Ksiądz do rodziców Oskarka: Zabierzcie sobie synka i postawcie w domu!

Przyszli do księdza poprosić o możliwość ustawienia ławeczki przy grobie swojego czteroletniego synka. Usłyszeli wiele gorzkich słów pod swoim adresem. – Moja żona się rozpłakała, ksiądz zaczął na nas krzyczeć, w końcu powiedział, że jak się nam nie podoba, to mamy sobie zabrać syna z cmentarza i postawić w domu – opowiada Jacek Literski, ojciec zmarłego niedawno Oskarka.

Czteroletni Oskarek Literski z Kartuz niespełna miesiąc temu został pochowany na cmentarzu w Chmielnie. Chłopczyk zmarł po długiej walce z chorobą nowotworową. Wiele pisaliśmy na temat walki o jego życie, którą prowadzili jego rodzice: Ania i Jacek.

Na początku spokojnie

Oboje wciąż bardzo przeżywają śmieć synka. Na cmentarzu w Chmielnie są niemal codziennie. Kilka dni temu poszli do proboszcza tamtejszej parafii ks. Andrzeja Miszewskiego, by pokazać plany nagrobka dla Oskarka i uregulować niezbędne należności.

– Rozmowa przebiegała bardzo spokojnie, rzeczowo, w zasadzie załatwiliśmy wszystko co trzeba – mówi Jacek Literski, ojciec Oskarka. – Na koniec zapytaliśmy księdza, czy są jakieś groby w pobliżu mogiły Oskara, które będą przewidziane do likwidacji. Powiedzieliśmy, że chcielibyśmy wykupić kawałek ziemi, jeśli to możliwe i postawić w tym miejscu ławeczkę, bo często przyjeżdżamy na grób synka. Wtedy zaczął krzyczeć: żadnej ławeczki nie będzie!

Ksiądz: weźcie sobie synka…

Jackowi głos drży, gdy opowiada o całej sytuacji. Mówi, że był kompletnie zaskoczony.

– Moja żona się rozpłakała, ja próbowałem ją uspokoić, a ksiądz nadal krzyczał – mówi Jacek Literski. – Próbowałem argumentować, że stawiając tę ławeczkę nie chcemy nikomu przeszkadzać, ani zabierać miejsca. On krzyczał, że odpowiada za cmentarz, że to on tutaj decyduje. Prosiłem, by nie krzyczał na moją żonę, ale to nic nie dało. Wreszcie Ania nie wytrzymała i wyszła. Ja próbowałem dalej rozmawiać.

Ojciec Oskarka mówi, że dyskutował z księdzem jeszcze około pięciu minut.

– Byłem zdziwiony i zaskoczony zarazem, ale starałem się rozmawiać spokojnie – opowiada Jacek. – Ksiądz na moje słowa dotyczące budowy ławki stwierdził, że i tak robiliśmy ceregiele z pogrzebem Oskarka, bo msza była w Kartuzach, a pochowany został w Chmielnie. Tłumaczyłem, że to nasz synek wybrał sobie miejsce na mszę, bo to był jego kościółek i miejsce na grób. Ksiądz kpiąco stwierdził, że to nieprawda, że to my o wszystkim zdecydowaliśmy. Powiedział w końcu, że jak się nam nie podoba, to mamy teraz sobie synka zabrać i postawić w domu. Nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.

Dyktafon na plebanii?

Jacek przyznaje, że wówczas użył wobec księdza wulgaryzmu.

– Przyznaję, powiedziałem, że „ksiądz jest jeb…ty” i wyszedłem z plebanii – stwierdził Jacek Literski. – Byłem kompletnie wyprowadzony z równowagi. Jeszcze nigdy tak się nie czułem. Ksiądz wyszedł jeszcze za mną i powiedział, że to wszystko jest nagrane. Ja wróciłem pod drzwi, ale on zatrzasnął je i już nie chciał rozmawiać. Chciałbym, żeby ujawnił to nagranie, jeśli ono istnieje. Chcę, żeby wszyscy usłyszeli jak nas potraktował.

Ksiądz Andrzej Miszewski proszony o komentarz do całej sytuacji, mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia.

– Oskarek ma już dziś piękny nagrobek, ale żadnej ławeczki tam nie będzie – stwierdził ksiądz Andrzej Miszewski. – Pan Literski powiedział do mnie „ksiądz jest jeb…ty jak k…wa mać” i to jest mój komentarz, chcę, żeby pan dał taki tytuł, proszę to zapisać. Jego żona trzasnęła drzwiami na plebani i to jest w porządku? Ja zarządzam i odpowiadam za cmentarz i nie może być tam rzeczy, które innym będą przeszkadzały.

Pytany, o przebieg rozmowy z Anią i Jackiem Literskimi stwierdził, że nie będzie tego komentował.

J. Literski: ja przeprosiłem, ksiądz nie

– Ja ich obraziłem? A czymże ja mogłem ich obrazić? Nic więcej nie mam na ten temat do powiedzenia – powiedział odkładając słuchawkę.

Nie udało nam się zapytać, czy rzeczywiście istnieje nagranie rozmowy. Ania i Jacek Literscy o całej sprawie opowiedzieli w sobotę dziekanowi dekanatu kartuskiego ks. Piotrowi Krupińskiemu. Po tej rozmowie do Jacka Literskiego zadzwonił proboszcz parafii w Chmielnie.

– Rozmawialiśmy ponad dwadzieścia minut – opowiada Jacek Literski. – W trakcie rozmowy przeprosiłem księdza za słowa, które skierowałem pod jego adresem. Wyjaśniłem, że doprowadził mnie do takiego stanu, że takie, a nie inne słowa padły. Od księdza nie usłyszałem jednak słowa „przepraszam”. Próbował mnie nakłonić, by jednak nie mówić o tym co zaszło w mediach. Ja jednak nie chcę się ugiąć. Wiem co zaszło, wiem co powiedziałem i nie wypieram się tego, ale chcę, żeby następnym razem ksiądz, który chce komuś powiedzieć takie rzeczy jak nam, zastanowił się i ugryzł w język.

Do sprawy wrócimy.

[2008.12.13] ExpressKaszubski.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: