FiM – Fatalne zauroczenie

Czasem kobietom rozum odbiera i wpuszczają do łóżka księży. Ci – jak wiadomo – nie uznają antykoncepcji, a wyłudzanie pieniędzy poprzez głoszenie pustych obietnic opanowali do perfekcji.

Żeby skutecznie zniechęcić i odstraszyć byłą kochankę, która stała się dla księdza Krzysztofa (wikariusz parafii w G., archidiecezja katowicka) nieznośnym ciężarem, kapłan ów wymyśla coraz to bardziej niekonwencjonalne metody. Zaczęło się od telefonów z pogróżkami. Później dwóch wyrostków usiłowało pobić kobietę, a ostatnio zastraszali ją prywatni detektywi wynajęci przez wielebnego na koszt parafian z G.

Rozumiemy, że arcybiskup Damian Zimoń – grający przecież w jednej drużynie z ks. Krzysztofem – spławił matkę Polkę, gdy szukała u metropolity katowickiego pomocy. Ale żeby tolerować tak brutalne faule…?

###

Historię 3-letniego romansu Aleksandry z ks. Krzysztofem już opisywaliśmy („Na dobre i złe”, „Stosunki damsko-księżowskie – „FiM” 50/2006 i 5/2007). Przypomnijmy, że oprócz zażywania miłosnych uniesień, katolicki duchowny bardzo chętnie pożyczał od swojej partnerki pieniądze (w sumie ponad 15 tys. zł), zaś na perspektywę zostania tatusiem zareagował w iście chrześcijański sposób: „Spierdalaj, kurwo”, po czym przepadł jak kamień w wodę. Gdy zwróciła się do kościelnych przełożonych wiarołomnego kochanka, usłyszała mniej więcej to samo, choć wyrażone innymi słowami. Musieli jednakowoż nakazać wikaremu z G., żeby załatwił to „jakoś”, bowiem wokół Aleksandry – zwłaszcza po drugiej naszej publikacji – zaczęło się robić niebezpiecznie.
– Pomijając rozmaite nieprzyjemne telefony i obelżywe SMS-y, bardziej poważny incydent wydarzył się w połowie lutego. Wracałam z pracy, a w bramie domu czekało dwóch wyrostków. Zaczęli mnie popychać i któryś z nich powiedział:
„Jeśli jeszcze raz opiszesz księdza, to będziesz, szmato, wąchać korzonki od spodu”. Już zabierali się do bicia, ale spłoszyli ich moi znajomi, którzy akurat przechodzili w pobliżu. Na początku marca pojawili się prywatni detektywi. Byłam w pracy, dostałam wiadomość, że w recepcji firmy czeka posłaniec z pilną przesyłką. Okazało się, że to podstęp, a gdy wyszłam na zewnątrz, jacyś osobnicy zaczęli mnie bezceremonialnie filmować. Jeden z tych goryli miał ze 130 kg żywej wagi. Właśnie on atakował mnie, że molestuję księdza Krzysztofa, groził upublicznieniem wizerunku, poinformowaniem mojego pracodawcy o zatrudnianiu osoby wrogiej Kościołowi oraz „innymi przykrościami”, jeśli, jak to określił, nie odczepię się od księdza – mówi wzburzona Aleksandra.

Wezwała na pomoc policję. Funkcjonariusze wylegitymowali detektywów, a nazajutrz kobieta dowiedziała się, że owszem, może ich ścigać, ale tylko w trybie cywilnym.
– Czuję się zaszczuta i po prostu nie mam już zdrowia, żeby walczyć na kilka frontów. Ale temu draniowi w sutannie nie odpuszczę, dopóki nie rozliczy się ze mną z wszelkich zobowiązań – zapewnia Ola.

###

To, że abp Zimoń nie reaguje na obyczajowe niegodziwości podwładnych, przestało nas dziwić, gdy skalę utrapień metropolity uzmysłowił nam pewien informator zbliżony do… samego ks. Krzysztofa.
– Coście się tak Krzyśka uczepili? Dacie mu już spokój, to w zamian wystawię kilku nie mniej ciekawych wygibusów, spędzających arcybiskupowi sen z powiek – zaoferował, okazując na zachętę rozmaite zdjęcia i listy, ujawniając adresy, nazwiska itp.

Na licytację wystawił księży:
# G.H. z parafii w M. i jego starszą o 10 lat kochankę;
# biseksualnego I.P. z parafii w P., który utrzymując narzeczoną, kochał się też z wzajemnością w jednym z kleryków śląskiego seminarium duchownego;
# I.T. z parafii w S. – nieszczęśnika porzuconego przez aktualną nałożnicę ks. Krzysztofa (kobietę pracującą w pewnej instytucji administrowanej przez siostry zakonne).

Widząc na obliczach dziennikarzy „FiM” znudzenie, nasz rozmówca dorzucił do puli prawdziwy, jego zdaniem, „rarytas” – ks. K.W. z bardzo eksponowanej parafii w P., kapłana specjalizującego się w pracy z ministrantami, a w wolnych chwilach odreagowującego stres… kaskaderstwem.
– Gdzie tak naraża swoje życie? – zapytaliśmy.
– Na seansach erotycznych u pracownicy banku, której mąż, strasznie zawzięte indywiduum, znany jest z tego, że nie przebaczy podobnej zniewagi, a ich syn… studiuje w seminarium duchownym – wyjaśnił emisariusz od ks. Krzysztofa.

Zrezygnowaliśmy z kuszących propozycji, bo po pierwsze: zmasakrowania lub okaleczenia księdza K.W. na swoje sumienie nie weźmiemy; po drugie: pełnoletnie kochanki księży nas nie interesują, dopóki im się nie dzieje krzywda; a po trzecie wreszcie: hienami nie jesteśmy i postanowiliśmy dać ks. Krzysztofowi – całkiem za darmo – dwa miesiące karencji na polubowne załatwienie sprawy z Aleksandrą…

[2007] FaktyiMity.pl Nr 12(368)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: