FiM – Taśmy (nie)prawdy

Historia księdza, który został skazany za nieobyczajne zachowania w stosunku do swojej młodej parafianki, trwa już cztery lata. Końca, mimo prawomocnego wyroku, nie widać.

W grudniu 2009 roku 15-letnia wówczas Aleksandra M. wróciła do domu pijana. Zaskoczonym rodzicom opowiedziała, że wraca z plebanii, gdzie ksiądz ją nie tylko upoił, ale też molestował.

Rodzice Oli pojechali do proboszcza sprawę wyjaśnić. Ksiądz Mirosław Bużan (na zdjęciu pierwszy z lewej) poszedł w zaparte – powiedział, że dziewczyna przyszła do niego już pijana, a on ich córki nie tknął. Na pytanie, dlaczego w takim razie do nich nie zadzwonił, gdy się zorientował, że jest nietrzeźwa – nie odpowiedział. Za to w środku nocy wysłał do dziewczyny SMS-a. „Naskarżyłaś na mnie” – pisał z wyrzutem. Aleksandra już spała. Wiadomość w jej telefonie przeczytali rodzice.

Uznali, że to nie jest normalna sytuacja. Poszli na policję. Już w styczniu 2010 r. proboszcz usłyszał zarzut rozpijania małoletniej oraz dokonania innej czynności seksualnej (m.in. całował ją w usta, wkładał język do ust). Kiedy sprawa trafiła do sądu, biegli, którzy badali nastolatkę, uznali, że nie ma tendencji do konfabulacji. Wyrok w pierwszej instancji zapadł w czerwcu 2011 r. Ksiądz Mirosław Bużan dostał rok i cztery miesiące więzienia w zawieszeniu na cztery lata, 2 tys. zł grzywny i dwuletni zakaz prowadzenia zajęć związanych z wychowaniem i katechizacją młodzieży. Proboszcz się odwołał, wciąż też utrzymywał, że jest niewinny i padł ofiarą spisku. Mimo to sąd drugiej instancji utrzymał wyrok w mocy.

Ksiądz Mirosław decyzją biskupa opuścił swoją parafię. W zamian został zaproszony do utworzonej przez abpa Sławoja Leszka Głódzia Kapituły Kolegiaty Staroszkockiej, w której wciąż zasiada, a do jego zadań należy m.in. troska o duchowość wiernych…

Niespodziewanie w czerwcu 2012 r. duchowny pojawił się w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku (por. „FiM” 8/2013). Tym razem na dowód swej niewinności przyniósł nagrania, na których młody kobiecy głos przyznaje, że proboszcz został wmanipulowany. Głos – jak przekonywał wówczas ksiądz Mirosław – należy do Aleksandry M., a nagranie zyskał dzięki temu, że wprowadził do środowiska dziewczyny konia trojańskiego. Tej niełatwej roli podjął się siostrzeniec księdza. Jego zadanie polegało na tym, by zaprzyjaźnić się z nastolatką i nagrać rozmowę, w której powie, jak było naprawdę. A z nagrania miało wynikać, że cała sytuacja była grą, w której chodziło o pieniądze.

Powołano eksperta z Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego, który sprawdził prawdziwość nagrań. Analiza trwała pół roku. W końcu biegły uznał, że nagrania nosiły ślady manipulacji, zaś głos wcale nie należy do molestowanej parafianki. Ona sama też zaprzecza, jakoby kiedykolwiek rozmawiała z siostrzeńcem proboszcza.

Ksiądz Mirosław Bużan z taką interpretacją się nie zgadza, tym bardziej że zanim oddał prokuratorom cztery dyktafony, zlecił prywatną ekspertyzę. Wykonywał ją Bogdan Rozborski z firmy fonoskopijnej Ars Digita, który – jak przekonywał ksiądz – potwierdził autentyczność nagrań. Sam Rozborski najpierw tłumaczył, że jego praca polegała na spisywaniu wypowiedzi z dyktafonu, a nie badaniu ich autentyczności. Mówił, że nigdy nie słyszał głosu Aleksandry M.

Śledztwo dotyczące wmanipulowania księdza zostało umorzone. Rozpoczęło się za to kolejne – dotyczące manipulacji rzekomymi dowodami jego niewinności. Grażyna Wawryniuk, rzecznik prokuratury, informuje, że rozpoczęły się czynności w kierunku ustalenia okoliczności dokonania tych nagrań oraz tożsamości kobiety, której głos znalazł się na taśmach. Postępowanie trwa także w sprawie siostrzeńca ks. Mirosława. Sebastian Ż. oraz jego pomocnik usłyszeli zarzuty fabrykowania nagrań w celu wprowadzenia w błąd organów ścigania. Grozi im do trzech lat pozbawienia wolności. Siostrzeniec księdza do winy się nie przyznaje. Jego kolega – owszem…

Ksiądz Mirosław Bużan od decyzji prokuratury się odwołał. W tym czasie zniknęły dyktafony proboszcza, a prokuratorom zostały wyłącznie kopie nagrań. – Zawinił czynnik ludzki – oświadcza rzecznik Wawryniuk i zapewnia, że zostało w tej sprawie wszczęte postępowanie wyjaśniające.

Proboszcz Mirosław po raz kolejny stracił grunt pod nogami. W związku z tym, że poszedł na otwartą wojnę z prokuraturą, przesłał do „FiM” oświadczenie. Poniżej publikujemy obszerne jego fragmenty z zachowaniem pisowni oryginału:

(…) W pierwszej kolejności pragnę wyrazić daleko idące zdumienie, iż Prokuratura wypowiada się tak kategorycznie w sprawach, które nie są „prawomocne”. Ani sprawa obecnie umorzona jeszcze nie jest przesądzona, ani sprawa rzekomego „fałszowania” nagrania nie wykazała, iż w ogóle do takiego doszło. Smutkiem napawa mnie fakt, iż pani prokurator stawia zarzuty mojemu siostrzeńcowi i przed wyjaśnieniem ogłasza w mediach stan rzeczy (…).

Jeszcze większym smutkiem zaś napawa mnie to, iż Prokuratura zataiła przed dziennikarzami, iż opinia fonoskopijna, sporządzona na potrzeby sprawy, nie została wydana przez biegłego sądowego, ale osobę, która została funkcjonariuszem SB w dwa dni po wprowadzeniu w Polsce Stanu Wojennego. Pomimo przedłożenia przeze mnie opinii prywatnej – sporządzonej przez biegłego sądowego o sporej renomie – to Prokuratura w umorzeniu w ogóle się do niej nie ustosunkowała. Mimo iż biegły ten wykazał mnóstwo błędów w ekspertyzie wykonanej przez byłego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa na potrzeby Prokuratury, jak również w której potwierdził autentyczność nagrań i potwierdza głos na tych nagraniach. Nie to jest jednak najdziwniejsze i najbardziej oburzające w całej tej sprawie. Otóż Pani zginęły dostarczone przeze mnie dyktafony i nagrania – dowody rzeczowe – i to w sytuacji, w której okazuje się, że może powstać pisemna opinia, potwierdzająca ich autentyczność (a może właśnie dlatego?).

Na szczęście przed tym „incydentem” biegły sądowy „powołany” przeze mnie, przygotował szczegółową ekspertyzę, po której „biegły” Prokuratury powinien się „schować”. W zasadzie, po której powinna się również „schować” pani prokurator. Kuriozalnym jest zatem, że teraz, gdy nie ma dowodów rzeczowych przeze mnie dostarczonych, natychmiast preparuje się zarzuty z dodatkową insynuacją, że ja za tym stoję. (…) dziś Prokuratura potrafi tylko zarzucać preparowanie dowodów, które uprzednio sama zgubiła. Ciekawe tylko, jak ma zamiar teraz udowodnić, iż faktycznie były one sfałszowane?

O stanowisko spytaliśmy Bogdana Rozborskiego: – Wykonałem standardową ekspertyzę fonoskopijną na prywatne zlecenie i tyle mam do powiedzenia w tej sprawie.

My do sprawy wrócimy.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 18(687)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: