FiM – Reketierzy

Wymuszanie haraczu za możliwość wykonywania pracy nie jest wąską specjalnością alfonsów sprawujących „opiekę” nad prostytutkami. Tą metodą posługują się również biskupi…

Księża zatrudnieni na etatach w instytucjach finansowanych ze środków publicznych (szkoły, szpitale itp.) muszą odpalać swoim szefom comiesięczną „działkę”. Jej wysokość zależy od decyzji danego ordynariusza. Niektórzy zadowalają się 10 proc. pensji podwładnych, inni żądają nawet 20 proc. Są to w sumie bardzo duże pieniądze, bo tylko z katechetów biskupi wyciągają prawie 40 mln zł rocznie(wśród 32 tys. nauczycieli religii jest 12,5 tys. zawodowych duchownych otrzymujących średnio „na rękę” ok. 2500 zł). Ściślej rzecz ujmując, wyciągają je z naszych – podatników – portfeli.

Ordynariusz diecezji łowickiej bp Andrzej Dziuba jest jednym z liderów kościelnego reketu.
– U nas obowiązuje 20 proc., więc księża z uboższych parafii robią już bokami, natomiast ci najbardziej zdesperowani po prostu przestali płacić. Kuria jednak nie odpuszcza. Wszystkie zaległości są starannie księgowane, a dłużnicy regularnie nękani wezwaniami do zapłaty kwoty głównej wraz z lawinowo rosnącymi odsetkami. W moim przypadku jest to odpowiednik półrocznych zarobków, ale niektórzy koledzy mają już na szyi pętlę w postaci kilkunastu tysięcy złotych, z czego więcej niż połowę stanowi kara za zwłokę – mówi wikariusz jednej z podłowickich parafii, demonstrując monity (niestety, nie możemy ich opublikować, żeby nie ujawnić źródła przecieku) z żądaniami zapłaty za etat w pewnej instytucji publicznej.

Co ciekawe, każde ponaglenie jest świstkiem papieru (wydruk komputerowy) bez żadnego podpisu lub choćby parafki, a firmowa pieczątka kurii znajduje się tylko na kopercie. Powód?
– Mają świadomość bezprawności i nie chcą zostawiać śladów – tłumaczy duchowny.

Księża płaczą i płacą z obawy, że w razie otwartego sprzeciwu wylądują na jakimś głębokim zadupiu lub na etacie katechety w szkole specjalnej dla młodocianych przestępców. A co czeka opornych?
– Komornika nie przyślą, a na egzekutora z bejsbolem biskup chyba jednak się nie zdecyduje. Grozi mi tylko blokada awansów. Chociaż… kto wie, czy nie dojdzie do wniosku, żeby właśnie tych najbardziej zadłużonych czynić proboszczami, bo wtedy będą mieli z czego oddać – śmieje się nasz rozmówca.

Mimo problemów ze ściągalnością diecezjalna centrala nie cierpi na brak gotówki.
–Wzięli się nawet za nielegalną działalność parabankową. Wodzą proboszczów na pokuszenie, rozsyłając po parafiach ofertę zaciągnięcia w kurii kredytu. Odsetki są zbliżone do bankowych, ale negocjowane indywidualnie. Usługa jest dosyć atrakcyjna, bo gdybym pożyczył od osoby prywatnej, musiałbym uiścić w urzędzie skarbowym podatek. W porównaniu z bankiem odpadają zaś opłaty manipulacyjne. Obawiam się jednak, że chodzi tu bardziej o wyciągnięcie informacji o prywatnym majątku do zabezpieczenia kredytu – mówi zaprzyjaźniony z „FiM” administrator parafii w S. Poprosiliśmy o skomentowanie tych zjawisk rzecznika prasowego diecezji ks. Piotra Karpińskiego i kanclerza ks. Stanisława Plichtę. Obaj nabrali wody w usta…

###

Biskup Dziuba nie jest oczywiście żadnym ewenementem, bowiem równie zbójeckimi metodami posługują się jego koledzy z Episkopatu. Oto przykłady:
# „Mając na uwadze przypadki wyzbywania się przez parafie, z różnych powodów, majątku parafialnego (…), niniejszym zobowiązuję księży proboszczów do wpłaty w kasie Kurii Diecezjalnej 15 proc. wynegocjowanej sumy sprzedaży” – zarządził biskup płocki Piotr Libera, powołując się w uzasadnieniu „na podobną praktykę istniejącą w wielu polskich diecezjach”. Nie wyjaśnił, jak to się ma do oficjalnej wersji, że majątek parafii jest ponoć własnością wiernych. Zresztą te 15 proc. to właściwie przejaw łaskawości, bo „FiM” pisały wielokrotnie o zaborze przez kurię całego mienia sprzedanego przez parafię (czyt. proboszcza). Z innego wydanego przez Liberę dekretu dowiadujemy się, że „kapłani diecezji płockiej pracujący poza granicami kraju zobowiązani są wspierać materialnie potrzeby swojej macierzystej diecezji w sposób określony przez Biskupa Płockiego”, a księża pragnący pozostać na stałe za granicą lub przenieść się do innej diecezji „zobowiązani są do przekazania jednorazowo określonej kwoty pieniężnej na cele diecezjalne”. Wysokość haraczu za uwolnienie się od Libery negocjowana jest indywidualnie;
# „(…) otrzymałem informację, że mimo monitów zalega Ksiądz z miesięcznymi wpłatami 10 proc. od wynagrodzenia za nauczanie w szkole…” – czytamy w pierwszych słowach pisma rozesłanego przez biskupa koszalińsko-kołobrzeskiego Edwarda Dajczaka do kilkudziesięciu „dłużników”. Ten chociaż nie nalicza karnych odsetek…

[2011] FaktyiMity.pl Nr 30(595)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: