FiM – Kurio, pozwól żyć

Polacy katolicy niejednokrotnie wywożą swoich duszpasterzy na taczkach. Zdarza się jednak, że przywiązują się łańcuchami do drzwi plebanii, żeby ich z parafii nie wypuścić…

# Księdza Marka Rogowskiego parafianie od Apostołów Szymona i Judy Tadeusza z Szelkowa przez kilka miesięcy pilnowali dzień i noc. Przed plebanią rozbili obóz, mieszkali w przyczepach. Nie chcieli się zgodzić na to, aby biskup wysłał go karnie jako kapelana do domu księży emerytów. Miał tam trafić dlatego, że – jak mówili ludzie  – do kurii nie dawał, ile trzeba, a zamiast tego inwestował w kościół. Nie pomogło półtora tysiąca podpisów ani listy pełne żalu, zwątpienia i goryczy. Proboszcz z parafii zniknął. Kuria sprawę rozwiązała w ten sposób, że wysłała swego podwładnego za ocean. Wierni pielgrzymowali do kurii, jeździli za biskupem na wizytacje. W pierwszej rundzie purpurat skapitulował i po rocznym urlopie oddał ludziom ich księdza. Nie na długo. Nie zdążył się ksiądz Rogowski dobrze rozpakować, a już z kurii znów przyszła wiadomość, że ma odejść. Tym razem załatwiono sprawę podstępem
– duchowny został zaproszony na rozmowę, która zaowocowała oficjalną prośbą o odwołanie z pełnionej funkcji. Ludzie do dziś nie odpuszczają. Jeżdżą pod siedzibę kurii, obwieszają jej płot transparentami z napisem:
„Kurio, obudź się”i żebrzą o to, aby ich biskup wysłuchał. Ale on słuchać nie chce.
# Ksiądz Grzegorz Rowicki, były proboszcz z parafii św. Łukasza Ewangelisty na Kępie Tarchomińskiej (Białołęka), też znajduje się w grupie duszpasterzy kochanych przez wiernych. Wieść o biskupim dekrecie dotyczącym przeniesienia ks. Rowickiego spadła na wszystkich nieoczekiwanie. Ludzie podczas niedzielnej mszy dowiedzieli się, że proboszcz dostał niespełna dwa tygodnie na spakowanie manatków. Za księdzem stanęli murem. A właśnie – jak się okazało – o mury poszło warszawskiej kurii. Ksiądz Rowicki był bowiem odpowiedzialny nie tylko za organizację nowej wspólnoty, ale także za budowę kolejnego „domu bożego” (parafię erygowano w 2001 r.; od tej pory kościół parafialny jeszcze nie stanął, a jego funkcję pełni niewielka kaplica). Pech księdza polegał na tym, że mieszkańcy jego parafii to głównie ludzie młodzi. Skoncentrowani na budowie i urządzaniu własnych gniazdek, nie byli zbyt hojni w dorzucaniu się do tego biskupiego. Budowa kościoła ślimaczyła się, aż w końcu stała się gwoździem do trumny kariery ks. Grzegorza w parafii, którą od podstaw tworzył.

Ludzie żałują dobrego księdza. Takiego, który wszystkich znał, z każdym pogadał i obojętnie nie przeszedł. Sprawić, że kaplica zawsze była pełna, także podczas mszy dla dzieci. Biskupowi taka sytuacja powinna się podobać. Ale ten atut w jego oczach okazał się wadą. Duszpasterz nie może bowiem – uznał hierarcha – być do swoich owiec nader przywiązany i związany z nimi emocjonalnie, bo przecież wówczas wystarczająco krótko ich nie strzyże. Owieczki nie podzielały tej opinii i postanowiły zawalczyć o swego duchownego. Pojechały najpierw do biskupa, a później do samego kardynała, ale wszędzie natrafiły tylko na dobrze znane petentom kurii lekceważenie. Mają w planie poinformować o sytuacji nuncjusza apostolskiego. – Mogą pisać do samego Boga, ale szanse mają nikłe. Hierarchia boi się księży, do których przywiązują się wierni. O tym, jakie to niebezpieczne, wciąż przypomina sukces księdza Natanka– mówi nam jeden ze stołecznych duchownych.
# O księdza walczą także w Białymstoku. Tutaj biskup Edward Ozorowski postanowił odwołać z pełnionej dotąd funkcji proboszcza parafii św. Krzysztofa ks. Roberta Rafałę. Ksiądz Robert pełni swoją funkcję od początku istnienia wspólnoty, czyli od 2002 r. Zgodnie z wolą kurii ma odejść z końcem czerwca. List z protestem podpisało niemal 100 proc. wiernych. Liczą, że biskup się zreflektuje. Jeśli nie, zamierzają pikietować przed jego siedzibą.
# W Berżnikach ludzki upór wygrał jednak z biskupią wolą. Księdza Władysława Napiórkowskiego (na zdjęciu) ludzie szanowali, bo był ofiarny, przyjacielski, pracy się nie bał. Sam plebanię odnowił i kościół poprawił, bo groziło, że zawali się modlącym na głowę. Na wszystko potrzebował ledwie 8 lat. Kompletnie zaniedbywał przy tym papierkową robotę, nie prowadził kancelarii parafialnej tak, jakby sobie tego życzyła kuria, no i nie dawał na nią pieniędzy. Biskup zarzucił Napiórkowskiemu zaniedbania w administrowaniu parafią i zdecydował, żeby księdza zabrać. W „nagrodę” od kurii miał dostać mieszkanie w domu księży emerytów i roczny urlop zdrowotny. Wtedy poszło na noże. Ksiądz pisał odwołania, a ludzie pilnowali, żeby żaden inny duchowny do parafii nie wszedł. Nie było łatwo, ale się udało.
Dziś ksiądz Władysław znów pełni swoją funkcję.

[2013] FaktyiMity.pl Nr 24(693)/2013

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: