Kapłan przeciwko arcybiskupowi Głódziowi

Ksiądz Adam Świeżyński poszedł do nuncjusza apostolskiego w Warszawie ze skargą na arcybiskupa gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia. „Nic z tego nie wyniknie” – mówią jedni kapłani. „To początek końca Głódzia w Gdańsku” – uważają inni.

Rozmowa odbyła się trzy tygodnie temu, 24 kwietnia, ale media dowiedziały się o niej dopiero wczoraj – jako pierwszy napisał o tym „Dziennik Bałtycki”.

Ks. Świeżyński jest wykładowcą w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. W zeszłym roku habilitował się na podstawie pracy „Filozofia cudu. W poszukiwaniu adekwatnej koncepcji zdarzenia cudownego”.

Potwierdził znane fakty

Dlaczego zgłosił się do nuncjusza apostolskiego w Warszawie ze skargą na arcybiskupa gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia? Ks. Świeżyński jest kapłanem archidiecezji gdańskiej oddelegowanym jedynie do pracy w stolicy. W Gdańsku kończył I Liceum Ogólnokształcące i seminarium. Czuje się emocjonalnie związany z trójmiejskim środowiskiem kapłańskim.

W rozmowie z dziennikarzem podkreślił, że rozmowa z nuncjuszem abp. Celestino Migliore była spokojna i rzeczowa. Ks. Świeżyński mówi: „Przedstawiłem i potwierdziłem znane fakty”.

Problem z alkoholem, złe traktowanie

Chodzi najprawdopodobniej o publikację tygodnika „Wprost” z końca marca br., gdzie opisane zostały m.in. perypetie młodego kapelana abp. Głódzia, który przeżył załamanie nerwowe i uciekł z rezydencji gdańskiego ordynariusza na Oruni. Kapłan nie wytrzymał skłonności pryncypała do alkoholu, złośliwości, wulgarnych słów i roli chłopca na posyłki, który – bywało – w środku nocy musiał jechać do sklepu po określony gatunek kiełbasy. Kapelan ukrywał się przez dwa tygodnie. Nie zgodził się na powrót do swojej dotychczasowej funkcji i zażądał konfrontacji z arcybiskupem w obecności biskupa pomocniczego Ryszarda Kasyny oraz starszych urzędników kurii. Do takiej konfrontacji doszło – zbuntowany kapelan odczytał na niej precyzyjne i szokujące fragmenty dziennika, który prowadził podczas służby w rezydencji arcybiskupa.

Ks. Świeżyński miał też przedstawić okoliczności, w jakich w 2009 r. zrezygnował z pracy w gdańskim seminarium i – za zgodą abp. Głódzia – przeniósł się do Warszawy.

Pieniądze najważniejsze

Gazeta opisywała inny aspekt życia gdańskiej archidiecezji, którego ks. Świeżyński prawdopodobnie nie poruszył. Według księży, z którymi rozmawialiśmy, pod rządami abp. Głódzia główną miarą wartości kapłana miały stać się pieniądze. Jeśli dobrze radzi sobie finansowo i przynosi gotówkę do kurii – znaczy, zuch. Nie radzi sobie? Trzeba odwołać. Według informacji uzyskanych przez „Gazetę” w Gdańsku dochodzi do przypadków kupczenia parafiami. Godność proboszcza można nabyć – zależnie od tego, czy miejsce jest dochodowe – za kwotę od 20 tys. do 80 tys. zł.

Tygodnik „Wprost” sugerował, że grupa gdańskich księży napisze list do papieża Franciszka, w którym wyliczy winy arcybiskupa Głódzia. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

– Żałuję, że księża w Gdańsku nie zdobyli się na taki krok – mówi ks. Świeżyński. – Wszystko ograniczyło się do prywatnych rozmów. Ja teraz przynajmniej mogę sobie spojrzeć w twarz rano w lustrze.

Nuncjusz podczas Euro 2012 mieszkał u Głódzia

Trójmiejscy księża są podzieleni co do opinii na temat skutków zachowania ks. Świeżyńskiego. Jedni uważają, że papież Franciszek może zainteresować się przypadkiem Gdańska i zademonstrować, że nie o taki Kościół chodzi.

Większość jednak jest przekonana, że nic z tego nie będzie. – Ks. Świeżyński od czterech lat ma niewiele wspólnego z gdańską archidiecezją – mówi jeden z nich. – Odchodził do Warszawy w atmosferze rozczarowania, wiadomo było bowiem, że chciał być nowym rektorem seminarium, ale został nim kto inny.

Poza tym nuncjusz jest dobrym znajomym arcybiskupa Głódzia, podczas Euro 2012 gościł w rezydencji na Oruni, ma więc dość osobisty pogląd na to, co dzieje się w Gdańsku, i nie należy oczekiwać, że będzie zawracał tym głowę papieżowi. Zresztą gdyby księdzu Świeżyńskiemu zależało na skuteczności, powinien zgłosić się bezpośrednio do Watykanu, do Kongregacji ds. Biskupów. Każdy kapłan ma taką możliwość.

Abp Głódź nie chce komentować sytuacji: – Każdy ma prawo postąpić w zgodzie ze swoim sumieniem – mówi. – Księdza Świeżyńskiego nie widziałem od czterech lat. Nie wiem, co miał do powiedzenia. Czekam, aż się wszystko wyjaśni.

W piątek abp Głódź ma imieniny. Z powodu kierowanych wobec niego zarzutów zrezygnował z przyjmowania gości i życzeń: – Jedynie rano msza święta w seminarium z udziałem arcybiskupa seniora Tadeusza Gocłowskiego, seminarzystów i kurialistów. Wszystkim, którzy chcieliby mi złożyć życzenia, z góry dziękuję.

[2012.05.16] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: