Organista kontra proboszcz z Lutoryża – trzecie starcie

Prokuratura znów umorzyła sprawę niezapłaconych składek ZUS organisty z Lutoryża. Sąd orzekł: przedwcześnie

Zwolniony przez proboszcza parafii w Lutoryżu Przemysław Lis, w grudniu ub. roku złożył w rzeszowskiej Prokuraturze Rejonowej doniesienie na ks. Stanisława B. Zarzucił mu, że przez kilka lat grania na kościelnych organach otrzymywał od pracodawcy 350 – 500 zł miesięcznie, ale proboszcz nigdy nie odprowadzał składek ubezpieczeniowych i emerytalnych od tego wynagrodzenia. Jednoczenie o tym fakcie poinformował Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Umorzenie i wznowienie

Prokuratura podjęła działania wyjaśniające, czy proboszcz „złośliwie lub uporczywie narusza prawa pracownika wynikające ze stosunku pracy lub ubezpieczenia społecznego”, za co grozi 2 lata ograniczenia albo pozbawienia wolności. W połowie grudnia policja w Strzyżowie sprawę umorzyła, a prokuratura tę decyzję zatwierdziła. „Zawarte w protokole kontroli ustalenia również nie dają jednoznacznej odpowiedzi na zasadnicze pytanie: czy popełniono przestępstwo” – czytamy w uzasadnieniu. Lis nie zgodził się z decyzją prokuratury i ją zaskarżył. Prokuratura podjęła sprawę na nowo.

– Postępowanie będzie kontynuowane ze względu na powstałe wątpliwości i sprzeczności – tłumaczyła wówczas Edyta Lenart, prokurator rejonowy w Rzeszowie. – Zostali przesłuchani pracownicy ZUS, którzy dokonywali kontroli w parafii, pokrzywdzony dołączył nam do akt decyzję ZUS. Z kontroli prowadzonej przez tę instytucję wynika, że pokrzywdzony za swoją pracę otrzymywał pieniądze. Kwestią do ustalenia jest, czy od tych pieniędzy odprowadzano składki.

ZUS nie wątpi, prokuratura tak

Kontrola ZUS potwierdziła, że składek od wynagrodzenia organisty ksiądz nie odprowadzał. W lutym 2013 roku ZUS wydał decyzję, określającą jaką sumę parafia w Lutoryżu winna jest tej instytucji z tytułu zaległych składek od wynagrodzenia Lisa. Tym samym ZUS bezsprzecznie wykazał, że proboszcz Stanisław B. „złośliwie i uporczywie naruszał prawa pracownicze”. Prokuratura, dysponując już decyzją ZUS, w marcu br. po raz drugi umorzyła dochodzenie. Powołując się na zasadę „in dubio pro reo”, czyli – wszelkie wątpliwości interpretuje się na korzyść podejrzanego.

– Wątpliwe jest, czy istniał stosunek pracy między tymi osobami, bo umowy o pracę nie podpisywały – tłumaczyła te wątpliwości Ewa Lotczyk, zastępca prokuratora rejonowego w Rzeszowie. – ZUS wydał decyzję w oparciu o własne przepisy, które nie są dla prokuratury obowiązujące. Dla nas zobowiązujące byłoby orzeczenie sądu, czy między tymi osobami istniał stosunek pracy. Nie ma takiego orzeczenia, więc są wątpliwości.

Lis nie odpuścił, kolejne umorzenie sprawy zaskarżył do sądu.

Sąd Rejonowy w Rzeszowie nie pozostawił prokuraturze wątpliwości: „Postanowienie o umorzeniu dochodzenia zostało wydane przedwcześnie” – orzeka sąd. I uzasadnia: „W szczególności niezrozumiałe jest dla sądu stanowisko prowadzącego postępowanie, jakoby pokrzywdzonego (Przemysława Lisa – red.)) i Stanisława B. nie łączył stosunek pracy. Wydane przez ZUS na podstawie stosownych przepisów decyzje w sprawie Przemysława Lisa jednoznacznie wskazują na istnienie takiego stosunku pracy”. Sąd nie dopatrzył się też, na jakiej podstawie prokuratura zastosowała zasadę „in dubio pro reo”. I nakazał prokuraturze ponowną analizę materiału dowodowego.

Lis „przeciera szlaki”

– Ubiegamy się o wpłacenie przez pracodawcę składek zusowskich dla mojego klienta, ponadto ministerialne rozporządzenia regulują co roku płacę minimalną, więc staramy się także, by pracodawca wyrównał mojemu klientowi płacę za lata, kiedy składek nie odprowadzał – tłumaczy Dagmara Florek-Klęsk, pełnomocnik Przemysława Lisa. – Wydaje się, że takie postanowienie sądu winno skłonić prokuraturę do postawienia proboszcza w stan oskarżenia. Jeśli się to uda, będzie sygnał dla innych organistów i ich pracodawców, że ich również obowiązuje prawo pracy.

Sugeruje, że bogaty materiał dowodowy w sprawie pozwalał na to od dawna, tymczasem prokuratura wzbraniała się przed tym ze względu na pozycję społeczną podejrzanego.

– Charakterystyczne, że w dokumentach prokuratury Stanisław B. nie jest określany, jako podejrzany, jak to jest w praktyce, a konsekwentnie nazywa się go proboszczem – dodaje pełnomocnik Lisa.
Prokuratura nie przesądza jeszcze, jaka będzie jej decyzja w tej sprawie.

– Musimy wypełnić zalecenia sądu, ponownie przeanalizujemy materiał dowodowy, ale w tej chwili nie można prognozować, jaka będzie nasza decyzja – zastrzega prokurator Edyta Lenart.

To może być postawienie zarzutów proboszczowi z Lutoryża lub ponowne umorzenie dochodzenia.

[2013.07.05] Nowiny24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: