FiM – Kronika parafialna

Duchowni w ojczyźnie Wojtyły zaczynają temperować rogate dusze swoich owieczek.

# Gdańsk. Mieszkańcy gdańskiego osiedla Łostowice protestują przeciwko budowie diecezjalnego sanktuarium papieskiego im. Jana Pawła II (tego samego sanktuarium, które niedawno z sukcesem oprotestowali gdańszczanie z osiedla Świętokrzyskiego). Mówią, że nie są przeciwnikami kościołów, jednak tego konkretnego pod swoimi oknami nie chcą. O tym, jak bardzo nie chcą, świadczą choćby wywieszone na blokach transparenty: „Chcemy usług, nie kolejnej parafii”; „Żądamy konsultacji społecznych”. Według lokatorów okolicznych bloków, jest o czym rozmawiać, bo kiedy kupowali oni swoje mieszkania, w planie zagospodarowania przestrzennego sąsiedniej działki widniały usługi (tak jest zresztą do dziś). Spodziewali się więc pawilonu handlowego, a nie katolickiego kolosa, który ma zająć niemal hektar gruntu zakupionego przez archidiecezję od miasta za niecałe 30 tys. zł. „Sprawdzaliśmy plany zagospodarowania przestrzennego i m.in. na jego podstawie podjęliśmy decyzję o zamieszkaniu w tym rejonie, bo miały tu powstać usługi, które są nam bardzo potrzebne. Każdy z nas sprawdził podstawowe instytucje w okolicy, takie jak: szkoła, poczta, sklepy i kościół, co skutkowało decyzją o zakupie mieszkania w tym zacisznym miejscu. Nie rozumiemy decyzji podjętej bez naszej wiedzy o oddaniu terenu miasta na cele sakralne, kiedy w okolicy jest sześć innych kościołów (…)”– piszą lokatorzy do władz miasta. Władze – i kościelne, i świeckie – niewiele sobie z tego głosu sprzeciwu robią. Biskup Sławoj Leszek Głódź przyjechał wyświęcać krzyż wetknięty w ziemię, na której świątynia ma stanąć (patrz foto). Z kolei Paweł Adamowicz – prezydent Gdańska – odpierając argumenty, że w planie zagospodarowania zapisano ów teren pod usługi, odpowiada: „Tutaj były wpisane usługi i usługi dalej będą. A usługi są różne: mogą być szewskie, mogą być także duchowe. Tutaj nie zmienia się radykalnie funkcji. Gdyby wpisano funkcję mieszkaniową, można by mieć negatywne zdanie. Ale funkcja usługowa pozostaje”. Tak dowcipkuje sobie Adamowicz, zapominając najwyraźniej, że prezydentem się bywa.

# Czarże. Ta niewielka miejscowość na Kujawach stała się areną wewnątrzkościelnych rozgrywek. A było tak: w parafii nastał nowy proboszcz – ksiądz Mirosław. Przyjechał – jak na proboszcza przystało – razem ze swoją gospodynią – panią Jadwigą. Niedługo później we wsi zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Na słupach wysokiego napięcia pojawił się cennik usług pogrzebowych oraz ogłoszenia o tym, że gosposia proboszcza sprzedaje karnety na parkowanie przed plebanią. Z kolei na plebanię posyłano anonimy opasane pogrzebową szarfą i opatrzone napisem: „Szczęśliwej drogi, już czas – życzliwi Parafianie”. O te niecne czyny proboszcz z gosposią posądzili Ewę C. – gospodynię byłego proboszcza. Sprawa nękania trafiła do sądu, tam zaś ponad wszelką wątpliwość uznano, że kobieta palców w anonimach nie maczała. Okazało się przy okazji, że nowego proboszcza ludzie nie lubią, bo zdziera za swoje usługi. Kiedy więc sąd uniewinniał Ewę C., mieszkańcy Czarża, którzy kościół z nowym proboszczem omijają szerokim łukiem, radości nie ukrywali.

# Diecezja tarnowska. Tu okoniem stają owieczki z niewielkiej parafii W. A to dlatego, że tutejszy ksiądz proboszcz wiernych trzyma krótko, a wpływów z tacy mu nie wystarcza. I tak po kilku wsiach należących do parafii od chałupy do chałupy krążą członkowie rady parafialnej, dzierżąc w dłoni listy wpłat datków na potrzeby proboszcza. Żeby zostać odhaczonym na liście, należy wpłacić 30 złotych na sprzątanie cmentarza, 10 zł – na kwiaty. Podpisywać się na takich listach trzeba, bo to jedyny sposób, aby uchronić się przed wyczytaniem z ambony.

# Pisanica (diec. ełcka). Tutaj też buntują się wierni, bo ich proboszcz wprowadził cennik na duszpasterskie usługi. Trzeba przyznać, że wygórowane – pogrzeb z mszą 1000 zł; możliwość przystąpienia do pierwszej komunii – 150 zł (płatne w trzech ratach przy każdym egzaminie). Wierni mówią, że muszą płacić wszyscy i za wszystko – nawet za wizytę u chorego. Szczytem wydało się ludziom to, że ksiądz przestał czytać ogłoszenia duszpasterskie. W zamian drukuje biuletyn i rozprowadza wśród parafian za co łaska. Sam dobrodziej w swoim postępowaniu niczego złego nie widzi. Uważa, że kogo nie stać na to, żeby płacić, powinien odpracować – mogą przecież księdzu sprzątać, malować, a nawet drewno porąbać.

# Anna i Marek Barczakowie mają sklep w Wysokiej Głogowskiej. Traf chciał, że znajduje się on niedaleko kościoła. Od kilku lat starają o pozwolenie na handel alkoholem. Bezskutecznie, a proboszcz sprawy nie ułatwia. Nie dość, że wyklina ich z ambony, to jeszcze namawia swoich wiernych do podpisywania petycji przeciwko poszerzeniu asortymentu w sklepie Barczaków. „Serdecznie dziękuję wszystkim, którym leży na sercu dobro i obraz naszej miejscowości i wyrazili bądź wyrażają sprzeciw na sprzedaż alkoholu przy kościele. Słyszałem, że zbierane są podpisy sprzeciwiające się tej procedurze. Rada sołecka wyraziła również swój sprzeciw. Nie będę tutaj wymieniał zagrożeń z tym związanych, bo albo się je widzi bez księdza albo najmądrzejsze słowa nie dotrą do sumienia”– wypisał na stronie internetowej parafii. Barczakowie są mocno wkurzeni – zdecydowali się nawet złożyć oficjalną skargę w rzeszowskiej kurii. Twierdzą, że przecież nie robią niczego, co byłoby niezgodne z ustalonym w gminie prawem. A mówi ono, że sprzedaż alkoholu dozwolona jest w miejscach oddalonych co najmniej 30 metrów od szkół, przedszkoli, kościołów, kaplic i cmentarzy. Ich sklep te warunki spełnia. Jeszcze spełnia, bo ksiądz proboszcz zapowiada, że jak będzie musiał, to przesunie ogrodzenie, zaś na rogu działki postawi krzyż. Skąd u niego taki lęk przed alkoholem na sklepowych półkach – nie wiadomo, bo z mediami nie chce rozmawiać na ten temat.

# Szczekociny. Zadrwił sobie z obowiązującego prawa proboszcz parafii św. Bartłomieja. Przy okazji remontu wnętrza zabytkowego kościoła bez wiedzy i zgody konserwatora zamalował całkiem współczesną farbą XVIII-wieczne malowidła. Najbardziej kuriozalne w tej sytuacji jest to, że wojewódzki konserwator zabytków otwarcie przyznaje, że nic już na tym etapie dla malowideł zrobić nie może. Księdza też nie spotka żadna kara – nawet grzywny.

# Wyżne (woj. podkarpackie). Do bierzmowania miało tu przystąpić 25 gimnazjalistów. Aż ośmiu ksiądz do sakramentu nie dopuścił, chociaż zgodnie z wymogami zdali egzamin i zaliczyli odpowiednią liczbę pierwszych piątków. Taka nienaturalna selekcja w małej społeczności natychmiast przynosi efekty. Napiętnowane przez kolegów małolaty w nieoczekiwanej sytuacji odnaleźć się nie potrafiły, toteż wybuchła awantura. Ksiądz tłumaczy swoją decyzję niedojrzałością kandydatów do głoszenia ewangelii oraz faktem, że skoro już nie udzielali się w parafialnych grupach, mogli przynajmniej pomagać w pracach porządkowych. Rodzice „wyróżnionych” uczniów wytłumaczenie mają znacznie bardziej prozaiczne. Uznali bowiem, że ksiądz ukarał ich latorośle za to, że oni nie dają tzw. składki na utrzymanie kościoła, którą to składkę pokorne owieczki rzucają księdzu na tacę w imiennych kopertach. Dopiero kiedy o historii „ewangelicznej niedojrzałości” uczniów zrobiło się głośno, ksiądz proboszcz zmienił front i całą ósemkę postanowił jednak wybierzmować.

[2011] FaktyiMity.pl Nr 17(582)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: