FiM – Bóg zapłać

Funkcjonariusze Pana Boga każą sobie za wszystko słono płacić. Gdy jednak oni sami mają regulować rachunki, najczęściej mówią: „Bóg zapłać”. Problem w tym, że Bóg do płacenia jakoś nierychliwy.

Bogdan B. z Międzyrzecza w woj. lubuskim przekonał się na własnej skórze, że robienie interesów z habitowymi jest cokolwiek nieopłacalne. Choć zlecenie na wykonanie roboty i swoją pracę potraktował nadzwyczaj poważnie, miast nagrody spotkała go… zasłużona kara. Kara za uczciwość! I dobrze, jak głupi, to niech płaci.

W Międzyrzeczu przy ul. Krasińskiego palotyni budują nowy kościół. Proboszcz parafii, Władysław Nadybał zwrócił się do jednego z miejscowych rzemieślników, Bogdana B., by ten wykonał skomplikowane roboty blacharsko-dekarskie. Fachowiec pomierzył co trzeba i wyszło na to, że robota będzie kosztować około 14 tys. złotych. Choć kwota była liczona specjalnie dla Kościoła, czyli mocno zaniżona, to proboszcz natychmiast zaprotestował, argumentując, że parafia jest biedna i potrzeba jeszcze sporo pieniędzy na wykończenie domu Bożego. Ostatecznie, po długich pertraktacjach, stanęło na 10 tys. złotych. Uzgodnioną kwotę panowie wpisali nawet do prowizorycznej umowy.

Pan Bogdan zabrał się natychmiast do roboty, bo proboszczowi spieszyło się jak cholera. Rzemieślnik pracował niemal dzień i noc. Tyrał nawet w długi majowy weekend, kiedy większość rodaków wylegiwała się na łonach, z łonem natury włącznie.

Gdy wieżyczka z miedzianej blachy była już gotowa, zleceniobiorca zgłosił się bezczelnie po należne mu pieniądze. Nawet przez myśl mu nie przeszło, że może zostać oszukany. Proboszcz pochwalił robotę, owszem, ale wypłacił tylko 6 tys. złotych i na pożegnanie rzucił: „Reszty nie będzie”.

Pan Bogdan wkurzył się niebagatelnie, bo przecież kilka tygodni harował jak wół.
– Te cztery tysiące to dla mnie duża strata – mówi – ale jeszcze bardziej boli mnie to, że zostałem perfidnie oszukany przez duchownego łobuza. Już wcześniej znacznie obniżyłem kwotę do zapłaty, a tu jeszcze taka niespodzianka!

Rzemieślnik wziął pieniądze niczym jałmużnę. Ale cóż, kościelne skarbce świecą pustkami. Bogdan B. zastanawia się, czy nie skierować sprawy do sądu, choć ma wątpliwości, bo jakżeż to – procesować się z osobą duchowną? Zresztą młyny sprawiedliwości mielą u nas wyjątkowo opieszale i nie zawsze zgodnie z literą prawa, szczególnie gdy oskarżonym jest obywatel Watykanu. Pan Bogdan nie chce pogodzić się z tym, że został oszukany i poszukuje sposobu na odzyskanie należnej mu forsy. W podpisanej umowie nie było przecież ani słowa o tym, że będzie pracować za „Bóg zapłać”.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 29(124)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: