FiM – Misja specjalna – pedofil na export

Delegat kardynała Dziwisza był dyrektorem, strażnikiem i kapelanem prywatnego więzienia, gdzie gwałcił skute kajdankami dzieci.

W piątek 21 maja 2010 roku w Rio de Janeiro policja aresztowała ściganego listem gończym 44-letniego księdza Marcina S. z archidiecezji krakowskiej, który z błogosławieństwem kard. Stanisława Dziwisza przebywał od pewnego czasu w Brazylii jako misjonarz. Cóż takiego zmalował ks. Marcin, że aż musieli
wysłać za nim list gończy, przez co zdobył sobie w tym największym liczebnie katolickim kraju świata sławę o wiele większą niż sam papież i dzisiaj nawet analfabeci bezbłędnie kojarzą Polskę z „padre Martinho”?

Okazuje się, że z polskiej perspektywy ta jego sława jest całkiem niezasłużona, bowiem na ojczystej ziemi byłby zaledwie jednym z dziesiątków świątobliwych pedofilów… Tyle że on wyróżniałby się akcesoriami wykorzystywanymi podczas gwałtów na dzieciach i tym, że przygotował sobie specjalne pomieszczenie, gdzie mógł zabawiać się w spokoju…
– Polski ksiądz uczynił z plebanii erotyczne więzienie. Zwabiał tam młodych chłopców, skuwał ich kajdankami i zmuszał do orgii. Seksu oralnego oraz analnego. Mamy ponadto bardzo dużo dowodów w postaci pornografii dziecięcej rozsyłanej przez księdza za pośrednictwem internetu – ujawnił brazylijskim mediom sędzia śledczy Alexandre Abrahao Dias Teixeira.

Sprawki ks. Marcina ujrzały światło dzienne dzięki zeznaniom byłego ministranta, dziś 16-letniego, który w 2006 r. zrezygnował z działalności w parafii, ale w marcu 2007 r. – po gorących namowach zauroczonego jego wdziękami duchownego – wrócił i przykuty kajdankami do łóżka po raz pierwszy zaznał prawdziwie polskiej „gościnności”. Gdy chłopiec nie przyjął zapłaty za milczenie, wielebny zaczął go szantażować rozpowszechnieniem w parafii plotki, że ministrant jest męską prostytutką, a później groził mu śmiercią („Już wiem, jakie kwiaty położę na twoim grobie” – cytował fragment zeznań sędzia Abrahao). W 2007 r. sprawa przyschła, bo ks. Marcin nagle zniknął z Rio.
– Schronił się w Portugalii, gdzie za wstawiennictwem samego kardynała i dzięki łaskawości biskupa Antónia Marty, ordynariusza diecezji Leiria-Fátima, objął z dniem 13 lipca 2007 r. funkcję kapelana… słynnego sanktuarium w Fatimie. Docierały stamtąd słuchy, że zachowania Marcina grożą skandalem obyczajowym, więc już po roku odesłano go z powrotem do Brazylii. Niestety, znowu zachciało mu się dzieci i w końcu stało się to, co prędzej czy później musiało… – wzdycha seminaryjny kolega misjonarza.

A jak kościelni przełożeni urządzili ks. Marcina po jego powrocie z Portugalii?
– Mattoso był już biskupem, więc zaopiekował się banitą i załatwił mu w Rio całkiem porządną parafię św. Franciszka z Asyżu. Spłacił w ten sposób Dziwiszowi swój dług wdzięczności, bo uzyskał nominację dwa miesiące przed śmiercią Jana Pawła II, kiedy papież był już w takim stanie, że nie wiedział, co Stasiu podsuwa mu do podpisu – ocenia nasz informator, zbliżony do krakowskiej kurii metropolitalnej.

###

Cofnijmy się teraz do początków kościelnej kariery pedofila.

Ks. S. pochodzi z Zakopanego. Po ukończeniu Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej w maju 1991 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego metropolity kard. Franciszka Macharskiego. Jego pierwszą placówką duszpasterską była parafia św. Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Skawinie, gdzie m.in. uczył religii w miejscowej Szkole Podstawowej nr 3 oraz sprawował funkcję kapelana Wspólnoty Wiara i Światło „Kruszynki”, grupującej dzieci umysłowo upośledzone.
– Kuria zabrała go od nas krótko po tym, jak pojawiły się pogłoski, że molestował seksualnie chłopca z „Kruszynek”. Aferę wyciszono, a księdza ewakuowano na Ukrainę – mówi nauczycielka ze Skawiny.

W latach 1993–1994 pracował jako wikariusz parafii Ostróg i Zdołbunów nieopodal Równego (zachodnia część Ukrainy), a później objął probostwo w Złotym Potoku, Koropcu i Porochowej (okolice Buczacza na Podolu). „Kleryk seminarium, przyszły ksiądz Marcin już w seminarium propagował idee misji, współtworząc koło misyjne, wydając gazetkę. Wtedy marzył mu się Związek Radziecki – ogromne przestrzenie  zarówno geograficznie, jak i duchowo (…). Jego pasja to praca z młodzieżą. Przy parafiach, gdzie pojawia się ksiądz Marcin, powstają młodzieżowe zespoły, rodzą się przyjaźnie. Ksiądz Marcin szczególnie ciepło propaguje sztukę teatralną, i to kolejny wątek łączący osobę naszego bohatera z Janem Pawłem II”– wspomina jeden z fanów ks. Marcina.

Z nieznanych nam powodów opuścił Ukrainę, a wkrótce został wyekspediowany do Brazylii. Dlaczego akurat tam? Podobno dlatego, że w Brazylii w tempie zatrważającym zaczęło już ubywać wiernych (według danych kościelnych z 1991 r., katolicy stanowili 83,7 proc. mieszkańców tego kraju, natomiast ostatnie
badania przeprowadzone w 2005 roku dały wynik 67 proc.), a Polska ma, jak wiadomo, najwybitniejszych specjalistów od nawracania ludzi na jedynie słuszną religię. Tak brzmi wersja oficjalna. Są inne.
– W kurii słyszałem, że wszystkim najbardziej zależało na tym, żeby Marcin nie pokazywał się w Polsce, a z Ukrainy miał za blisko… – twierdzi krakowski duchowny.

Papiery specjalnego delegata z ojczyzny JPII sprawiły, że „padre Martinho” nie wylądował w dżungli, lecz po krótkim stażu pod okiem ks. Edneya Gouvea Mattosy (późniejszego biskupa) został proboszczem niemałej parafii św. Judy Tadeusza na przedmieściach Rio. Co działo się dalej, wiemy z ust sędziego Abrahao i newsów obficie serwowanych przez brazylijskie media.
– Z drobnym wyjątkiem, bo wszystkie gazety uparcie powtarzają tę samą nieprawdziwą informację, że ksiądz S. urządzał w 2007 r. orgie, będąc proboszczem parafii Ducha Świętego w Realengo na wschodnich przedmieściach Rio. W rzeczywistości nie miał z tą parafią nic wspólnego. Pomyłka wynika z faktu, że na jej terytorium grasował, wykorzystując opuszczoną plebanię. W pomieszczeniach na drugim piętrze wymościł sobie gniazdko, w którym przetrzymywał i gwałcił zwabione podstępem lub pieniędzmi dzieci – wyjaśnia Agnieszka, Polka pracująca w Rio de Janeiro.

###

„Pragnę bardzo serdecznie podziękować Księdzu Kazimierzowi i wszystkim Młodym Przyjaciołom, którzy podjęli się tak ważnego zadania, jakim jest modlitwa za misje i za misjonarzy. Czuję się szczególnie zaszczycony i wzruszony tym,  że i moja posługa w Rio de Janeiro znalazła się wśród Waszych intencji. Przypomina mi to fakt, iż Święta Tereska od Dzieciątka Jezus jest Patronką misji, mimo że nigdy na misję nie pojechała. Rozumiała jednak, że bez modlitewnego wsparcia staje się niemożliwa jakakolwiek działalność Kościoła, szczególnie ewangelizacja” – czytamy w liście ks. Marcina do dzieci z klasy II A gimnazjum w Ludźmierzu, które za namową jego kolegi kursowego – ks. Kazimierza Klimczaka (obecnie wikariusz miejscowej parafii Wniebowzięcia NMP i nauczyciel religii w gimnazjum) zainicjowały „modlitwę wstawienniczą w ramach żywego różańca” za pomyślność księdza pedofila, gdy grunt zaczął mu
się palić pod stopami.

„Insynuacje o ukrywaniu czy tuszowaniu przez Waszą Świątobliwość bolesnych przypadków nadużyć duchowieństwa traktujemy ja-ko bezpodstawny atak na osobę i godność Następcy św. Piotra. Jesteśmy przekonani, że Kościół jest dziś tak silnie atakowany, gdyż w epoce relatywizmu ma odwagę zło nazywać po imieniu”– zapewnił papieża Benedykta XVI ks. Marcin, składając w kwietniu 2010 roku swój podpis pod zbiorowym listem opracowanym przez polską Katolicką Agencję Informacyjną.

Na kilka godzin przed aresztowaniem ks. S. archidiecezja Rio de Janeiro wydała specjalny komunikat, wyrażając „żal i ubolewanie wobec wszystkich ewentualnych ofiar” pedofila z Pol-ski. „Został zawieszony w sprawo-waniu funkcji proboszcza natychmiast po wydaniu listu gończego” – podkreślił Adionel Carlos da Cunha, rzecznik prasowy metropolity abp. Orani Joao Tempesty.

Kardynałowie Dziwisz i Macharski milczą…

[2010] FaktyiMity.pl Nr 22(534)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: