FiM – Pijany jak ksiądz

Pije, żeby zapomnieć. Pije, żeby przetrwać. Powodów są dziesiątki. Efekt zawsze ten sam – obciach w parafii i niesmak na twarzach wiernych.

Ksiądz Wojciech H., dziś w parafii w P. (woj. pomorskie) ma opinię moczymordy. Solidnie sobie zresztą na nią zapracował. W swej byłej parafii na pogrzeb przyjechał w stanie tak zaawansowanego upojenia, że nie mógł wysiąść z samochodu. Zresztą wymieniają tu ludzie całą litanię jego wyczynów.
– Regularnie sypiał w konfesjonale, kiedyś nawet z niego wypadł. A na Pierwszą Komunię dzieciaków też przyjechał pijany. Pewnej soboty miał mieć dwa śluby, ale ostatecznie nie udzielił ani jednego, bo zaliczył wywrotkę przed ołtarzem. Ksiądz Wojtek nie jest złym człowiekiem; trzeba przyznać, że kazania też ma niezłe, ale potrzebuje pomocy – mówi jeden z parafian. Wierni pamiętają go tutaj z jeszcze jednego powodu. Otóż ksiądz długo zbierał na remont kościelnej wieży. A gdy uzbierał już około 30 tys. zł, całą kasę diabli wzięli. Ksiądz tłumaczył owieczkom, że mu okradli plebanię, ale atmosfery to nie poprawiło. W końcu biskup po cichu nieszczęśnika przeniósł, bo kuria, jak zawsze w takich wypadkach, woli udawać, że sprawy nie ma. Toteż zamiast na leczenie, ks. Wojciech H. trafił na nową parafię, gdzie miał pasać około tysiąca dusz (notabene zastąpił na niej ks. Stefana C., którego ludzie w P. nie chcieli już dłużej na oczy oglądać). Otoczenie zmienił – przyzwyczajeń nie. Podczas jednego z pogrzebów był tak pijany, że rodzina zmarłego siłą ściągała go z ambony. Łatwo nie było, bo szarpał się i krzyczał. W końcu duchownego zastąpił kolega. O tym, że ksiądz Wojciech wciąż nie uporał się z toczącą go chorobą, świadczy też msza z 1 listopada. – Przyszedł pijany, podczas komunii upuścił na ziemię komunikant, a w końcu przed ołtarzem zmienił go inny ksiądz – mówi jeden z parafian. Sprawę „wyjaśnia” kuria.

###

Promile dodały animuszu księdzu Józefowi B., który na widok policjantów najpierw zaczął uciekać, a kiedy w końcu stało się jasne, że i tak nie da rady, bo jego pędzące auto wypadło z drogi, próbował sił w walce wręcz. Nie omieszkał także mundurowych wyzwać na czym świat stoi. Był tak narowisty, że nie obyło się bez posiłków. Te występy sąd wycenił na rok i dwa miesiące w zawieszeniu, 1,5 tys. zł grzywny, dwa lata bez prawa jazdy oraz po 500 zł dla poszkodowanych policjantów. Ksiądz Józef od wyroku się odwołał (bez sukcesu). Wyjaśnił, że nie zatrzymał się do kontroli, bo myślał, że jedzie za nim karetka pogotowia, a użycie siły wobec policjantów to nie był atak, tylko samoobrona.

###

Dwa promile we krwi towarzyszyły w samotnej podróży samochodem 53-letniemu księdzu spod Bochni. Grozi mu za to nawet do 3 lat więzienia. Parafię – dobrym kościelnym zwyczajem – już zmienił.

Proboszcz Wiesław W. z G. stracił na dwa lata prawo jazdy. Stracił, bo pewnego dnia lokalna drogówka przyłapała go na tym, jak na mszę jechał, mając 1,4 promila we krwi. Ten drobny incydent nie sprawił bynajmniej, że ksiądz proboszcz zrezygnował z przyjemności prowadzenia samochodu. Tyle że znów wpadł w ręce drogówki. Za recydywę grozi mu do trzech lat więzienia.

###

Andrzej K., 58-letni duchowny z S. (już przeniesiony) został przyłapany na jeździe pod wpływem. Tłumaczył się tendencyjnie – wszystko przez żołądek, który od rana leczył lekarstwem na bazie spirytusu, no a później poprawił winem mszalnym. W opowiastki o żołądku sąd wiary nie dał i choć na rok warunkowo umorzył postępowanie, ukarał księdza grzywną oraz utratą prawa jazdy na rok.

###

Nie wszystkie eskapady kończą się niewinnie. 3,17 promila alkoholu we krwi miał ksiądz Sławomir W. z Dz. na Podlasiu, kiedy stracił panowanie nad prowadzonym przez siebie autem i zderzył się czołowo z samochodem nadjeżdżającym z przeciwka. W wyniku tego wypadku zmarł jeden z pasażerów księdza, on sam zaś został skazany na 3 lata więzienia oraz zadośćuczynienie rodzinie zmarłego w wysokości 50 tysięcy złotych.

###

Proboszcza Stefana Sz. z parafii B. (woj. kujawsko-pomorskie) biskup zesłał na prowincję przez problemy z alkoholem, ale też dlatego, że za nic nie umiał odmówić kobietom. W miejskiej parafii ludzie pamiętają go do dziś, bo żaden ksiądz – ani wcześniej, ani później – nie przyjmował ich na plebanii aż tak wiele i nie był powodem tylu kłótni małżeńskich.

Przedstawiciele Pana B. mają na swoim koncie także inne grzechy, które dobitnie świadczą o tym, że górnolotne słowa głoszone z ambon zwykle niestety nijak się mają do codzienności. Oto kilka z nich:

###

Ksiądz Andrzej z parafii w Kleszczowie (woj. łódzkie) dobrze żyje z lokalną władzą. Mówią o nim, że miły, sympatyczny, zawsze uśmiechnięty. Tym bardziej się ludzie zdziwili, kiedy pewnego dnia zobaczyli zakaz wjazdu na przykościelny parking. Rzecz o tyle dziwna, że od zawsze był on przez miejscowych używany, a do tego jest dzierżawiony przez gminę, która wyrychtowała przykościelny plac na wysoki połysk. Właśnie dlatego zakaz ruchu z wyłączeniem sobót, niedziel i świąt oburzył lokalną społeczność. Bo oznaczał, że nie tylko nie można na parkingu stanąć, chociażby po to, żeby iść na zakupy, co wielu dotąd czyniło, ale też przyjechać do kościoła w dni powszednie. W końcu ksiądz Andrzej postanowił z ambony ludziom sprawę zakazu wyjaśnić i powiedział, że żal mu patrzeć, jak auta paskudzą mu granitową kostkę.

###

Ludzie nauczyli się już tolerancji dla bijących dzwonów i niedzielnych mszy transmitowanych przez megafony, tak aby żaden innowierca zaszyty w domowych pieleszach przypadkiem nie przegapił kazania. Była niedziela, czwarta nad ranem, kiedy ksiądz z parafii św. Józefa zafundował pobudkę mieszkańcom Zatorza. Okazało się, że – posiłkując się megafonem – wyprawiał akurat kilkunastotysięczną pielgrzymkę do pobliskiego sanktuarium. Okoliczni mieszkańcy głośno przeciw takiej arogancji protestowali, ale proboszcz nie rozumie, o co ten krzyk. Ludzie zaś nie rozumieją, dlaczego w porze ciszy nocnej muszą wysłuchiwać popisów wokalnych księdza, który na dodatek pozostaje bezkarny.

###

Niedrzwica Duża (woj. lubelskie). Niecałe 5 tysięcy dusz. Z ambony podczas ogłoszeń parafialnych proboszcz od Podwyższenia Krzyża Świętego oświadczył, że potrzebuje pieniędzy na malowanie kościoła i układanie brukowej kostki. Składkę wyliczył „co łaska”, czyli na 50 zł od rodziny, a w celu jej wyegzekwowania wypuścił w teren członków rady parafialnej. Ludzie we wsi się wzburzyli, bo uznali, że skoro ma być co łaska, to po cholerę wysłannicy proboszcza z kajetem w ręku krążą po domach!

###

Ksiądz Tadeusz Z. z Łysin wcale wiernych nie prosił. 12,5 tys. zł dotacji na remont wyłudził natomiast od gminy. Wyłudził, bo jak wykazało postępowanie sądowe – w dniu, w którym podpisywał umowę, nie miał ani zgody konserwatora zabytków, ani pozwolenia na budowę. Miał za to do pomocy wiceburmistrza. „Wiceburmistrz powiedział: »Drogi księże, nie byłoby sprawy, gdyby ktoś na nas nie doniósł«” – tak zeznawał proboszcz Tadeusz. Sprawa pewnie rzeczywiście nigdy nie wyszłaby na światło dzienne, gdyby nie faktury, za pomocą których ksiądz Tadeusz rozliczył dotację. Wynikało z nich bowiem, że za pieniądze z gminy zakupił m.in. drzwi do plebanii oraz kocioł centralnego ogrzewania wraz z pompą. Problem w tym – jak czytamy w policyjnej notatce – że na plebanii, owszem, kocioł jest, ale sprzed co najmniej 20 lat. Wyszło też na jaw, że drzwi do księżowskiego przybytku są brązowe i metalowe, zaś drzwi z faktury – białe i przeszklone.

„Łysiny to biedna parafia. Kapłan musi kombinować, jak to zrobić, żeby kościół wyglądał. Drzwi są wstawione, roboty wykonane, zatem nie ma mowy o wyłudzeniu” – przekonywał sędziów. Ci jednak omamić się nie dali i skazali duszpasterza na sześć miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Burmistrz, choć grał służbistę i oficjalnie powiadomił organa ścigania, że współpracę z księdzem zerwał, zobowiązując go do zwrotu dotacji, ostatecznie dług duchownemu umorzył.

###

Ksiądz kanonik doktor Edward P., były dyrektor Instytutu Wyższej Kultury Religijnej KUL, kanonik honorowy kapituły lubelskiej, potrącił przechodzącą na pasach gimnazjalistkę. Ta z obrzękiem mózgu i złamaniem podstawy czaszki trafiła do szpitala. Za spowodowanie ciężkich obrażeń ciała grozi 81-letniemu księdzu od 6 miesięcy do 8 lat pozbawiania wolności.

[2011] FaktyiMity.pl Nr 48(613)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: