Figurka Matki Boskiej w zagrodzie abp. Głódzia. Czyli mamy „nieruchomość sakralną”

Z danieli hodowanych przez arcybiskupa Głódzia na działce przekazanej przez Gdańsk na cel sakralny można się śmiać, ale pod względem prawnym sprawa jest jasna – po wstawieniu do zagrody figurki Matki Boskiej nieruchomość nabrała charakteru sakralnego. Jednocześnie przydomowa hodowla została też zgłoszona weterynarzowi

Trzy daniele arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia mieszkające na działce „sakralnej” oddanej przez Gdańsk za 4,5 tys. zł (a wartej 457 tys. zł) nie są już problemem prawnym. Kontrola wykorzystania terenu, o którą wnosiła grupa radnych PO stwierdzi bowiem, że w zagrodzie zwierząt znajduje się figura Matki Boskiej, więc „cel sakralny” został spełniony i Kościół nie będzie musiał zwracać blisko 450 tys. bonifikaty.

Figurka pojawiła się obok paśnika danieli kilka dni temu, po naszych publikacjach o jeleniowatych żyjących przy rezydencji arcybiskupa. Sprawę tak tłumaczył w „Gazecie Wyborczej” proboszcz parafii św. Loyoli – ks. kanonik Henryk Kilaczyński: – Figura Matki Bożej stoi na terenie kościelnym, a daniele są tylko po to, żeby tam trawę wyjadły, no bo kto by miałby ją kosić? Służą nam jako takie ekologiczne kosiarki – wyjaśnił.

Z argumentacji śmiała się w poniedziałek red. Monika Olejnik oraz gość jej porannej audycji w Radiu Zet – ksiądz Kazimierz Sowa. – Powiem szczerze, że czasami nie rozumiem poziomu humoru, który pojawia się przy okazji obrony niektórych spraw związanych z Kościołem. Ksiądz kanonik, który tak sprawnie tłumaczy obecność danieli, pewnie niedługo zostanie prałatem – mówił ks. Sowa. Pytany, czy działalność abp. Głódzia jest gorsząca dla wiernych i niektórych księży, odpowiedział, że „wielu księży uważa, że ksiądz arcybiskup stosuje nie do końca właściwe sposoby obrony swojej osoby”.

Wedle Ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego wyróżniającej inwestycje sakralne i kościelne figurę Matki Boskiej wstawioną do zagrody należy uznać za inwestycję sakralną.

Daniele u weterynarza

Hodowla danieli nie była zarejestrowana, ale w czwartek proboszcz załatwił formalności.

– Dostałem telefon z urzędu miejskiego z pytaniem, czy wiem o tej hodowli. Odpowiedziałem, że nie, choć istnieje obowiązek niezwłocznej rejestracji. Nie ma z tym jednak problemu, bo tego samego dnia przyszedł ksiądz proboszcz i zgłosił zwierzęta. Załatwiliśmy formalności, daniele dostały numery identyfikacyjne – mówi Piotr Jeliński, powiatowy lekarz weterynarii.

Rozporządzenie ministra rolnictwa gwarantuje danielom co najmniej hektarowy wybieg niezależnie od liczby zwierząt. Działka arcybiskupa jest trzykrotnie mniejsza.

– Biskup dostał daniele w prezencie od myśliwych i hoduje je w celach rekreacyjnych, a nie komercyjnych. Według mnie ta działka im wystarczy, ale będę jeszcze tę hodowlę kontrolował i może zweryfikuję swój pogląd – tłumaczy Jeliński.

Jedzą z ręki

W swojej rezydencji w Gdańsku metropolita przyjmuje wpływowych gości. Kilka miesięcy temu do biskupa przyjechał wicepremier Waldemar Pawlak z prezesem pomorskiego PSL Krzysztofem Trawickim. Gdy wychodzili do samochodu, arcybiskup zawołał ich do ogrodu.

– Jak to zobaczyłem, to aż serce mi pięknie zabiło, bo jestem weterynarzem. Pięknie utrzymane kurki różnych odmian: liliputki, zielononóżki i inne ozdobne – wspomina Krzysztof Trawicki. – Nie ma drugiego takiego arcybiskupa, który łączyłby posługę z hodowlą. To typowy rolnik z krwi i kości. Polecał mi, żebym wziął kilka kurek do hodowli, ale niestety ja nie miałbym gdzie ich trzymać. A u niego są piękne klatki, wszystko zadbane. Daniele jedzą księdzu arcybiskupowi z ręki, a jak zawoła po imieniu, to od razu przychodzą.

[2013.05.15] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: