FiM – Romeo i Julian

Wielokrotnie już deklarowaliśmy, że nie lubimy unosić kołdry przykrywającej dorosłych facetów w jednym łóżku. Przełamujemy tę niechęć tylko wtedy, gdy po seksualnym bara-bara zakładają sutanny i ex cathedra pyskują, że innym nie wolno…

Czy dojdzie w Poznaniu do zapowiadanego na 18 listopada Marszu Równości? Ta „oddolna inicjatywa osób reprezentujących różne środowiska, w tym feministyczne, anarchistyczne, ekologiczne, mniejszości seksualnych, ludzi kultury, które chcą zwrócić uwagę na problemy związane z dyskryminacją oraz społecznym wykluczeniem” (cyt. z deklaracji organizatorów imprezy) została w ubiegłym roku rozbita przez policję. I choć ówczesne działania władz ostro napiętnował Naczelny Sąd Administracyjny, nie wiadomo, co będzie teraz, bo Kościół wraz z PiS-em zgodnie protestują przeciwko marszowi: „Uważamy, że problem seksualności nie powinien być w żadnej formie przedmiotem jakichkolwiek manifestacji ulicznych”.

Niepotrzebnie przemilczają koronny argument, że biskupi i księża – czyli najwyższe autorytety moralne – też nie łażą po ulicach z transparentami, żądając tolerancji dla swoich seksualnych preferencji, choć wielu chętnie by poszło w takim pochodzie…

###

Arcybiskup Juliusz Paetz (na zdjęciu z prawej) bawił niedawno w Kijowie. „Pilotem” wycieczki był S.K. – urokliwy młodzieniec pochodzący z Ukrainy. Chłopak chciał kiedyś zostać księdzem, więc wstąpił do seminarium duchownego Towarzystwa Chrystusowego. Szło mu nieźle i w 2003 r. złożył nawet – na ręce ks. Zbigniewa Rakieja, wikariusza generalnego zakonu – pierwsze śluby „czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, oraz przyrzeczenie życia duchem Towarzystwa”. Niestety, był zbyt uwodzicielski dla niewinnego (?) otoczenia, więc musiał odejść do cywila…

Tak się składa, że arcybiskup od dawien dawna utrzymuje bardzo bliskie, przyjacielskie kontakty z generałem chrystusowców ks. Tadeuszem Winnickim (na zdjęciu z lewej). Żeby więc S.K. nie wpadł w złe towarzystwo, generał polecił go opiece (duchowej, ma się rozumieć) byłego metropolity, a ten zgodził się wykierować młodzieńca na ludzi, sponsorując mu studia w poznańskiej akademii, której nazwy nie ma potrzeby ujawniać.

Wielce na tym traci M.B., inny niedoszły kapłan, który jakiś czas temu wpadł w oko ekscelencji i dlatego – decyzją przełożonych – na końcówkę roku akademickiego musiał przenieść się z poznańskiego seminarium duchownego do Olsztyna. Na Warmii tęsknota za Wielkopolską tak go zżerała i post seksualny doskwierał tak niemiłosiernie, że zaczął dobierać się do kleryków, więc ksiądz rektor (prawdopodobnie jakiś homofob…) przedstawił M.B. alternatywę: albo odejdzie dobrowolnie, albo wyleci na zbity pysk. Młody człowiek wrócił do Poznania i szuka pracy, bo trzech ludzi z jednej emerytury nie wyżyje. Nawet arcybiskupiej. Wszak S.K. trzeba studia opłacić, M.B. – ładnie ubrać, a i ekscelencja musi mieć jakieś kieszonkowe…

Kłopoty finansowe są tym dotkliwsze, że wynajmowana na mieście alkowa kosztuje krocie. A dlaczego panowie nie spotykają się – bez zbędnych kosztów – w pałacyku Paetza przy Ostrowie Tumskim 14? Otóż nie da się tam spokojnie „porozmawiać”, bo wiadomo, że gdzieś za ścianą krząta się siostra Teresa– zakonnica usługująca abp. Paetzowi, która szefowi archidiecezji abp. Stanisławowi Gądeckiemu powie wszystko – jak na świętej spowiedzi…

Z powodu poszukiwania pracy dla M.B. zrujnował sobie kościelną karierę kleryk Adam(…) z Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Poznaniu. Po dwuletnim urlopie dziekańskim miał właśnie wrócić na uczelnię i wydawało się, że nic mu już nie przeszkodzi w jesiennych święceniach diakonatu. Niestety:
– Trzej neoprezbiterzy (wyświęceni w czerwcu na księży, personalia znane redakcji), niegdysiejsi koledzy Adama, donieśli na niego do księdza rektora Pawła Wygralaka. Że niby sypia z tym M.B., wchodząc w szkodę Juliuszowi. No i wyrzucili chłopca z seminarium – ujawnia okoliczności incydentu naukowiec z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, w którym studiują poznańscy klerycy. Z innego źródła wiadomo nam, że zakapowany Adam (…) próbuje zidentyfikować tego ze zdrajców, który – mając już gwarancję bezpieczeństwa w postaci święceń kapłańskich – pobrał niedawno u „Juliusza” prywatną lekcję miłości bliźniego. Pierwszą po czteroletniej kwarantannie spowodowanej odejściem metropolity z urzędu i późniejszą nagonką na jego najwierniejszych uczniów.

Romans z arcybiskupem zakończyli natomiast kilkuletni stażem księża Damian i Rafał, których pozycję zawodową przemilczamy, gdyż są tak znani w Poznaniu i położonym nieopodal dużym mieście, że moglibyśmy ich narazić na niepotrzebną dekonspirację.

Ks. Rafał był do niedawna stałym uczestnikiem imprez z udziałem ekscelencji i należał do wąskiego grona osób znających numer jego telefonu komórkowego (szczególnie pilnie strzeżony).
– W tegoroczne wakacje „Stary” zmienił numer 609(…)830 na (…), ale nowego już Rafałowi nie podał. Ten specjalnie nie płakał, bo nawiązał właśnie kontakt z duetem bardzo pomysłowych zakonników, poszukującym trzeciego do seksu zespołowego – śmieje się ekspert od „kochających inaczej” w Poznaniu i okolicach.

Wielebny Damian poszedł nieco inną drogą: stały partner, żadnych skoków w bok czy spacerów do publicznych miejsc schadzek. Jednym słowem – wzór do naśladowania dla kolegów w sutannach preferujących panów.

###

Zwróćmy teraz uwagę na inny ośrodek seksowo-towarzyski archidiecezji poznańskiej, skupiony wokół prominentnego kapłana, który z arcybiskupem zerwał, ale… – Ksiądz profesor X (nawet inicjały byłyby dla niego zdradzieckie – dop. red.) ma, niestety, wszystko wypisane na czole. Studenci żartują, że temu facetowi więcej czasu zajmuje dopasowanie butów i skarpetek do koloru jego hondy accord, niż przygotowanie się do wykładów. Kiedyś uczył religii w… (szkoła o profilu artystycznym – dop. red.), ale dyskretnie został stamtąd wycofany, gdy dyrekcja placówki zgłosiła, że przystawia się do chłopców. Wkrótce potem wyjechał za granicę, a wrócił po objęciu rządów w Poznaniu przez arcybiskupa Paetza – wylicza wspomniany wyżej naukowiec UAM.

Co tam ksiądz X ma wypisane pod farbowaną czupryną, cytować nie będziemy, gdyż dawno już przebrzmiał w archidiecezji jego słynny, burzliwy romans z promotorem pracy magisterskiej, a obecne spotkania z popularnym księdzem doktorem Y – uchodzącym za naczelnego geja diecezji kaliskiej – odbywają się w zaciszu prywatnego mieszkania, więc nic nam do nich. A co ważniejsze, facet jest do bólu (głowy abp. Gądeckiego!) tolerancyjny wobec eksperymentów seksualnych i nie wykrzykuje z ambony, że jednopłciowe bara-bara to grzech śmiertelny.

Co innego rozpustny wikary ks. M.J., który pod wiele mówiącym pseudonimem Fallusik przekonywał niedawno dziennikarza „FiM” na internetowym portalu gaydar.pl, że jest do wzięcia (korespondencję tego duszpasterza organizacji młodzieżowej zachowaliśmy…), choć pozostawał w stałym związku ze znanym redakcji klerykiem – dziś już księdzem – diecezji kaliskiej.

###

Czy Marsz Równości zostanie wpuszczony na ulice Poznania? Wszystkim pragnącym w demonstracji uczestniczyć obiecujemy, że jeśli Kościół postawi w tej sprawie na swoim, bardziej wyraziście złamiemy zasadę niezaglądania do łóżek, obok których leżą sutanny… jedna na drugiej!

[2006] FaktyiMity.pl Nr 46(350)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: