FiM – Gry cmentarne

Że można kogoś wyrzucić z domu, to już nikogo nie dziwi. Że z cmentarza – to co najmniej bulwersuje.

– Kiedy mój mąż był chowany, tuż za jego grobem rosły półtorametrowe chwasty, które wycinałam sierpem – wspomina Stanisława Fendor.

Dziś jest to tzw. nowa część cmentarza z eleganckimi pomnikami i miejscami, o które trzeba walczyć. I to dosłownie. Okazuje się bowiem, że na cmentarzu w Pajęcznie panuje wolna amerykanka.

Fendor po śmierci męża postanowiła wykupić dwa place znajdujące się tuż za jego grobem. – Tak, żeby w przyszłości cała rodzina spoczęła obok siebie – mówi. W kancelarii za obydwa zapłaciła 100 zł. Takie wówczas w Pajęcznie obowiązywały stawki. Dostała stosowne pokwitowanie z pieczątką parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, ale nie przyszło jej do głowy, żeby zakupione miejsca jakoś oznaczyć. Posadziła na nich jedynie dwie niewielkie tuje. Niestety. – Gdybym od razu zrobiła choćby piwnice, pewnie miałabym je do dziś, ale na to nie miałam wówczas pieniędzy – mówi pani Stanisława.

Pięć lat później zmarł Jacek S., syn znanej pajęczańskiej rodziny. Został pochowany w sąsiedztwie placów pani Stanisławy. Tak się przynajmniej na początku wydawało. Po pogrzebie było mnóstwo kwiatów. Kiedy je uprzątnięto, wyszło na światło dzienne, że kwity potwierdzające własność można sobie w Pajęcznie mieć, ale owej własności – to już niekoniecznie.

Był maj 2008 r., kiedy pani Stanisława pojechała na cmentarz, aby położyć na grobie męża konwalie. Osłupiała, gdy zobaczyła, że na miejscu, które od kilku lat należało do niej, jest… podwójna piwnica, a na niej wypalone już znicze. – Doznałam szoku. Myślałam, że dostanę zawału. Rozpłakałam się w głos. Zabrali mi plac, który ja kupiłam dla siebie i swoich bliskich – wspomina.

Niewiele myśląc, odrzuciła te wypalone znicze. Kilkanaście dni później dostała wezwanie na policję. Okazało się, że jest oskarżona o to, że potłukła znicze o wartości 50 zł. Rodzina S. założyła sprawę w sądzie. Jako świadek został wezwany ksiądz proboszcz Jan Z. Stwierdził, że na cmentarzu miejsca mało, a dzieci pani Stanisławy nie są parafianami.
– A przecież moje dzieci tutaj się urodziły, wychowały i wykształciły. Wyjechały z Pajęczna dopiero za pracą. Zresztą jakie znaczenie ma fakt, dla kogo place kupiłam. Ważne, że kupiłam, a na pokwitowaniu jest napisane, że są to place przy grobie Stanisława Fendora – mówi kobieta. Gdzie one są – tego do dziś próbuje się dowiedzieć od księdza, ale bezskutecznie.
– Spytał, czy się nie pomieścimy w jednym grobie – mówi kobieta.

Sprawę karną o trzy wypalone znicze Stanisława Fendor przegrała. Dostała 400 zł grzywny plus koszty sądowe. W tym czasie na spornym placu stanął ogromny pomnik postawiony przez rodzinę S.
– Nie ma co ukrywać, że ksiądz na całej aferze też zarobił, bo nie dość, że dwa razy zapłacono mu za place, to jeszcze od ekskluzywnego pomnika rodziny S. zgarnął swoje 10 proc. – stwierdza jeden z pracowników cmentarza.

Pani Stanisława postanowiła dochodzić swoich praw. Domaga się m.in. zwrotu zakupionych placów. Jak dotąd w Sądzie Rejonowym w Sieradzu odbyła się jedna rozprawa. Na kolejnej jako świadek ma się stawić ksiądz wraz z dokumentacją.
– Tej kuriozalnej sprawy w ogóle nie powinno być. Gdyby S. pochowali syna przy samej alejce, zmieściłyby także groby dla moich córek. Ale tego nie zrobili. Czy usunięcie 3 wypalonych zniczy jest większym przestępstwem niż zabranie placów? Gdyby proboszcz zachował się jak należy, te wydarzenia nie miałyby miejsca. Przecież obok jest ogromny teren przeznaczony pod cmentarz. Pusty – mówi Stanisława Fendor.

Próbowaliśmy zapytać księdza proboszcza Zdulskiego o to, jak to możliwe, że dwie osoby mają kwit na ten sam plac, oraz jakie podjął kroki, żeby rozwiązać sytuację. Dlaczego zgodził się na to, aby rodzina S. postawiła pomnik, skoro wiedział, że trwa spór? – Dziękuję, jestem zajęty – odpowiedział.

###

Na drodze sądowej sprawiedliwości szukali także Helena i Wiesław Wawrzyniakowe. Grób Stefanii Sztamburskiej, matki pana Wiesława, znajdował się na eksponowanym miejscu cmentarza w Wałbrzychu – naprzeciwko kaplicy.

Pewnego dnia, kiedy przyszli zapalić świeczkę, okazało się, że… grobu nie ma, a miejsce, w którym się znajdował, przeznaczone jest do sprzedaży. – Matka zmarła w 1990 r. Pomnik nie był ekskluzywny, ktoś go jeszcze dodatkowo zniszczył, ale grób został opłacony na 20 lat. Mimo to został zlikwidowany – mówi oburzony Wawrzyniak.

Okazało się, że likwidacji dokonał zarządca cmentarza na polecenie księdza proboszcza, któremu najwyraźniej bardzo się spieszyło, żeby intratny plac spieniężyć.

Sprawę zgłosili na policję. Została jednak przez śledczych umorzona, chociaż zarówno proboszcz, jak i zarządca cmentarza w trakcie przesłuchań przyznali, że grób został zlikwidowany pomyłkowo, rok przed upływem terminu, na jaki był opłacony.

Wawrzyniakowie wystąpili więc do sądu z prywatnym aktem oskarżenia.
– Grób został zlikwidowany, nagrobek zgruzowano, a prochy matki wrzucono do zbiorowej mogiły. Okazuje się, że wyrzucić można nie tylko z mieszkania, ale również z grobu. Ksiądz zlikwidował miejsce pochówku mojej matki, w jego miejsce powstał grobowiec na zamówienie. Sąd sprawę oddalił, a my, pokrzywdzeni, zostaliśmy zobowiązani do pokrycia kosztów sądowych – mówią Wawrzyniakowie.

Ksiądz widzi to inaczej: „Jestem pełen zdziwienia o ciągłym toku sprawy przekopania grobu (pisownia oryginalna –przyp. red.) całkowicie zniszczonego, nieczytelnego, z rozsypującą się płytą lastryka, całkowicie nieczytelną (…) i rzekomo pochowanej tam w tym miejscu śp. Stefanii Sztamburskiej (…). Parafia zamierza miejsce to przeznaczyć do ponownego pochówku. Groby przedawnione, zaniedbane i nieprzedłużane przeznaczone są do ponownego pochówku, szczególnie te z lat 50.” – napisał tytułem wyjaśnień do wysokiego sądu, skrzętnie jednak przemilczając fakt, że grób Stefanii Sztamburskiej bynajmniej przedawniony nie był.

[2012] FaktyiMity.pl Nr 9(626)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: