FiM – Sercanin bez serca

Ks. Mieczysław Piwowarek z Gołębia przez 4 lata tyle krwi napsuł swoim owieczkom, że te domagają się teraz ofiary ze swojego pasterza.

Na początku 2001 r. Rada Gminy Puławy zdecydowała się na zakup działki od proboszcza ks. Mieczysława Piwowarka z Gołębia za kwotę 25 tys. zł. Nieruchomość gruntową o pow. 1093 m kw. radni przeznaczyli… pod budowę przykościelnego parkingu dla około 50 samochodów. Pieniądze zostały przekazane po sfinalizowaniu zakupu aktem notarialnym. Tak skomentowała to wydarzenie lokalna prasa.

Mimo że od transakcji minął już rok, nie widać ani parkingu, ani pieniędzy podatników. Obdarowany pleban – zapytany przez przedstawicieli rady parafialnej, na co wydał 25 tys. zł., odpowiedział, że przeznaczył je „na kurwy i wódę”. Parafianie zszokowani taką postawą postanowili się odwdzięczyć i „wysmażyli” na niego skargę do abpa Życińskiego. Ten do dziś się do niej nie ustosunkował. Ostatnio jednak pojawił się w parafii inny, młody proboszcz! Czyżby kontrola wewnętrzna w firmie?

Kilkuletnie seminaryjne odizolowanie sercanina Piwowarka od normalnego świata odbiło swoje piętno. Ultrapobożni parafianie wciąż nie mogą mu zapomnieć spektaklu, jaki urządził w kościele (patrz: „FiM” nr 44/2001, „Symboliczny pogrzeb parafii”). Mniej więcej dwa lata temu sercanin kazał ustawić przed prezbiterium katafalk z najprawdziwszą trumną. Zamiast trupa – niespodzianka. Wewnątrz skrzyni znajdowało się sporych rozmiarów lustro! Kto chciał, mógł wtedy zobaczyć swoje odbicie w trumnie. Symboliczny pogrzeb parafii miał być zemstą na wiernych za skąpstwo i groszowe ofiary na tacę.

Pomysłowy pasterz dusz był też jednym z kilkunastu duchownych zamieszanych w głośną na Lubelszczyźnie aferę samochodową. Choć – podobnie jak inni księża – szczęśliwie się z niej wywinął, wciąż ma słabość do luksusowych gablot i nie tylko. Podobno roztrwonił zbierane przez poprzednika fundusze na odnowienie obrazu patronki kościoła – św. Katarzyny.

Proboszcz Piwowarek zainteresował się ostatnio znajdującą przy kościele unikatową, jedną z trzech w Europie, Kaplicą Loretańską. Dostrzegł w niej szansę na wyjście z kłopotów finansowych. Usilnie zabiegi u lubelskiego metropolity zaowocowały w ubiegłym roku przyznaniem Kaplicy Loretańskiej statusu sanktuarium dla… ludzi będących w drodze! Minął dokładnie rok, a dla zabytku nic z tego tytułu nie wynikło. Wszystkie datki od turystów-pątników przepadają bez wieści, złośliwi twierdzą że wędrują strumieniem do kieszeni szefa parafii. Stan liczącej ponad 360 lat kaplicy to w dużej mierze „zasługa” obecnego plebana. Zniszczone cenne płaskorzeźby, w tym m.in. św. Jana w zachodnim portalu „Loretu”, od około dwóch lat – zamiast przyciągać – straszą turystów swoich wyglądem.
Administrator parafii nie ruszył nawet palcem, by powstrzymać ich dalszą dewastację.

Sercanin bez serca posunął się do ohydnego szantażu. Młodej parze, która zawierała ślub kościelny, uniemożliwił uwiecznienie ceremonii na wideo. To prawdopodobnie pierwszy tego typu przypadek w archidiecezji. Pleban o mało nie wytoczył piany z ust i nie dostał spazmów, gdy dowiedział się, że zaślubiny ma zarejestrować osoba, która oficjalnie krytycznie się o nim wyraża. Kategorycznie zakazał operatorowi wejścia do świątyni! W obawie przed publiczną krytyką sam też nie pojawił się na mszy.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 39(134)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: