FiM – Stosunki damsko-księżowskie

Ksiądz Krzysztof z archidiecezji katowickiej nie uznaje antykoncepcji, boć to przecież grzech. Duchowny powinien trafić do podręczników dla alumnów seminariów duchownych. Żeby chłopcy zrozumieli – na żywym przykładzie – co może ich spotkać, gdy porzucona kochanka się uprze…

Osobnik płci męskiej noszący sukienkę rzadko zachowuje się jak prawdziwy facet. Bara-bara owszem, nawet bardzo chętnie. Sponsoring? Jak najbardziej, ale „wiesz, kochanie, tak szybko do ciebie pędziłem, że wlepili mi mandat, a wierni są ostatnio strasznie skąpi”. Spóźniająca się menstruacja? „Spierdalaj, kurwo!” – tak dosłownie cieszył się z perspektywy zostania tatusiem ksiądz Krzysztof, wikariusz parafii w G., gdy Aleksandra – córka pewnego znanego w diecezji kieleckiej kapłana – „wpadła” w kłopoty.

Historię jej fatalnego 3-letniego zauroczenia już opisywaliśmy („Na dobre i złe” – „FiM” 50/2006), więc przypomnijmy tylko, że na owo dictum Ola zapałała zimnym postanowieniem rewanżu. Wymyśliła m.in., żeby zwrócić się do kościelnych przełożonych ks. Krzysztofa o przywołanie wiarołomnego kochanka do pionu.

„Szkoda pieniędzy na telefon” – odradzaliśmy, znając naturę tych gości, ale się uparła…

###

Księdzu z kurii metropolitalnej w Katowicach przedstawiła się jako „siostra Oli”. Opowiedziała mu o udrękach „siostry” z ks. Krzysztofem, o niechcianej ciąży, aż wreszcie, chlipiąc w słuchawkę, zapytała, „co ona ma teraz zrobić?”.
– Pewnie znalazł sobie inną – zafrasował się wielebny.

Przez chwilę zdawał się współczuć porzuconej kochance, ale szybko mu przeszło:
– Skoro siostra umiała nagadać do gazety, to niech też umie porozmawiać z księdzem Krzysztofem. A w ogóle to nie rozumiem, po co pani tutaj dzwoni. Przez was pewnie zazdrość przemawia, że ksiądz ma teraz inną kobietę – zauważył przytomnie kurialista, przerywając rozmowę.

Idąc za jego radą, Ola – tym razem już bez kamuflażu – zatelefonowała do parafii w G., aby zapytać ukochanego, czy weźmie na siebie ciężar ojcostwa:
– Próbowałam kilka razy i za każdym gosposia zapewniała mnie, że żadnego z księży nie ma na plebanii. Znalazłam jednak numer łączący bezpośrednio z mieszkaniem Krzyśka. Okazało się, że jest w domu, ale po moim „dzień dobry” natychmiast odłożył słuchawkę.

Zwróciła się zatem ponownie do kurii, prosząc o kontakt z biskupem ordynariuszem. Czy abp Damian Zimoń (fot. powyżej) faktycznie był jej kolejnym rozmówcą – nie wiemy, bo człowiek po drugiej stronie drutu nie przedstawił się. Nie chciał też kobiety wysłuchać, odsyłając ją do „księdza dziekana Krystiana Janki z parafii Wszystkich Świętych w Pszczynie”. Podał tamże numer telefonu, poprosił, żeby już mu więcej głowy nie zawracać, gdyż ma na niej całą archidiecezję(?), a nie przyszłe potomstwo jakiegoś wikarego.

###

Ksiądz Janko był jak raz na kolędzie, ale jego przemiła gosposia (niewykluczone, że z babskiej solidarności, bo Ola przedstawiła jej w zarysie swój problem) podpowiedziała, że o godzinie 21 szef będzie już uchwytny i żeby śmiało dzwonić. Wielce się ta poczciwa niewiasta pomyliła:
– Czy pani wie, która jest godzina?! – oburzył się ksiądz dziekan, gdy Ola zatelefonowała.
– Przepraszam, ale myślałam, że kapłan to osoba służąca wiernym nawet wieczorem – zażartowała w odpowiedzi.

Stanęło na tym, że ks. Janko – nie dopuszczając już kobiety do głosu – zapowiedział, że zwróci uwagę tym w kurii, aby… nie podawali postronnym jego nazwiska i numeru telefonu. Poprosiła zatem o radę ks. Józefa K., włodarza parafii, w której na co dzień urzęduje ks. Krzysztof.

Proboszcz, o dziwo, zachował się całkiem ładnie, a ściślej mówiąc – uczciwie. Przyznał, że Krzysiek prowadzi zbyt rozwiązły, jak na kapłana, tryb życia, jednak nie ma na niego żadnego wpływu, więc może jej tylko złożyć „nieoficjalne wyrazy współczucia”.

Tak to określił, prosząc, żebym nigdzie się na jego opinię nie powoływała – zdradza nam Aleksandra.

Kwestię ciąży pleban pozostawił jej sumieniu…

###

Choć w naszej wcześniejszej publikacji nie podaliśmy informacji umożliwiających identyfikację ks. Krzysztofa, w śląskim miasteczku G. i jego okolicach nikt nie miał wątpliwości, o kogo chodzi, a na lokalnym forum internetowym rozgorzała dyskusja, czy uznać, że „ksiądz też człowiek”, czy ewentualnie „wywieźć dziwkarza na taczce”.

Zawiadomiona przez jednego z przyjaciół Ola zajrzała na forum i wpisała: „(…) »Fakty i Mity« napisały prawdę. Przykro mi, że go niszczę, ale on mnie też zniszczył i robi to nadal”. Ktoś to jeszcze skomentował, ktoś inny odpowiedział…

Wymiana opinii zapewne szybko by wygasła, gdyby nie fatalny ruch pani Kasi (imię zmienione) – aktualnej partnerki wikarego (oboje na zdjęciu). Ona to bowiem – o czym wiemy z absolutnie pewnego źródła – występując pod szyldem „Stowarzyszenie pomocy księdzu”, napisała:

„Czy Ty wreszcie, Aleksandro, dasz spokój księdzu? (…) Dla Ciebie to już jest koniec. Miej trochę godności, jak on Cię nie chce, to nie poniżaj się i nie pchaj na siłę (…). A odnośnie gazet, to kto w nie wierzy? Tak samo, jak w ten wiek, który podałaś, bo wyglądasz przynajmniej na jego matkę, a nie kochankę. Fe! Gdzie on miał oczy!”.

Czy jakaś kobieta zniosłaby spokojnie taką zniewagę ze strony rywalki? Być może, ale z pewnością nie Ola…

Będąc osobą niezależną finansowo, zaangażowała specjalistów, którzy dokładnie przyjrzeli się ks. Krzysztofowi oraz pani Kasi.

No i z historii nieco groteskowej, a chwilami dramatycznej, wyszedł kryminał. I doprawdy nie chodzi w nim o to, że księżulo baraszkował z nową kochanką w luksusowych pensjonatach (np. Relax w Oravicy na Słowacji, czy w Wiśle-Głębcach). Pal diabli również to, że kobieta pracuje w pewnej instytucji administrowanej przez siostry zakonne. Ów kryminał (niestety, takie jest prawo, księże Krzysztofie…) to aborcja dokonana przez panią Katarzynę, na życzenie kochanka, 11 czerwca ubiegłego roku, w znanym redakcji gabinecie ginekologicznym.

A na zakończenie mamy bardzo przykrą dla abpa Zimonia i ks. Krzysztofa informację: ten adres i wiele innych szczegółów zna również Ola…

[2007] FaktyiMity.pl Nr 5(361)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: