FiM – Ksiądz po terapii

Według specjalistów kościelnych homo-seksualizm jest chorobą psychiczną, zaś w postaci czynnej – ciężkim grzechem. Żeby zapobiec jego popełnianiu, należy podjąć odpowiednią terapię medyczno-teologiczną, która wyzwoli od skłonności do tej samej płci.

Dobitną ilustracją skuteczności takiego leczenia jest przypadek księdza Piotra z diecezji łowickiej. Jeszcze niedawno nałogowo bzykał się ze swoimi starszymi uczniami i młodzieńcami poznanymi na czatach internetowych, zapraszanymi na plebanię bądź do prywatnej garsoniery przy ul. H. Sawickiej w Sochaczewie (pozyskana z zasobów komunalnych miasta!). Wykazywał przy tym lekkie odchylenia w kierunku pedofilii: „Wolałem jednak nie ryzykować po tych wszystkich aferach. Teraz jest taka nagonka, że jak mi małolat nie pokaże legitymacji i nie zobaczę, że ma skończone 15 lat, to go nie kupuję” – tłumaczył jednemu z partnerów (por. „Alfabet mafii” – „FiM” 17/2010).

Dzisiaj okrzyknięto go „postacią roku” w pewnej dziedzinie pracy z ministrantami. Dokładnie nazwać jej nie możemy, żeby nie narażać na ryzyko identyfikacji kapłana, o którym pełno w lokalnej prasie katolickiej (m.in. zdjęcia z biskupami), w każdym razie młodzi chłopcy absolutnie już na księdza Piotra nie działają. Ten wniosek wyprowadzamy z faktu, że skoro szefowie duchownego z ordynariuszem bp. Andrzejem Dziubą na czele doskonale wiedzieli o jego upodobaniach, z pewnością nie pozwoliliby mu zajmować się małolatami, gdyby mieli choć cień wątpliwości, iż grozi im „zarażenie chorobą”. Homoseksualny „wirus” drzemał w ks. Piotrze i dawał o sobie znać w seminarium duchownym, ale dziewictwo stracił dopiero 2 lata po święceniach. O szczegółach „pierwszego razu” opowiedział (relacja wyróżniona kursywą) swojemu byłemu wychowankowi „Miśkowi”, który przed towarzyską – jak utrzymuje – wizytą u dawnego nauczyciela religii zaopatrzył się w dyktafon z zamiarem naszym zdaniem niecnym, aczkolwiek on twierdzi, że chodziło mu jedynie o prawdę.

„Wszystko się zaczęło od mojego ucznia, który mnie po prostu uwiódł. Grzesio z czwartej klasy technikum. Śliczny chłopak” – wspomina duchowny. Opowiada dalej, że podrywacz zagadnął go po wieczornej mszy i poprosił o pożyczenie filmu „Quo vadis”, bo chciał go obejrzeć razem z koleżankami. „Akurat »Quo vadis« miałem u brata. Przyszli we trójkę, pojechaliśmy do mojego brata, wypiliśmy kawę, wzięliśmy film. No i wracamy. Mówię: »Słuchajcie, już jest po dwudziestej drugiej. Muszę was odwieźć do domu«. Najpierw odwieźliśmy dziewczyny. Gdy znaleźli się następnie pod domem ucznia, ten oświadczył, że rodzice gdzieś wyjechali. Poprosił, żeby samochodem „zrobić rundkę po mieście”.
Później wrócili na plebanię, bo młodzieńcowi zamarzyło się obejrzenie jeszcze jednego filmu. „Włączyłem mu „Czerwony Październik” w drugim pokoju, ja sobie poszedłem do gabinetu. Kurczę, skończyłem robotę, spać mi się chce. Po jedenastej mówię Grzesiowi, że już późno jest”. Grześ zaproponował mu, żeby udał się na spoczynek, bo po projekcji on wszystko wyłączy i, wychodząc, zatrzaśnie za sobą drzwi.

„Umyłem się, położyłem spać w tym drugim pokoju, gdzie miałem tapczanik jednoosobowy. I zasnąłem. I raptem budzę się, a Grzesiu jest koło mnie. Cały nagi. I już się bierze za mnie ostro. Taki był mój ten pierwszy raz. W drugim roku kapłaństwa. Skurczybyk był profesjonalistą. Później się we mnie zabujał, ale gdy wyjechałem na studia do Warszawy, a potem do Rzymu, on się ożenił”.

Ksiądz Piotr całkowicie zapomniał o celibacie. Żył z Mariuszem („szczuplutki taki, ale warunki… 22 centymetry (przyrodzenia –dop. red.)”, Tomkiem („23 centymetry, rozkoszny, bez żadnych kompleksów, ma takie poczucie humoru, że jak się położy do łóżka, to jest odlot”), okazyjnie kopulował z ministrantem Robertem(„niesamowicie napalony i niewyżyty, lubi zbiorówki”) bądź korzystał z usług męskich prostytutek („dzwonisz, płacisz stówę, nie ma problemu”). Trzeba mu wszakże oddać, że po pierwszym doświadczeniu bardzo starał się nie dotykać podopiecznych: „Uczniów nie uwodzę, bo jest zasada: gdzie uczymy, nie pieprzymy”.

Wspomnienia rozochociły ks. Piotra do tego stopnia, że zapragnął przespać się z gościem. Oto fragment ich rozmowy:
– Misiu, proszę cię, na godzinkę się położymy. Nie bój się – nalegał gospodarz.
– Ale mi tak nie bardzo dzisiaj – odpierał zaloty „Misiek”.
– Nie wygłupiaj się. Proszę cię, już mi nie rób scen…
– Ale dzisiaj przyjechałem z tobą…
– Ale proszę cię, przestań już. Ja dzisiaj jestem taki…
– Nie, nie dzisiaj. Muszę się tu oswoić…
– Nie oswoiłeś się jeszcze?
– No, jeszcze nie, jeszcze taki jestem dziwny.

Ksiądz Piotr prawdopodobnie leczył się eksternistycznie, bo w jego karierze podrywacza nie zaobserwowaliśmy jakichś długotrwałych przerw. „Poznałem, co to wściekłość diabła. Ja tego jako kapłan doświadczyłem. Słyszałem rechot demona, który groził mi palcem, mówiąc: »Zemszczę się na tobie«. Dziś patrzę już na to ze spokojem” – opowiada na łamach czasopisma katolickiego. Za cóż diabeł miałby się na nim rzekomo mścić, nie ujawnił..

[2013] FaktyiMity.pl Nr 18(687)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: