Ksiądz mnie molestował [ROZMOWA]

Andrzej: – Byłem wtedy niespełna dziesięcioletnim chłopcem. Ksiądz, wtedy jeszcze kleryk, uczył nas religii. W parafii św. Aleksandra w miejscowości S. Często kazał zostawać po zajęciach
Andrzej (imię zmienione) jest jednym z bohaterów książki „Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim kościele mówią” Ekke Overbeeka. Opowiedział w niej swoją historię sprzed 35 lat, gdy jako dziesięcioletni chłopiec był molestowany przez, wtedy jeszcze kleryka, Y.

W 2011 r. trafił na ślad księdza Y, teraz proboszcza jednej ze szczecińskich parafii. W grudniu 2011 r. napisał do kurii szczecińsko-kamieńskiej. Sprawą zajęła się specjalna komisja kościelna powołana przez arcybiskupa Andrzeja Dzięgę, metropolitę szczecińsko-kamieńskiego. Do tej pory nie doczekała się finału.

Andrzej opowiada: – W grudniu 2011 przyjechałem do Szczecina na przesłuchanie specjalnej komisji powołanej przez arcybiskupa. Spisali moje zeznania. I stwierdzili, że to za mało. Nie zrobili praktycznie nic. Oprócz przekazania mojego prywatnego telefonu i adresu temu księdzu – mówi mężczyzna, który w proboszczu jednej ze szczecińskich parafii rozpoznał swojego prześladowcę sprzed lat.

Tomasz Maciejewski: Dlaczego teraz wraca pan do wydarzeń sprzed 35 lat?

Andrzej: Bo już wiem, że jeśli tego nie wyrzucę z siebie, to nie będę mógł zamknąć tej sprawy definitywnie. Powiedziała mi to pewna psycholog. Drugim powodem jest to, że dopiero w 2011 r. odnalazłem tego księdza. Wcześniej też próbowałem, ale jakby zapadł się pod ziemię.

Jak pan go odnalazł?

– Wygooglałem go. Znalazłem informacje, że jest proboszczem w Zachodniopomorskiem.

Dopiero dwa lata temu?

– Tak. Sam się zastanawiam, dlaczego nie mogłem trafić na żaden ślad. Ale skoro został przeniesiony na drugi koniec Polski, to zadanie było mocno utrudnione. Jako student pisałem do kurii łomżyńskiej z prośbą o jakiekolwiek informacje, o miejsce pobytu księdza. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.

Jest pan gotów opowiedzieć coś więcej o swojej sprawie?

– Byłem wtedy niespełna dziesięcioletnim chłopcem. Ksiądz, wtedy jeszcze kleryk, uczył nas religii. W parafii św. Aleksandra w miejscowości S. Często kazał zostawać po zajęciach.

Po co?

– Mówił, że trzeba poprawić kartkówkę albo wymyślał jakiś inny powód. Wtedy już było siadanie na kolanach, gmeranie przy rozporku. A zaczynało się od zwykłego głaskania, przytulania, obejmowania od tyłu. Wtedy tego nie rozumiałem.

Skończyło się na przytulaniu, dotykaniu?

– Nie. Ksiądz próbował mnie zgwałcić. Właściwie zrobił to. Doszło do penetracji. Uciekłem. I już do niego na zajęcia nie chodziłem. Bałem się go, unikałem. Od klasy VI już właściwie na religii nie bywałem. Ale – co ciekawe – świadectwa dostawałem.

Cała rozmowa w piątek na szczecińskich stronach „Gazety”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: