FiM – Obrona (nie)konieczna

Ksiądz został uduszony na randce. Próbował zgwałcić swojego partnera. Temida zastrzega, że nie ujawni o sprawie nic więcej, oprócz wyroku dla ofiary…

Przed Sądem Okręgowym w Gdańsku ruszył proces Eryka B.podejrzanego o zabójstwo ks. Krzysztofa M., byłego wikariusza miejscowej parafii św. Krzysztofa i nauczyciela religii w Szkołach Okrętowych i Ogólnokształcących „Conradinum”. Ponieważ prokuratura stanęła na stanowisku, że podstawowym motywem zbrodni był „zasługujący na szczególne potępienie” rabunek (zaostrzający odpowiedzialność karną), sprawcy grozi minimum 12 lat więzienia, a górną granicą jest dożywocie. Jego obrońca, Jacek Potulski, twierdzi, że śledczy popełniają gruby błąd, bo Eryk (w chwili zbrodni 18-letni szczupły cherubinek) działał w tzw. obronie koniecznej, stawiając fatalny w skutkach opór 39-letniemu, silnie zbudowanemu mężczyźnie.
– Mój klient powinien zostać uniewinniony, bo w istocie to on padł ofiarą napastowania i w pewnym sensie jest pokrzywdzonym. W żadnym momencie sprawy nie wystąpił motyw rabunkowy. Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości – podkreślił adwokat.

Dla mediów pierwsza rozprawa zakończyła się po kilku minutach, bo na wniosek Alicji M. (matka ofiary) posiadającej status oskarżyciela posiłkowego postępowanie utajniono. „Dotyczy ono życia intymnego zarówno pokrzywdzonego, jak i oskarżonego” – uzasadnił tę decyzję sędzia Marek Goc, ostrzegając dziennikarzy, że za „publiczne rozpowszechnienie” ewentualnych przecieków mogą pójść siedzieć nawet na dwa lata. Przypomnijmy zatem, co było wcześniej…

Do tragedii doszło późnym wieczorem 23 marca 2011 r. w prywatnym mieszkaniu duchownego. Jego zwłoki znalazł nazajutrz około godz. 20 proboszcz ks. Zdzisław Róż, zaniepokojony nieobecnością wikarego na mszy. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie przez ściskanie rękoma za gardło. Policjanci przetrząsnęli komputer nieboszczyka, sprawdzili odwiedzane strony internetowe (głównie portale gejowskie), listy elektroniczne, przeanalizowali połączenia z telefonu komórkowego i już po kilkunastu godzinach precyzyjnie wytypowali sprawcę, a w sobotę 26 marca zatrzymali Eryka B., wówczas jeszcze ucznia klasy maturalnej technikum w Pile.

Ks. Krzysztof wyłowił go w internecie, gdzie Eryk szukał pracy jako „statysta, host-men, fotomodel. Na przyjęcia i do reklamy”. Początkowo rozmawiali tylko za pośrednictwem komunikatorów internetowych i telefonicznie, aż wreszcie duchowny zaprosił młodzieńca do Gdańska, kusząc go wysokim honorarium. Odebrał gościa z dworca i przywiózł do swojego mieszkania. Ciąg dalszy znamy wyłącznie z relacji sprawcy oraz policyjnej rekonstrukcji wydarzeń.

Eryk B. przyznaje, że świtała mu w głowie myśl, iż nowemu znajomemu może chodzić o seks homoseksualny, ale nie dopuszczał tego do świadomości. Nie wiedział, z kim ma do czynienia, bowiem we wcześniejszych kontaktach „Krzysiek” nie ujawnił mu swojej profesji. Gdy po alkoholu próbował się doń ostro dobierać, stawił opór. Ze względu na różnicę gabarytów miał w tej walce niewielkie szanse, ale gospodarz pośliznął się i upadł. Korzystając z okazji chłopak schwycił napastnika za gardło, chcąc go chwilowo obezwładnić. Usłyszawszy odgłos charczenia, wcisnął pokonanemu w usta papierowy ręcznik i na wszelki wypadek przygniótł jeszcze szafką. Spanikowany działał zupełnie nieracjonalnie, próbując ścierać krew, zbierać rozbite szkło… Zajrzał do szuflady biurka. Zobaczył zdjęcie „Krzyśka” w sutannie i dopiero wówczas zrozumiał, że na podłodze leży ksiądz. Oprócz fotki na wierzchu był jeszcze złoty łańcuszek i kilka banknotów. W sumie 560 zł. Zabrał je ze sobą, co pozwoliło prokuraturze zamienić kolejność skutków i przyczyny oraz dowodzić, że zabił z premedytacją w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. W tej premedytacji wezwał nawet telefonicznie taksówkę. Pod sam dom. Kazał się zawieźć na dworzec i nocnym pociągiem wrócił do Piły.
– Eryk B. wywodzi się z dosyć zamożnej rodziny i nie cierpiał na brak gotówki, więc teza o motywie rabunkowym jest mocno naciągnięta. Prokuratura chyba chce zrobić dobrze arcybiskupowi Głódziowi, bo wersja podejrzanego trzyma się kupy, a jedyne, w co osobiście powątpiewam, to jego uporczywe twierdzenie, że przyjmując zaproszenie do Gdańska, nie zakładał prawdziwych intencji księdza M. Okoliczności wskazują na to, że początkowo najprawdopodobniej dopuszczał myśl o seksie, ale nie mając żadnych doświadczeń, w ostatniej chwili próbował się wycofać. Niestety, duchowny nie zamierzał odpuścić, mając w zasięgu ręki tak apetycznego chłopaka – mówi osoba zbliżona do śledztwa. Czekamy, co powie sąd…

[2011] FaktyiMity.pl Nr 48(613)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: