FiM – Katometody

Tam, gdzie trudno sobie poradzić siłą argumentów, zawsze pozostaje argumenty siły.

Czternastoletni Dawid jest uczniem gimnazjum w Parzęczewie. Uczy się dobrze i ma dobrą opinię. Młody, niespełna 30-letni ksiądz Paweł Błaszczyk jest w parzęczewskiej parafii Wniebowzięcia NMP wikariuszem. Przy okazji uczy religii w gimnazjum. Wydawać by się mogło, że podejście do młodzieży ma iście kumpelskie, o czym może świadczyć choćby zdjęcie zrobione w klasie podczas jednej z lekcji. „Kard. Błaszczyk na papieża” – brzmi agitacyjne hasło wypisane na tablicy (patrz zdjęcie), przy której siedzi duszpasterz. Pod nim oczywiście podpisy poparcia. Ale to w godzinach pracy. Bo po godzinach ksiądz Paweł poważnieje…

Pewnego styczniowego dnia Dawid wracał ze szkoły w towarzystwie dwóch kolegów. O czym rozmawiali, już dziś nie pamięta. Przyznaje, że używali łaciny. Niestety, podwórkowej: – Ty pało! – miał powiedzieć jeden z chłopaków. – Ty ch..u! – odpowiedział Dawid.

Z tego niewyszukanego dialogu, który choć niegodny pochwały, to jednak u nastolatków jest spotykany równie często jak młodzieńczy trądzik, nic by zapewne nie wynikło, gdyby nie fakt, że tuż przed chłopcami na plebanię podążał ksiądz katecheta Błaszczyk. Ten uznał się za adresata niecenzuralnych słów i tak ruszyło koło. Przyznać trzeba – błędne.

Tego samego dnia wikary przyjechał do domu Dawida. Chciał rozmawiać z rodzicami, ale tych nie było. – Ja późno wracam z pracy, mąż jest kierowcą, bywa w domu co kilka dni – wyjaśnia mama chłopca. Trzy dni później, kiedy mąż wrócił z trasy, udali się na plebanię.
– Chcieliśmy porozmawiać między innymi z proboszczem, ale ksiądz nas do środka nie wpuścił – wspominają. A przyszli porozmawiać nie tylko o incydencie z ulicy, ale także o tym, że księża ingerują w ich życie, bo przy okazji kolędy wtajemniczają ludzi w ich, to znaczy rodziców Dawida, osobiste sprawy.

Ksiądz Paweł rozmawiać nie chciał, bo – jak się wkrótce okazało – już następnego dnia o domniemanym na siebie ataku werbalnym zameldował… lokalnej policji.

Policja przesłuchała Dawida i jednego z jego kolegów, sprawa trafiła do prokuratury, a stamtąd – do sądu rodzinnego. W postanowieniu o rozpoznaniu sprawy w postępowaniu opiekuńczo-wychowawczym wydanym przez Wydział III Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego w Zgierzu czytamy m.in., że chłopcy „znieważyli słowami wulgarnymi i obelżywymi ks. Pawła Błaszczyka w związku z pełnieniem przez niego obowiązków służbowych nauczyciela religii w gimnazjum w Parzęczewie, przy czym czynu tego dopuścili się bez powodu, rażąco lekceważąc porządek prawny”. W połowie marca byli więc przesłuchiwani na okoliczność przestępstwa popełnionego z art. 226 par. 1 kk (znieważenie funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych).

Historia zagościła nawet na łamach katolickiej „Niedzieli”. Tu ksiądz redaktor Waldemar Kulbat z troską pochyla się nad problemami duchowymi w parzęczewskiej parafii. Rodziców Dawida najbardziej zabolała nie tylko insynuacja, jakoby ich syn był członkiem satanistycznej sekty, ale także mijająca się z prawdą relacja z przebiegu wydarzeń: „Ksiądz Paweł, który usiłował najpierw skontaktować się z rodzicami chłopców, uważa, że należy reagować na zło, wyraża żal, że ani chłopcy, ani rodzice nie zdobyli się na słowa przeproszenia, wprost przeciwnie, ojciec jednego z chłopców urządził późnym wieczorem przed plebanią awanturę z groźbami i wyzwiskami”– pisze katolicki redaktor.
– Nie zrobiłem awantury, tylko poszedłem mu zwrócić uwagę, żeby podczas kolędy nie obgadywał mojej rodziny po ludziach. Do księdza chodziłem trzy razy. Ani razu nie zostałem wpuszczony. A przecież ksiądz powinien spełniać raczej funkcję mediatora i razem z rodzicami rozwiązać problem, jeżeliby już zachodziła taka konieczność – twierdzi ojciec chłopca.

Co na to młody ksiądz Błaszczyk? Mówi, że musiał zareagować na zło.

###

Ala uczy się w drugiej klasie jednej z bydgoskich katolickich szkół podstawowych i przygotowuje się do pierwszej komunii. Może tylko w nieco inny niż rówieśnicy sposób dowiedziała się przy tej okazji, że w życiu nie ma nic za darmo. Nawet sakramentów. Bo ksiądz, który wprowadza Alę w tajniki wiary katolickiej, ma niecodzienne metody. I tak podczas mszy, na której miało nastąpić poświęcenie medalików, duchowny, nazywając dzieci grupą małych skazańców, wyczytywał nazwiska tych, którzy czegoś zaniechali.

Chodziło o „przestępstwa” różnej rangi. Ala na tej czarnej liście się nie znalazła tylko dlatego, że – jak się wkrótce okazało – ksiądz w ogóle ją wykreślił. Dlaczego?
– Ksiądz skreślił moją córkę z listy dzieci przygotowujących się do komunii, ponieważ nie wpłaciła pieniędzy na pamiątkę. O konieczności wpłaty informował podczas ogłoszeń parafialnych – mówi Paulina, mama Ali. Sprawę poszła wyjaśnić, bo tak się akurat składa, że wraz z mężem w weekendy pracują. Dziewczynka jest wtedy u babci, która do kościoła sumiennie ją prowadza, tyle że akurat nie do tego, w którym ksiądz ogłaszał zbiórkę pieniędzy.

Była naprawdę zaskoczona, gdy w odpowiedzi usłyszała, że jako prawny opiekun dziecka powinna dopilnować, aby na mszę chodziło pod właściwy adres. – Dla mnie to sytuacja niedopuszczalna. Ksiądz nie ma w ogóle pojęcia, jak obcować z dziećmi. Dzwoniłam do proboszcza, ale powiedział, że ksiądz już taki jest. A moja córka jest zniechęcona i nie rozumie sytuacji. Ciągle mi tłumaczy, że przecież na religii ksiądz nic nie mówił – irytuje się pani Paulina.

Po kilku twardych rozmowach, jakie przeprowadziła z księdzem, córka do komunii jednak przystąpi. Radości z tego wydarzenia nikt jej jednak nie przywróci.

[2011] FaktyiMity.pl Nr 14(579)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: