FiM – Księża bezdomni

Biskup ma w kodeksie kanonicznym zapisane, że jako dobry pasterz ma się troszczyć o wszystkich kapłanów. Życie stawia warunek – tak, dopóki odpowiednio za to płacą.

„Kochani bracia i siostry, wiem, że wielu nie ma łatwej sytuacji materialnej, ale być może są wśród was tacy, którzy zechcieliby mnie wesprzeć w trudnej sytuacji, w jakiej się znalazłem. Błagam was o, choćby najmniejszą, pomoc! Sprawa pilna”– tak napisał Józef na jednym z portali społecznościowych. Józef nie jest żebrakiem. Józef jest… księdzem.

Obecnie mieszka kątem przy jednej z tarnowskich parafii, nie jest w niej jednak etatowym księdzem. Pracuje w kurii. Jeszcze. – Mój stan zdrowia sprawia, iż w najbliższym czasie będę musiał zrezygnować z obecnie wykonywanej pracy – tłumaczy. Ma pełną świadomość, że wtedy trafi do domu księży emerytów i rencistów. Już raz tam mieszkał. Więcej nie chce. – Dla księży czy nie, to zawsze dom starców – wyjaśnia zdawkowo, bez wdawania się w bolesne szczegóły.

On ma dom. Zdołał go wybudować za oszczędności. Stoi w pobliżu sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej w Borkach k. Szczucina. Zaskórniaków zabrakło jednak na wykończenie. „Sytuacja, w jakiej się znalazłem, zmusza mnie do prośby o pomoc ludzi świeckich i kapłanów, o dar dobrego serca. Wiem, że nie każdego na to stać, bo są ludzie, którzy sami takiej pomocy potrzebują. W mojej sytuacji liczy się każdy odruch dobrego serca” – błaga dalej kapłan. W zamian za pomoc oferuje ludziom to, co zaoferować może: modlitwę i mszę.
– Ja nie mam wysokich wymagań, chcę tylko doprowadzić ten dom do takiego stanu, żebym mógł w nim zamieszkać – tłumaczy mi podczas rozmowy. Chciał wziąć kredyt, pukał do wielu banków, ale nie dostanie. Nie ma – jak to się mówi – pokrycia.
– Nie dostaje ksiądz pensji? – pytam z niedowierzaniem.
– Dostaję raczej zapłatę za służbę. Nie mam też umowy o pracę – słyszę w odpowiedzi.

Apel księdza Józefa poruszył internetową społeczność. Byli nawet i tacy, którzy pomoc zadeklarowali. Większość jednak do sprawy podeszła z niedowierzaniem: – Jestem zdumiona tym, co przeczytałam. Ksiądz nie ma pieniędzy? A dlaczego nie ma gdzie mieszkać? Ksiądz jest bezdomny? – zastanawia się Aneta, czytelniczka „FiM”. Rzeczywiście, publiczna prośba o środki na wykończenie domu może zbulwersować, bo przecież inni nie mają na czynsz czy wręcz na jedzenie.

W środowisku duchownych takie sytuacje jednak nie zaskakują. Każdy ksiądz wie, że o spokojną, dostatnią emeryturę musi zatroszczyć się sam. Od swojej firmy księża nie dostają nic. Mogą liczyć na emerytury z ZUS-u, których wysokość – tak jak w przypadku pozostałych pracowników – zależy od stażu pracy, deklarowanych dochodów, wartości zebranych składek i podstawy ich obliczenia. Najwyższe świadczenia duchownych przekraczają 3,5 tys. zł miesięcznie, ale to dotyczy wyłącznie wąskiej grupy, do której zaliczają się m.in. nieliczni katecheci, profesorowie wyższych uczelni czy księża biznesmeni prowadzący działalność gospodarczą na własny rachunek. Reszta dostaje minimum (jednak nie mniej niż 799,18 zł). Jeśli więc nie odłożą przez lata posługi, klepią biedę i są spychani na margines. Oto jak o starości w branży wypowiadają się sami księża:

# Ksiądz Piotr, wikary, diec. koszalińsko-kołobrzeska. Wizytacja biskupia parafii, w której akurat przebywałem. Proboszcz – święty człowiek, który pomagał każdemu, kto się do niego zgłosił, a pukali ludzie z prośbą o pomoc każdego dnia. 74-letni człowiek schorowany, po ciężkiej operacji, pochodzący z Zamościa. Biskup rozmawiał z każdym z księży, wypytując o różne sprawy. Proboszcz przy mnie zwrócił się do biskupa z prośbą, aby zostawił mnie w parafii na kolejny rok. On za rok odchodził na emeryturę (kończył 75 lat), a dobrze mu się ze mną współpracuje. Biskup obiecał, że mnie zostawi. Jakież było zdziwienie, kiedy dosłownie po miesiącu przyszedł dekret przenoszący. Pierwszy raz widziałem, jak proboszczowi lecą łzy. Myliłby się ktoś, że tylko w ten sposób mu biskup dopiekł. W następnym roku proboszcz kończył 75 lat. Zgodnie z Kodeksem prawa kanonicznego wysłał pismo z prośbą o zwolnienie z funkcji proboszcza. Ludzie (w tym i dyrektorka DPS) z wdzięczności załatwili mu miejsce w  miejscowym domu pomocy społecznej dla ludzi starszych, którymi przez wszystkie lata swojej posługi w parafii ksiądz proboszcz się opiekował. Był taki szczęśliwy, że będzie mógł pozostać wśród tych, których pokochał. Mylił się jednak. Na parafię przyszedł dekret odwołujący go z funkcji proboszcza parafii z dopiskiem, że ma 3 dni na spakowanie się i wyprowadzenie z dotychczasowej parafii. Nie pomogły listy pisane przez ludzi do biskupa. Dekret nie został zmieniony. Ostatnie lata spędził mój były proboszcz w jednej z parafii szczecińskich, z dala od tych, których kochał;

# Ksiądz Janusz, diec. kielecka. Księża emeryci to zło konieczne. Zapomniani, opuszczeni, żyjący na uboczu, ze swoimi problemami. Mało kto w Polsce wie, że istnieją Domy Księży Emerytów, takie DPS-y dla duchownych. Często prowadzone przez zakony, gdzie trafiają księża, którzy przeszli na emeryturę i z powodu choroby lub innych dolegliwości nie są mile widziani na parafii. Wchodząc do takiego domu, wielu uroni łzę nad ich mieszkańcami. To typowa umieralnia – coś na wzór hospicjum. Najgorsze jest to, że większość mieszkańców umiera nie z powodu choroby, ale samotności. Za czasów młodości kapłańskiej „wydojeni” przez biskupa, często poniżani, karani, a na koniec życia przez pasterza swego i przez innych kolegów duchownych zapomniani. Jaka jest ich wina? Bo nie doili parafian jak większość „braci w kapłaństwie” i nie mają teraz ogrodzonej chałupy i opłaconej dożywotnio służącej? Czy ci „dziadkowie” nie są potrzebni? A może należy przypomnieć „firmie”, która ich zatrudniła, że swoich ludzi powinna otoczyć szacunkiem i wsparciem?

[2012] FaktyiMity.pl Nr 23(640)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: