FiM – Księżne panie

Faceci w czerni uchodzą za rewelacyjnych i pomysłowych kochanków. Nikt tak jak oni nie potrafi w miłosnym uniesieniu „wziąć kobietę na plecy i zapieprzać po plebanii, aż podłoga dudniła”…

Co robią duszpasterze, gdy ich parafialne owieczki oglądają „M jak miłość” albo grzecznie śpią? Wielu odwiedza internetowe witryny specjalizujące się w ogłoszeniach typu: „26-letni chłopak, niepoprawny optymista i romantyk pozna księdza, z którym mógłby stworzyć związek oparty na miłości, wierności i oddaniu”. Innych bardziej zakręci 36-letnia pani Kasia z Płocka: „miła, zadbana, uśmiechnięta, atrakcyjna” i deklarująca, że „szuka romansu z księdzem”, bądź nieco subtelniejsza Inka– wypatrująca „przyjaciela, najlepiej księdza lub zakonnika z diecezji włocławskiej”, i gwarantująca mu „sto procent dyskrecji”.

Dla pewnej części oferentów (-tek), tego rodzaju przyjaźnie są źródłem nieopodatkowanych i całkiem niebanalnych dochodów, dlatego starannie unikają medialnego rozgłosu oraz ujawniania jakichkolwiek szczegółów dotyczących ich klienteli.

Udało nam się wszakże skłonić jedną z pań do opowiedzenia o zachowaniach funkcjonariuszy Watykanu na etapie nawiązywania znajomości za pośrednictwem internetu…
– Niewielu decyduje się na średnio- bądź długodystansowy sponsoring. Chłopcy w sukienkach lubią brać, ale – jak wiadomo – do wydatków się nie palą, dlatego też preferują seksualne „wolontariuszki” podrywane na czatach randkowych. Rozpuszczają ich też niewyżyte parafianki, gotowe dopłacić za przeżycie seksu z księdzem. Ale najczęściej plebanom chodzi tylko o cieknącą erotyzmem rozmowę. Nawet specjalnie nie ukrywają, że się w tym czasie masturbują. Kilku z nich pomogłam rozładować napięcie… – przyznaje skromnie pani Dorota.

Sięga do notesu i charakteryzuje internetowych łowców:
# Tomasz Z. z parafii w D. (archidiecezja białostocka) to zdecydowanie numer jeden na seksrandkach.
– Nie wiem, czym ich tam karmią, bo facet na okrągło mógłby opowiadać o lizaniu i wkładaniu paluszków w (…). Zapraszał mnie do seansu „na żywo”, ale jakoś się nie złożyło – zapewnia Dorota;

# Dariusz S., wikariusz z diecezji włocławskiej (parafia w L.), uchodzi wśród bywalczyń czatów za „multiinstrumentalistę”.
– Ma trzy ulubione nimfomanki: Kamilę, Ilonę z Radomska i Dorotę z Pomorza, czyli mnie. Z tą Iloną kilkakrotnie się już spotykał, bo dziewczątko robi to dla sportu. Ze mną wciąż jest na etapie „co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. Obiecuje, że tak mnie przeleci, aż „wióry będą leciały”. Strach się bać – śmieje się nasza rozmówczyni;

# Jacek B., wikariusz w G. (diecezja włocławska), jest – jak na katolickiego kapłana – sponsorem wyjątkowo hojnym.
– Nawet żal mi było tego dzieciaka, gdy opowiadał, jak to pewna „Basiaz Sandomierza” przyjechała do niego na bzykanie i pożyczyła 4 tysiące złotych, po czym zniknęła bez śladu. Jesteśmy umówieni, ale dopiero wtedy, gdy się odkuje, co może szybko nie nastąpić, bo podobno ma strasznego sknerę proboszcza;

# ksiądz Janusz K. z Bydgoszczy to duchowny, którego nazwisko pojawia się na pierwszych stronach lokalnych gazet.
– Lepszy cwaniak i strasznie wybredny. Wybiera tylko superlaski i wyłącznie wolontariuszki. W zamian zapewnia balangę i nockę w superhotelu. Powiada tak: „Gdy już będę musiał płacić za seks, to sobie zawiążę fiutka na supełek” – cytuje duszpasterza Dorota;

# Rafał S. pracuje u kardynała Józefa Glempa w jednej z warszawskich parafii.
– Jego stałą spowiedniczką jest „Monika”, w którą wcielam się od czasu do czasu. Już kilkakrotnie zapraszał, żebym przenocowała u niego, będąc w stolicy. A najlepiej żebym przyjechała z koleżanką, bo jego jedynym niespełnionym dotychczas marzeniem seksualnym jest… „trójkącik”;

# „Ojciec Louis” z mało znanego w Polsce Zgromadzenia Misjonarzy Kombonianów, rezydujących w Warszawie na obrzeżach Białołęki.
– Podał na czacie swój numer telefonu. Sprawdziłam, należał do owych misjonarzy, więc zadzwoniłam. Słabo mówił po polsku, ale na temat seksu można się było dogadać. „Psijeć, to cie wyciupciam i wylizie”, nalegał. Przyznał bez specjalnych ceregieli, że jest „wypościonym ziakonnikiem”, a był tak napalony, że nawet chciał po mnie wysyłać taksówkę. Udostępniłam go wówczas słynnej czatowej artystce „Oli” z Warszawy;

# Donat W. również jest zakonnikiem, tyle że z bardzo popularnego zgromadzenia. Cieszy się renomą świetnego rekolekcjonisty, ale na seksrandkach uchodzi za ordynarnego chama.
– Potrafił wyzwać od kurew, gdy jakaś dziewczyna nie chciała się z nim umówić. On też podał mi swój numer telefonu, żeby mu poopowiadać trochę sprośności bezpośrednio, więc bez trudu go namierzyłam. Był wówczas na placówce w R. Prawdopodobnie podpadł, bo żegnał się, mówiąc, że jedzie na zsyłkę do jakiejś dziury pod Zgorzelcem. Kto wie, czy ma tam w ogóle internet, bo już od kilku tygodni nie pojawia się na czatach – zauważa Dorota.

Nie udało jej się natomiast rozgryźć – dotychczas! – najnowszej gwiazdy seksrandek, czyli ks. Tomasza (alias Wiwien – na zdjęciu) z Warszawy, nęcącego młode kobiety genitaliami, których rozmiar jest rzekomo porównywalny z gabarytami puszki piwa, co kapłan ów demonstruje na wysyłanej zainteresowanym fotce.
– Możecie to zdjęcie śmiało opublikować, a nuż ktoś z wiernych go rozpozna. Jedna z dziewczyn twierdzi, że Tomek jest jakimś pomagierem biskupa. Może kapelanem…? Z całą pewnością ma również związek z Franciszkańską Młodzieżą Oazową, bo znalazłam w ich internetowej księdze gości wpis od „Wiwiena” z jego adresem mailowym. Dokładnie tym samym, z którego rozsyła tę ustawioną na slipach puszkę – udowadnia nam Dorota, otwierając stronę internetową, gdzie czytamy krótki liścik „Wiwiena” (adres nadawcy znany redakcji) z „pozdrowieniami dla ojca Marcina”.

###

O ile panie romansujące z księżmi w celach zarobkowych (bardziej lub mniej zawoalowanych) nie ujawniają tajemnic zawodowych, to „wolontariuszki” chętnie dzielą się wrażeniami. Oto na jednej ze stron internetowych (kafeteria.pl) młoda dama o pseudonimie Anielica zagadnęła koleżanki: „Czy któraś z was miała kochanka księdza? Proszę o podzielenie się doświadczeniami, bo przy mnie zaczyna się kręcić jeden czarny”… Otrzymała kilka tysięcy (!) odpowiedzi. Traktując je statystycznie, większość dziewcząt i niewiast bardziej doświadczonych od „Anielicy” i stanowczo deklarujących swój katolicyzm(!) jest zdania, że księża spisują się w łóżku wprost nadzwyczajnie:
# Ja kochałam się z księdzem i przyznam, że było rewelacyjnie. To trwa nadal, bo łączy nas nie tylko seks– zapewnia „Kusicielka”;
# To coś metafizycznego, ma niepowtarzalny smak. Zwykły facet jest taki pospolity, a ksiądz nie. Poza tym, to jest bardzo trudna miłość, trzeba się ciągle ukrywać, uważać itp.– potwierdza „Tajemnicza nieznajoma”;
# Uwielbiam księży. Jednego kocham i jesteśmy razem od paru miesięcy. Uprawianie miłości z nim to prawdziwe trzęsienie ziemi. Jest w łóżku tak dziki i zwierzęcy, jak żaden z mężczyzn, z którymi do tej pory byłam. Romans z księdzem to naprawdę fascynująca przygoda!(„Krakowianka”);
# Zdaniem „Dionny”, która z niejednego pieca chleb jadła, seks z księdzem jest taki, jak z normalnym facetem – na początku jest tajemniczo i magicznie, a później już normalnie;
# Żadnych cudów nie widzi też „Piękna”: Ksiądz to taki sam chłop jak inni, tylko bardziej zdrowy i wypoczęty, potrzebuje więc pobzykać od czasu do czasu. Znałam takiego jednego… Oj, to były czasy! Kolacyjki przy świecach, wspólne wczasy i same przyjemności. Dzisiaj jest już proboszczem, a jego nowa pani jeździ ładnym samochodem i chodzi w długim futrze. Teraz żałuję, że z nim nie zostałam. Dziewczyny, łapcie księży na kochanków, mówię Wam – warto!”. Aspekt finansowy intymnych związków z duchownymi docenia wiele kobiet. Przykładowo:
# Mój wielebny miał dużo kasy. Byłam z nim kiedyś na wczasach – to były niezapomniane wakacje, czułam się jak księżna pani(„Kaissia”);
# Jestem od paru lat związana z księdzem. Seks jest wspaniały, a i cała moja rodzina finansowo odżyła („Katechetka”);
# Byłam 1,5 roku z księdzem z sąsiedniej wsi. Przyznam, że było mi z nim dobrze i ma dużego. Później to już była normalka: dwa, a nawet trzy razy w tygodniu. Kupił mi komórkę, mnóstwo złotej biżuterii, kreacje, kosmetyki, bieliznę… Lubił, jak się wnią przebierałam i dawał mi dużo pieniędzy. Z czasem kupiłam sobie samochód– wspomina anonimowa mężatka, żaląc się: po ślubie jeszcze chyba siedem razy z nim byłam, ale ja już tego nie chciałam, tylko zawsze on mnie gdzieś dopadł, zazwyczaj jak czasem sama przyjechałam do rodzinnej wioski.

Panie uczestniczące w wymianie wrażeń na temat seksu z księżmi podkreślają też niedogodności…
# Romans z księdzem jest czymś wspaniałym, ale wymaga wielkiego poświęcenia, i to przede wszystkim ze strony kobiety. Bo – co tu dużo kryć – on nie zawsze ma czas, nie zawsze może przytulić i pocieszyć. Ja mam takiego jednego… Jest uroczo, chociaż czasami mi ciężko(„Sisi”).

A celibat i temu podobne bzdety?
# Mój facet – ksiądz – jest wspaniałym człowiekiem i dobrze wykonuje swoją robotę, bo dla mnie bycie księdzem – to po prostu taki zawód. Jestem z nim już ponad 10 lat i oboje nie chcemy tego zmieniać. Gdyby był np. kominiarzem – to też byłoby OK – twierdzi jedna z kobiet;
# No właśnie, kominiarz też ubiera się na czarno i nikt mu nie wypomina, a jak świat światem księża mieli kochanki (bo żon mieć nie mogli) i jakoś grom z jasnego nieba żadnego nie zabił (no, chyba że przypadkiem…) – wtóruje „Postać”.

Istotnym problemem dla kobiet pragnących intymnego związku z duchownym jest kwestia wyboru: wziąć sobie księdza czy zakonnika…

Wolę zwykłego księdza, zakonnicy są jeszcze bardziej zboczeni. Znałam takiego jednego, który owijał sobie kutasa bandażem, a na to nakładał balonik – to była fantazja. Albo brał mnie na plecy i zapieprzał po plebanii, aż podłoga dudniła– wspomina pani
„Edzia”, oferująca koleżankom za „Bóg zapłać”: Mogę wam podać namiary na dobrego skurwiela w sutannie. Robi wszystko. Oral, anal – co tylko dusza zapragnie.

I komu jest potrzebny ten celibat?

[2007] FaktyiMity.pl Nr 12(368)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: