FiM – Duśpasterze

Domagamy się kategorycznie usunięcia proboszcza parafii Duszniki. Kościół ukazuje się w złym świetle, jeżeli jego sługa wokół sieje tyle zła –napisali wierni do biskupa.

Duszniki (woj. wielkopolskie) to parafia licząca około 3 tys. wiernych. Od stycznia tego roku nie ma tu w zasadzie innego tematu jak walka o odwołanie proboszcza. Słychać o tym wszędzie – na poczcie, w sklepie, w urzędach… I nic dziwnego – gniew narastał przez 16 lat, bo tyle czasu urzęduje tu jednoosobowo ksiądz Sergiusz Borszczow (na zdjęciu). Niemal wszyscy mieszkańcy są zgodni, że to najgorsze lata w historii parafii, a posługa ks. Sergiusza bardziej przypomina dyktaturę niż służbę Bogu.
A to dlatego, że:
# ludzie są przez proboszcza dzieleni na lepszych i gorszych w zależności od zawartości portfela;
# ksiądz utrudnia załatwienie najprostszych formalności, odmawia chrztu, komunii czy bierzmowania;
# wizyty w biurze parafialnym bardzo często kończą się upokorzeniem, poniżeniem.

Mieszkańców najbardziej bulwersuje sposób, w jaki ksiądz udziela ostatniej posługi. – Wcielił się w rolę Boga i dokonuje Sądu Ostatecznego, w wyniku którego większość zmarłych nie jest godna, aby dostąpić zaszczytu pogrzebu katolickiego – twierdzą oburzeni i wyliczają jeszcze inne zachowania księdza:
# odmawia odprawienia mszy pogrzebowej, a nawet wydania nagłośnienia podczas ceremonii na cmentarzu;
# robi wszystko, by utrudnić załatwienie formalności, wymaga dodatkowych zaświadczeń o przystąpieniu do sakramentów przed śmiercią (a po dostarczeniu takich dokumentów kwestionuje autentyczność dokumentu), udowadnia, że zmarły nie był „godnym katolikiem”.

Chociaż większość parafian – zdaniem proboszcza – nie zasługuje na katolicki pogrzeb, to cennik za jego usługi jest bardzo wygórowany (nawet do 2 tys. zł) i w tym przypadku nie ma znaczenia, czy pogrzeb odprawia „godnemu katolikowi”, czy „niegodnemu grzesznikowi”.

Pogrzeb Kazimierza Kobierskiego, jednego z niezwykle lubianych mieszkańców miasteczka, to był moment, w którym ludzie powiedzieli: dość. – Wszystkim pomógł, od nikogo się nie odwrócił. Taki to był człowiek. Nic dziwnego, że na pogrzebie było chyba 300 osób – mówi jedna z mieszkanek Dusznik.

Ten pogrzeb wszystkim zapadł w pamięć także z innego powodu. Ksiądz najpierw nie przyszedł do kaplicy, w której była trumna, a później, kiedy przez obecnych został do tego zmuszony, na każdym kroku demonstrował swoje niezadowolenie. Miał powód: rodzina Kobierskiego, choć bardzo religijna, od lat była z nim w konflikcie. W błyskawicznym tempie udało się zebrać pół tysiąca podpisów pod petycją do kurii (ludzie twierdzą, że przeciwnych proboszczowi jest nawet 90 proc. parafian, ale nie wszyscy mają odwagę stanąć z otwartą przyłbicą). Z tym dokumentem, suto okraszanym historiami parafian opowiadających o swoich z proboszczem przykrych doświadczeniach, trzyosobowa delegacja udała się do biskupa.

W kurii najpierw nikt do nich nie wychodził. W końcu, gdy zapowiedzieli, że nie ruszą się z miejsca, dopóki nie zobaczą choć cienia purpury, audiencji udzielił im biskup Zdzisław Fortuniak. Posłuchał, pokiwał głową, wziął papiery. „Ponieważ mamy dosyć wieloletniej tyranii, domagamy się natychmiastowego usunięcia proboszcza Sergiusza Barszczowa z zajmowanej funkcji. Brak reakcji ze strony wyższych władz Kościoła i szybkiego rozwiązania konfliktu narastającego od lat w naszej parafii może mieć tragiczny finał. Nie spoczniemy, dopóki ksiądz Sergiusz Borszczow nie odejdzie”– napisali wierni.

Po dwóch tygodniach kuria odpowiedziała, że sprawa księdza trafi do Metropolitarnego Sądu Duchownego. Ten ma rozpoznać sytuację. Minął miesiąc. Kuria milczy.

Obecnie w Dusznikach rozpętało się prawdziwe piekło. – Ksiądz z ambony straszy ludzi sądem, wykrzykuje, że jego owieczki opętał szatan, wszystkie zarzuty są nieprawdziwe, podpisy sfałszowane, a jego przeciwnicy to kryminaliści itp. Powołuje się na znajomości w kurii i twierdzi, że dobrowolnie nie zamierza opuścić parafii – mówi jedna z inicjatorek protestu. Nastrojów nie uspokoiło także i to, że ksiądz proboszcz dostał od swoich szefów nie tylko kopię treści petycji parafian, ale i pełną listę nazwisk osób pod nią podpisanych. Ludzie są oburzeni takim działaniem kurii. Zdarza się tak, że proboszcz podchodzi do delikwenta na ulicy i pyta w oczy, jak śmiał przeciwko niemu wystąpić.
– To nie chodzi tylko o ceny usług oraz mieszkającą z nim na plebanii organistkę. Ksiądz jest arogancki. Traktuje ludzi jak podgatunek. Ma wąską, ale ekskluzywną grupę zwolenników, głównie tych, którzy w tej jedności mają swój własny interes – mówi eksparafianin Borszczowa.

Ławki w dusznickiej parafii świecą pustkami. Kiedyś było inaczej, co starsi mieszkańcy wspominają z rozrzewnieniem.
– Z proboszczem próbowaliśmy rozmawiać, ale nie przyjął zaproszenia. Na samym początku zapowiedział, że rozmawiać może, ale z każdym z osobna na plebanii. Osoba, która miała odwagę najwięcej mówić na temat księdza proboszcza, została powiadomiona przez kancelarię prawną, że jeśli swoich słów nie odwoła, sprawa zostanie skierowana do sądu. Ludzie cały czas czekają i mają nadzieję, że kuria lada dzień księdza zabierze – mówi jedna z „buntowniczek”.

O komentarz poprosiliśmy też ks. Borszczowa. – Ci, którzy popełnili oszczerstwo pomówienia, staną przed sądem. Dalszych informacji nie udzielam, a szczególnie „Faktom i Mitom” – odpowiedział.

Czasy, kiedy księdza całowało się po rękach i patrzyło w niego jak w święty obrazek, minęły. Raczej bezpowrotnie. Współczesne owieczki przestają znosić upokorzenie w milczeniu. Przypomnijmy tylko najgłośniejsze bunty ostatnich lat:
# Szelków (diec. łomżyńska). Parafianie przez całą dobę koczowali pod kościołem, by nie wpuścić na jego teren nowego proboszcza. Trwało to kilka miesięcy. Buntowali się w ten sposób przeciwko decyzji kurii, która zdecydowała o tym, że ks. Marek Rogowski, ówczesny proboszcz, zostanie odesłany na posługę do domu księży emerytów. Jak twierdzili parafianie – to miała być kara za to, że do kurii nie dawał ile trzeba, a zamiast tego inwestował w kościół. Podobał się komunistom, ateistom i wierzącym – opowiadali „FiM” mieszkańcy Szelkowa. No ale nie podobał się biskupowi Stefankowi. Nie pomogło półtora tysiąca podpisów ani listy pełne żalu, zwątpienia i goryczy. Proboszcz z parafii zniknął, wierni do dziś pielgrzymują do kurii, ale odbijają się od biskupich drzwi.
# Ludziska (diec. gnieźnieńska). Tutaj wierni zbuntowali się przeciwko ks. Jerzemu Hakowskiemu, który obrażał ich i lekceważył, aż w końcu powstali z kolan. Po długich miesiącach walki (nie tylko na słowa) z parafianami oraz z kurią proboszcz w końcu parafię opuścił. Ludzie w Ludziskach świętowali. Ksiądz Hakowski zasilił ekipę porządkującą Archiwum Archidiecezji Gnieźnieńskiej.
# Karpniki (diec. legnicka) – przez dwa lata wierni starali się usunąć proboszcza Marka Skolimowskiego. A ten usunąć się nie dawał. Ani ludziom, ani przełożonym, którzy nawet nałożyli na niego karę suspensy. Z tym brzemieniem siedział jednak zabarykadowany na swojej plebanii. Sprowadził egzorcystę, żeby Złego z parafian wygonił. Sprawa trafiła w końcu do Najwyższego Trybunału Stolicy Apostolskiej, a z uwagi na przeciągający się impas parafianie złożyli oficjalny wniosek o… oddzielenie ich parafii od diecezji. Długo to trwało, ale w końcu, w marcu 2013 r., niechciany proboszcz plebanię opuścił. Dokąd poszedł – ludzie w Karpnikach nie wiedzą, bo ich to – jak mówią – nie interesuje. 

[2013] FaktyiMity.pl Nr 16(685)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: