Od piłki nożnej do kokainy. Opowieść o księdzu, który chciał być nietypowy

Zamieszany w handel narkotykami 37-letni ksiądz z Częstochowy stanął przed sądem. To już druga w ostatnich latach „przygoda” duchownego z wymiarem sprawiedliwości

Nazwisko księdza Rafała P. wypłynęło przed trzema laty przy okazji dużego śledztwa Prokuratury Okręgowej i Centralnego Biura Śledczego związanego z handlarzami narkotyków. Do tej pory zarzuty usłyszało 25 osób, prokuratura sporządziła osiem aktów oskarżenia, kilka spraw już się zakończyło wyrokami. Jeden z podejrzanych poszedł na współpracę ze śledczymi i zrelacjonował rolę duchownego.

Ksiądz posoborowy. Po prostu luzak

Kapłan Rafał był popularny w wielu środowiskach młodzieżowych. Między innymi dlatego, że pasjonował się rapem i piłką nożną. Przez kilka lat organizował koncerty i mecze piłkarskie raperów z księżmi. Przy tej okazji były zbiórki pieniędzy na biedne dzieci. Jeszcze kilka lat temu ksiądz Rafał był stawiany za wzór nietuzinkowego duchownego, który dociera z ewangelizacją do trudnych środowisk. Związany przez lata ze hiphopowcami pisał teksty, rapował i organizował koncerty.

– Nie wszystkie treści przekazywane przez raperów mi odpowiadają, ale z niektórymi się zgadzam. Już w szkole średniej słuchałem takiej muzyki. W seminarium też – właśnie wchodził polski rap. Poznałem jednego rapera, potem drugiego, trzeci, piąty zespół – mówił w 2005 roku w wywiadzie dla „Gazety”.

W jednym z utworów hiphopowego zespołu WWO, ksiądz P. „robi” za chórek. Utwór opowiada o tym, że „wszyscy tylko hajs chcą naruchać”. Młodzież jednak nie daje się złu – woła śmiało „chuj w krój”.

– Czasami padnie przekleństwo. Ale robimy dobrą rzecz – tłumaczył duchowny atakowany za wulgaryzmy na płytach, które powstawały z jego udziałem. I dalej robił swoje.

– Na jakimś koncercie, hiphopowym oczywiście, chyba Jędker z zespołu WWO miał na sobie koszulkę piłkarską. Zaczęła się rozmowa: on gra, ja też, to może zagramy kiedyś, hiphopowcy z księżmi. Myślałem raczej o kameralnej imprezie, ale jestem u Sokoła, drugiego chłopaka z WWO, opowiadam mu o tym pomyśle, a on, że pomysł jest świetny, już dzwoni do MTV. I tak z mojej skromnej imprezy z grillem zrobiła się spora sprawa. Słuchacze wypełnili halę Polonia, w MTV była godzinna relacja z imprezy, a za dochód z niej 50 dzieci było na wakacjach pod Żywcem – opowiadał przed laty „Gazecie” Rafał P. jak rodziła się idea takich imprez.

Jego działalność dostrzegła Fundacja „Opoka”. Został jednym z 12 księży, którzy znaleźli się w kalendarzu „Powołani. Poznaj duchownych z pasją. A.D. 2011”. Na stronie internetowej reklamującej kalendarz o Rafale P. można było przeczytać: „Pewnie wszyscy, którzy na imprezie hiphopowej, meczu piłki nożnej, gali boksu zawodowego czy w siłowni spotkali Rafała, pomyśleli sobie: ale luzak. Tyle tylko, że ten otwarty na świat i ludzi mężczyzna, który realizuje swoje pasje, zaraża nimi innych, aktywizuje ubogich i ludzi z marginesu, tak naprawdę już dawno wybrał swoją drogę, po której wytrwale maszeruje”.

Prezesowi Opoki Marcinowi Górnickiego wiarę w misję księdza-rapera nie zachwiało nawet to, że był już wówczas oskarżony o wyłudzenie odszkodowania za samochodową stłuczkę.

– Nie promujemy przecież świętych, ale działalność konkretnych, żywych ludzi. W Kościele uznajemy prawdę, że każdy człowiek, w tym również ksiądz, jest grzesznikiem i nie tylko teoretycznie może popełniać błędy i grzeszyć, ale z całą pewnością to robi. Nasz kalendarz chce promować pozytywną wizję chrześcijaństwa, skupioną na dobru. Nie idealizujemy konkretnych ludzi, ale traktujemy ich jako osoby reprezentujące konkretne dobre i pożyteczne dzieła – odpowiadał „Gazecie prezes Górnicki pytany, czy wypada chwalić duchownego, który ma konflikt z prawem.

Wypił, wsiadł do auta, oszukał policję

Pod koniec 2010 r. ksiądz Rafał P. trafił na ławę oskarżonych częstochowskiego sądu. W grudniu 2008 r. w Zawierciu volkswagen uderzył w tył innego auta, które zatrzymało się przed przejściem dla pieszych. Nikomu nic się nie stało, ale sprawca wycofał swój pojazd i uciekł. Poszkodowany ruszył w pościg. Zdążył spisać numery rejestracyjne. W dodatku z volkswagena odpadła tablica rejestracyjna, więc z ustaleniem właściciela nie było problemu.

Auto należało do Rafała P., księdza z miejscowej parafii. Policja i firma ubezpieczeniowa uwierzyły duchownemu, że to nie on siedział za kierownicą. Pierwotnie śledztwo umorzono, duchowny dostał pieniądze z tytułu autocasco. Dopiero dwa lata później częstochowski prokurator usłyszał, jak było naprawdę. Ks. Rafał P. zasiadł na ławie oskarżonych.

Duchowny przyznał się do spowodowania kolizji. Twierdził, że feralnego dnia był w Krakowie i przed powrotem wypił jedno piwo. Uciekł ze strachu przed konsekwencjami. Z tego samego powodu odwiedził jeszcze tego samego dnia znajomego w Częstochowie i namówił go do wzięcia winy na siebie. Tak też się stało: Piotr K. zgodził się świadczyć, że to on kierował samochodem. Z tytułu ubezpieczenia autocasco ksiądz otrzymał 7,7 tys. zł. Ksiądz Rafał P. oraz Piotr K. za oszustwo zostali w listopadzie ub. roku prawomocnie skazani na kary po 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Dostali też rok na oddanie firmie ubezpieczeniowej pieniędzy.

Goście weselni nie mieli koki. Ksiądz załatwił

Proces nie przeszkodził duchownemu w realizowaniu swych pasji. Był wówczas wikarym w jednej z miejscowości pod Wieluniem. Jako katecheta organizował gimnazjalnej młodzież piłkarskie rozgrywki podczas Euro 2012. Po wyroku – z mocy prawa – nie mógł być już katechetą. Wrócił jako wikary do jednej z częstochowskich parafii. Śledczy długo nie spuszczali go jednak z oczu. CBŚ monitorując dilerów narkotykowych, już wcześniej zdecydowało o założeniu jemu i ludzi z kręgu jego bliskich podsłuchów. W końcu Rafał P. został zatrzymany w swej parafii. Trwał właśnie odpust. Już na pierwszym przesłuchaniu przyznał się do udziału w obrocie narkotykami – przede wszystkim kokainą. Mówił głównie, od kogo kupował kokainę i amfetaminę. Wskazał kilku dobrych znajomych, których – jak wyjawił – poznał bliżej, udzielając im nauk przedmałżeńskich czy grając z nimi w piłkę.

– Ewidentnie bał się aresztowania – mówi jeden ze znających kulisy śledztwa oficerów. – Dlatego gładko potwierdził nasze ustalenia. Dla księdza Rafała P. zatrzymanie skończyło się jednym prokuratorskim zarzutem. W sierpniu 2008 roku w roli księdza asystował na ślubie swojego kolegi Łukasza F. Pan młody miał nietypowe życzenie: poprosił duchownego o dostarczenie na przyjęcie weselne dla gości… kokainy. Ksiądz P. bez wahania spełnił to życzenie. 5 gramów koki zawiózł osobiście na wesele kolegi. Narkotyk dostał od innego znajomego, który zainkasował za „prezent” 1 tys. zł. Potem śledczym ksiądz opowiadał, od kogo i w jakich okolicznościach w latach 2007-08 kupował kokainę. Raz była to amfetamina. Czynił to co najmniej dziesięciokrotnie. Jednorazowe działki to 1-7 gramów. Twierdził też, że sześciokrotnie załatwiał prochy na własny użytek. Innym razem spełniał prośby znajomych. W chwili zatrzymania duchowny nie miał przy sobie żadnych środków odurzających. Nie podstawiono mu zatem zarzutu – poza „weselnym prezentem” – handlu narkotykami.

Na ławie oskarżonych prócz księdza P. zasiada jeszcze czterech jego znajomych. Twierdzą, że cały akt oskarżenia opiera się na pomówieniach duchownego. – Nie wiem, czemu akurat nas wrobił – mówili nam poza salą sądową.

– To nie jest prawdziwy ksiądz. Zawsze miał kasę, lubił dobre samochody, ubierał się w markowe hiphopowe ciuchy, nie stronił od hulanek i imprez w damskim towarzystwie. Często jeździł do znajomych muzyków w Warszawie, tam sobie folgował. Alkohol i prochy też były. Czy w kurii o tym wiedzieli? Pewnie tak, ale zamiast mu pomóc, pozbywali się go, przerzucając z parafii do parafii, nawet katechetą pozwolili zostać. Od czasu święceń w 2001 roku był w katedrze, potem na Dźbowie, w Zawierciu, pod Wieluniem, Miedźnie, teraz znów jest w Częstochowie – wylicza jeden z jego znajomych.

Na pierwszej rozprawie ks. Rafał P. skorzystał z prawa odmowy wyjaśnień i odpowiadania na pytania. Nie chciał też potwierdzić, czy wyjaśnienia, które złożył w śledztwie, są prawdziwe.

[2013.06.07] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: