozostawać anonimowi, ponieważ w Rzeszowie powstało (o czym już pisaliśmy) Chrześcijańskie Stowarzyszenie Troski o Media „Świadectwo”. A powstało po to, żeby… bronić księdza Romana J. i innych duchownych podejrzanych o molestowanie dzieci. Jego szef, Jacek Kotula, na zwołanej pospiesznie konferencji prasowej mówił: „Nie może być tak, że ksiądz pogłaska dziecko i od razu nazywa się go zboczeńcem i pedofilem, a potem okazuje się, że jest niewinny. Chcemy, by prokurator generalny zrobił z tym porządek”. Sam Roman J. deklaracji Kotuli nauczył się chyba na pamięć, ponieważ na jednej z rozpraw, dotykając ramienia dziennikarki TVP, powiedział: „Gdybym tak panią dotknął, to też by pani uznała, że to molestowanie?”.

Udowadnialiśmy na łamach „FiM”, że skłonności proboszcza z Małej były powszechnie znane. Nasz informator z rzeszowskiej prokuratury mówił wprost: „Jego ukierunkowanie na dziewczynki w wieku 11–13 lat było znane od dawna. Nie oszukujmy się, o tym wszyscy wiedzieli – i w kurii, i w Radiu VIA, i wśród jego »easy riderów«. Żartowano, że Romek, który w świecie tomofanów miał pseudonim »Wuj«, łapie się za wszystko, co ma 36,6 st. C i nie ucieka na drzewo. Raz nawet nieźle dostał po mordzie od jednego rajdowca, gdy ten zastał go w swoim namiocie ze swoją dziewczyną. W jakiej sytuacji zastał, nie muszę chyba mówić (…). Biskup Górny miał gościa serdecznie dość. Zwłaszcza że robił się z niego coraz większy bufon, a smrodek narastał. Biskup dowiedział się, że Roman J. dużo wcześniej, jeszcze gdy był zwykłym wikarym na parafii w Sędziszowie, miał skłonności do małych dziewczynek. Zesłanie zboczka na parafię dechami zabitą, czyli do Małej, miało go nauczyć rozumu”.

Niestety, przeniesienie na inną parafię – jak wiemy – księdza niczego nie nauczyło, a może nawet skłoniło do śmielszych działań, ponieważ zapatrzone w Kościół wiejskie środowisko skłonne było przemilczeć wszystkie występki swojego proboszcza. Na szczęście atmosfera społeczna wciąż się zmienia i księża nawet na Podkarpaciu przestają być bezkarni.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 1(618)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: